Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 27 czerwca 2026 20:15
Reklama

UE dokręca śrubę wodociągom

Czy Pułtusk jest gotowy na rewolucję?

22 czerwca w całej Polsce zaczynają obowiązywać nowe przepisy dotyczące jakości wody przeznaczonej do spożycia. To największa od wielu lat zmiana zasad funkcjonowania wodociągów. Jest ona konsekwencją wdrożenia Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/2184 z 16 grudnia 2020 r. Trudno więc mówić o zaskoczeniu. Samorządy i przedsiębiorstwa wodociągowe miały niemal sześć lat na przygotowanie się do nowych wymagań. Tym bardziej warto spojrzeć na uchwalony w marcu 2025 r. przez naszą Radę Miasta i Gminy "Wieloletni plan rozwoju i modernizacji urządzeń wodociągowych i kanalizacyjnych na lata 2025–2028" z zupełnie nowej perspektywy.

Dokument przewiduje inwestycje o wartości 2,75 mln zł. Z założenia ma wyznaczać kierunki rozwoju miejskiej infrastruktury wodociągowej. Jednak już podczas jego lektury pojawiają się poważne wątpliwości. W uzasadnieniu zapisano bowiem, że plan ma "charakter otwarty" i będzie "sukcesywnie uzupełniany i korygowany". Powstaje więc pytanie, czy Rada Miejska mogła zatwierdzić plan rzeczowy i finansowy, który jednocześnie przewiduje możliwość jego późniejszego uzupełniania i korygowania bez ponownej uchwały rady? Takie rozwiązanie może pozostawać w sprzeczności z istotą art. 21 ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Przepis ten zakłada przecież, że wieloletni plan określa przedsięwzięcia rozwojowe, nakłady inwestycyjne oraz sposób finansowania. Jeżeli dokument może być później swobodnie zmieniany na poziomie spółki, pojawia się pytanie o rzeczywistą rolę Rady Miejskiej jako organu zatwierdzającego plan.

Nie jest to wyłącznie temat na dyskusję dla prawników. Chodzi o przejrzystość wydatkowania publicznych pieniędzy i przewidywalność inwestycji. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, które zadania zostały ostatecznie zatwierdzone i czy późniejsze zmiany będą ponownie poddawane ocenie radnych.

Sam zakres inwestycji również skłania do refleksji. Znaczną część planu stanowią kolejne studnie głębinowe, modernizacja istniejących urządzeń oraz zakupy wyposażenia. Tymczasem od miesięcy zwracamy uwagę na postępującą suszę hydrologiczną. Jeżeli obniża się poziom wód podziemnych, wywiercenie następnej studni nie stworzy nowego źródła wody. To jedynie kolejna "słomka" w tym samym zbiorniku. Można odnieść wrażenie, że plan koncentruje się przede wszystkim na usprawnianiu obecnego systemu, zamiast odpowiedzieć na pytanie, jak powinien wyglądać system zaopatrzenia miasta w wodę za dwadzieścia lub trzydzieści lat.

W dokumencie nie ma absolutnie żadnej analizy alternatywnych rozwiązań. Czyli: "mamy to, co mamy i nad niczym innym się nie zastanawiamy..." Tymczasem od lat funkcjonują w Polsce sprawdzone technologie wykorzystujące ujęcia infiltracyjne. Warszawa znaczną część wody pozyskuje spod dna Wisły, gdzie przesączanie przez warstwy piasku i żwiru stanowi naturalny etap oczyszczania. Zakład Północny korzysta z kolei z wód Jeziora Zegrzyńskiego zasilanego przez Narew. Czy naprawdę trudno się zorientować, że przez Pułtusk przepływa Narew...? Czy dla Pułtuska kiedykolwiek wykonano profesjonalną analizę możliwości budowy infiltracyjnego ujęcia spod dna rzeki? W obowiązującym planie rozwoju nie przewidziano nawet wykonania analizy budowy takiego ujęcia wody z Narwi. Nie znaleźliśmy również żadnych, publicznie dostępnych dokumentów, świadczących o tym, że takie rozwiązanie było analizowane przy opracowywaniu strategii rozwoju miejskich wodociągów. Jeżeli alternatywy dla studni były już brane pod uwagę, chętnie opublikujemy wyniki takich analiz. Jeżeli nie, trudno zrozumieć, dlaczego ograniczono się wyłącznie do strategii polegającej na budowie kolejnych studni głębinowych. Od razu wyjaśnijmy kluczową kwestię: budowa ujęcia infiltracyjnego spod dna rzeki dla Pułtuska to inwestycja rzędu kilkunastu, a być może nawet ponad 20 mln zł. Skoro jednak miasto było w stanie przeznaczyć blisko 40 mln zł na remont i odbudowę jednego budynku komunalnego, nasuwa się oczywisty wniosek: ujęcie rzeczne gwarantuje nam dostęp do czystej i bezpiecznej wody w kranach tak długo, jak długo płynie Narew.

