Wszyscy pamiętamy niedawną niebezpieczną sytuację przy budynku mieszkalno-usługowym w centrum Pułtuska, przy placu Teatralnym. W czasie robót ziemnych, tuż przy kamienicy natrafiono na niewybuch. Konieczna była natychmiastowa akcja służb – policji i straży pożarnej – które przed przyjazdem saperów ewakuowały mieszkańców, osoby pracujące w budynku oraz pracowników Miejskiego Centrum Kultury i Sztuki, a także zabezpieczały teren przed dostępem osób postronnych. Zaistniała również konieczność wstrzymania ruchu na skrzyżowaniu przy budynku starego szpitala i zorganizowania objazdów.
Całe zdarzenie wywołało w naszym spokojnym miasteczku niemałą sensację. W mediach społecznościowych i na portalach internetowych pojawiły się filmiki, zdjęcia, a nawet relacje mieszkańców kamienicy przy placu Teatralnym 3. Na szczęście niewybuch udało się bezpiecznie usunąć i wszyscy mogli wrócić do swoich mieszkań.
Wszyscy... oprócz pani Beaty.
To właśnie ona podczas opisywanej akcji straciła przytomność na ulicy. Doszło do zatrzymania krążenia i żyje dziś tylko dzięki natychmiastowej reanimacji prowadzonej przez strażaków.
Pani Beata spotkała się ze mną kilka dni po zdarzeniu, aby opowiedzieć, co się wtedy wydarzyło. Nie chce nikogo oskarżać, ganić ani stawiać pod ścianą. Chce jedynie uczulić nas wszystkich, byśmy w podobnych sytuacjach pamiętali o innych – o swoich sąsiadach, osobach starszych, niepełnosprawnych i schorowanych. Pragnie również podziękować strażakom za uratowanie życia.
– Kiedy to wszystko się zaczęło, spałam jeszcze w mieszkaniu. Mój przyjaciel wyszedł do pracy i nie zamknął drzwi na klucz. Jestem osobą chorą, poruszam się po mieszkaniu przy pomocy balkonika. Codziennie przychodzi do mnie opiekunka, ale dopiero około godziny 12. Słyszałam syreny, ale nikt nie pojawił się u mnie w mieszkaniu, nikt nie pukał, więc postanowiłam o własnych siłach wyjść na podwórko i zobaczyć, co się dzieje – relacjonuje pani Beata. W tym miejscu warto dodać, że jej mieszkanie znajduje się na parterze kamienicy przy placu Teatralnym 3, od strony podwórka.
– Na podwórku podszedł do mnie policjant i kazał wyjść na ulicę oraz iść w stronę kościoła św. Józefa. Zdenerwowałam się, bo to dla mnie bardzo długi odcinek do przejścia. Nieprawdą jest to, co pisały niektóre media, że przewieziono mnie tam na wózku. Doszłam sama. Zobaczyłam grupę mieszkańców, moich sąsiadów. Najwyraźniej nikt z nich nie wspomniał, że mogę być jeszcze w mieszkaniu. Stałam tam i nagle wszystko mi się urwało. Straciłam przytomność, upadłam, doszło do zatrzymania krążenia. Wiem, że ratował mnie strażak i że przeżyłam dzięki podjętej reanimacji. Bardzo chciałabym ustalić, kto to był, i osobiście mu podziękować.
Pani Beata do dziś ma ślady tamtego zdarzenia – potłuczoną głowę, zasinienia i otarcia twarzy. To pozostałości po upadku na chodnik. Pokazuje mi zdjęcie wykonane w szpitalu, do którego trafiła po skutecznej reanimacji.
Jest rozgoryczona i smutna. Zadaje sobie pytanie: co by było, gdyby zamiast ewakuacji związanej z niewybuchem doszło do pożaru, a czasu na ucieczkę było zaledwie kilka minut? Czy również zostałaby sama?
Szkoda, że nikt z sąsiadów nie wspomniał policjantom czy strażakom o kobiecie, która z powodu choroby mogła mieć problem z samodzielnym opuszczeniem mieszkania. Tym razem była to ewakuacja prowadzona na wszelki wypadek, jednak i ona mogła zakończyć się dla pani Beaty tragicznie.
Każda ewakuacja z zagrożonego budynku wymaga zachowania spokoju i bezwzględnego podporządkowania się poleceniom służb ratowniczych. Kluczowe jest szybkie opuszczenie strefy zagrożenia wyznaczonymi drogami ewakuacyjnymi, bez zatrzymywania się po rzeczy osobiste. Jednak w emocjach nie wolno zapominać o tych, którzy sami mogą nie zdążyć wyjść – o osobach starszych, schorowanych, z niepełnosprawnościami czy mających trudności z poruszaniem się.
Rozmawiałam na ten temat z rzecznikiem prasowym pułtuskiej straży pożarnej, kpt. mgr. inż. Piotrem Wróblewskim, który zapewnił, że służby dołożyły wszelkich starań, by bezpiecznie ewakuować osoby przebywające w budynku przy placu Teatralnym 3 oraz w Miejskim Centrum Kultury i Sztuki. Akcja była dynamiczna – strażacy i policjanci ustalali, kto może jeszcze przebywać w mieszkaniach, dlatego trudno jednoznacznie określić, w którym momencie pani Beata samodzielnie opuściła lokal.
Rzecznik ustalił również personalia strażaków, którzy uratowali jej życie. Są to: st. ogn. Krzysztof Tośka, mł. ogn. Adam Soska oraz str. Szymon Glinka. W imieniu pani Beaty składamy im serdeczne podziękowania za profesjonalizm i poświęcenie.
Nie każdą tragedię powoduje ogień czy wybuch. Czasem wystarczy, że o kimś zapomnimy. W sytuacjach zagrożenia życia i zdrowia liczy się każda minuta, ale również zwykła ludzka wrażliwość. Rozejrzyjmy się wokół siebie. Sprawdźmy, czy nasz sąsiad, starsza osoba, człowiek z niepełnosprawnością lub ktoś samotny nie potrzebuje pomocy. Służby ratownicze robią wszystko, by ratować życie, jednak nie są w stanie natychmiast ustalić, kto może pozostać w mieszkaniu. To od naszej empatii, odpowiedzialności i wzajemnej troski może zależeć czyjeś życie. Nie bądźmy obojętni – pamiętajmy o sobie nawzajem, zwłaszcza wtedy, gdy liczy się każda minuta.
ED
