– Źle się czujesz? – pytała i przywoziła mi - pod bramę - tabletki.
– Chcesz się osłodzić? – i podrzucała ciasto, że palce lizać.
– Masz obawy? Zmartwienie? Pomodlę się, a tu masz różaniec...
Mam go do dzisiaj. A podarowała mi go kilkanaście lat temu, kiedy przeprowadzałam z NIĄ wywiad dla TYGODNIKA PUŁTUSKIEGO i kiedy powierzyłam JEJ swoją tajemnicę.
Kochała Pułtusk, kochała teatr, też podróże, ale nade wszystko swoją RODZINĘ: dzieci i męża Jarka.
Barwna to była postać, jak rajski ptak, szczególnie w czasie niesprawiedliwej choroby. Może kolorami chciała ją zniweczyć, zniszczyć, wypalić ją, ale się nie udało...
Chorując, myślała o dzieciach. Raz zadzwoniła i powiedziała: - Gdyby coś, to pamiętaj o Marysi. Krzyknęłam na NIĄ: - Co to za głupstwa mi tu wygadujesz!
Ale nie były to głupstwa, a ja teraz nie umiem CIĘ pożegnać inaczej niż CIĘ pożegnałam.
***
JEDNAK ŻEGNAJ! ŻEGNAMY CIĘ, AGNIESZKO!!!
***
W imieniu REDAKCJI TYGODNIKA, z którym AGA była w przyjaźni - Ewy, Ani i własnym Grażyna-Maria.
(Zdjęcia Agnieszki – archiwum rodzinne i TP)