I właśnie w tym miejscu pojawiają się nowe przepisy. Dotychczas kontrola jakości wody polegała przede wszystkim na okresowym pobieraniu próbek w wyznaczonych punktach sieci. Jeżeli mieszkaniec przez kilka dni obserwował rdzawą lub mętną wodę płynącą z kranu, ale nie zgłosił tego do Sanepidu, to z reguły mogło oznaczać, że rutynowe badania wykonano w innych, stałych i niezmiennych miejscach poboru próbek wody do analiz. Jeżeli tam parametry były prawidłowe, oficjalny raport potwierdzał dobrą jakość wody w całym wodociągu.

Od 22 czerwca takie podejście przestaje być wystarczające. Nowe przepisy nakazują analizować ryzyko w całym systemie dostarczania wody – od ujęcia, poprzez stację uzdatniania i sieć wodociągową, aż do miejsca, w którym woda trafia do odbiorcy. Zapisując to obrazowo można przedstawić monitorowanie łańcucha dostawy wody następująco: źródło → uzdatnianie → magistrale → lokalna sieć → przyłącze → instalacja budynku → kran odbiorcy. To właśnie stąd pochodzi medialne hasło: "monitoring aż do kranu". Znacznie rozszerzono także zakres badań. Obejmą one nowe grupy substancji, między innymi związki PFAS, określane jako "wieczne chemikalia" (przenikają do wód gruntowych a rozkładają się setki lat), oraz bisfenol A. Większy nacisk położono również na ocenę ryzyka w instalacjach wewnętrznych szkół, przedszkoli, szpitali i innych obiektów użyteczności publicznej.

Nowe przepisy zmieniają więc sposób myślenia o bezpieczeństwie wodnym. Nie wystarczy już modernizować urządzeń i wykonywać okresowych badań. Konieczne staje się zarządzanie ryzykiem całego systemu oraz przewidywanie zagrożeń, które mogą pojawić się za kilka lub kilkanaście lat.

To rodzi kolejne pytanie. Czy plan rozwoju pułtuskich wodociągów, uchwalony 15 miesięcy temu, sprosta nowym wymaganiom? A może już dziś wymaga aktualizacji i uzupełnienia o analizy, których w nim zabrakło? Skoro unijna dyrektywa została opublikowana pod koniec 2020 roku, trudno uznać wejście nowych przepisów za nieprzewidziane wydarzenie.

Możemy przy tym być pewni głoszenia opinii, że nowe obowiązki oznaczają kolejne koszty, więcej badań i w konsekwencji droższą wodę. To możliwe. Warto jednak pamiętać, po co te przepisy powstały. Ich wyłącznym celem jest zapewnienie mieszkańcom dostępu do wody o najwyższej jakości, wolnej od zanieczyszczeń i substancji zagrażających zdrowiu. Mają również sprawić, aby wszystkie instytucje odpowiedzialne za produkcję, dostarczanie i kontrolę jakości wody wykonywały swoje zadania skutecznie, rzetelnie i w sposób niebudzący żadnych wątpliwości. Trudno bowiem wskazać dobro bardziej podstawowe niż bezpieczna woda płynąca z naszych kranów.

Zatem: jeśli cieknie Ci z kranu rdzawa, brudna woda – idź do pułtuskiego Sanepidu i formalnie zgłoś ten fakt żądając pobrania wody z twojego kranu i przeprowadzenia badań oraz analiz. Bez takiego działania nie spodziewa się poprawy sytuacji. Dopiero później "wrzucaj filmik na fejsa" – wprawdzie to nie wymusi na urzędach podjęcia działań, ale może mieć znaczenie, bo sąsiedzi dostrzegą, że wszyscy mają taki sam problem.

Właśnie promowane jest nowe hasło o Pułtusku, który "płynie życiem". Może warto zacząć od nadania temu sloganowi rzeczywistego, wymiernego znaczenia w najbardziej podstawowej, zasadniczej i żywotnej kwestii.

ZCZ


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama