Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 18 czerwca 2026 19:57
Reklama
Tylko cztery pytania

O chorobie i tytanicznej pracy

Z profesorem ROBERTEM GAJDĄ rozmawia Grażyna Maria Dzierżanowska

Robercie, jakoś różniły się Twoje tegoroczne imieniny od poprzednich? Odnoszę wrażenie, że byłeś szczęśliwy, słuchając gratulacji, życzeń gości i widząc tłumy.

To pierwsze imieniny po chorobie nowotworowej, kiedy nie muszę na okrągło brać silnych leków przeciwbólowych i mogę jako tako połykać. Jeśli porównujesz je do tych sprzed roku, to sam ten fakt powoduje, że mogę słuchać życzeń w skupieniu i cieszyć się, że goście rzeczywiście przyszli tłumnie. Rok temu miałem wrażenie, że część osób przyszła zobaczyć, czy faktycznie żyję. Pamiętasz pewnie, że niewiele brakowało, abym w efekcie powikłań po terapii, jakimi były kolejne zachłystowe zapalenia płuc, nie zszedł z tego świata. Dzisiaj jestem już w zupełnie innym punkcie rekonwalescencji i wydaje się, że najgorsze mam za sobą. Nie zmienia to jednak faktu, że mam w sobie dużo lęku i każdy niepokojący objaw, który w przeszłości całkowicie bym zignorował, powoduje lekką panikę i natychmiastowe badania kontrolne – być może nawet w nadmiarze.

Przez ludzi Ci życzliwych, a jest ich ogrom, podziwiany jesteś za chart ducha. Tyle o chorobie, która Cię dotknęła... Obecnie zbierasz gratulacje za tytuł przyznany Ci przez Prezydenta Karola Nawrockiego, a ów tytuł to profesor nauk medycznych i nauk o zdrowiu w dyscyplinie nauki medyczne. Ile lat pracowałeś na swój naukowy dorobek? Jakieś wyrzeczenia z powodu tej wymagającej pracy naukowej?

Długo i krótko. Ja uważam, że długo, bo w sumie 15 lat, ale moi koledzy naukowcy twierdzą, że i tak szybko. Miałem długą przerwę od pracy naukowej. Doktorat zrobiłem w 1993 roku. Do pracy naukowej na poważnie wróciłem w latach 2011–2012, czyli prawie po dwudziestu latach przerwy. Zdawanie specjalizacji lekarskich, w których jestem mistrzem Polski (mam ich siedem), jest czymś innym niż praca naukowa. Zdawanie specjalizacji to umiejętność nauczenia się wiedzy już opublikowanej. Trzeba siedzieć i zakuwać, a to wychodziło mi całkiem dobrze. Jednak praca naukowa to odkrywanie w sposób naukowy i rzetelny rzeczy, zjawisk czy zależności, których do tej pory nikt jeszcze nie opisał. To oczywiście bardzo uproszczona definicja pracy naukowej na potrzeby tego wywiadu. Trzeba stworzyć cały warsztat. Trzeba odświeżyć sobie lub od nowa nauczyć się przynajmniej podstaw statystyki. Przeczytać dostępną literaturę w temacie, który się bada, i wykonać badania. To wszystko musi być zrobione zgodnie z określonymi zasadami. Nie może budzić wątpliwości zarówno co do wartości naukowej, jak i etycznej. A potem trzeba to opublikować w piśmie o renomowanej pozycji i określonej wartości wyrażonej, tzw. impact factorem. Samo wejście w świat naukowców i tworzenie grup badawczych, z którymi współpracujesz, bo samemu daleko nie zajedziesz, jest niezmiernie trudne. Do habilitacji właściwie piszesz sam i zapraszasz innych do współpracy, zakładając, że kiedyś inni zaproszą ciebie. Powiedziałbym, że po habilitacji jest pod pewnymi względami już łatwiej, bo jesteś rozpoznawalny w Polsce i w określonych kręgach ludzi nauki na świecie, którzy badają te same problemy. W zespole praca wygląda już znacznie lepiej.

Ja miałem jeszcze jedno wyzwanie. Wszystko w świecie nauki jest w języku angielskim. Jako młody człowiek uczyłem się niemieckiego i rosyjskiego. Na początku lat 90. pracowałem nawet krótko w Niemczech jako lekarz stażysta. Rosyjskiego używam do dzisiaj, lepiej lub gorzej, z powodu obywateli Ukrainy. Angielskiego zacząłem uczyć się dopiero w dorosłym wieku - około 20 lat temu. Musiałem zintensyfikować naukę angielskiego, kiedy wróciłem na dobre do pracy naukowej. Na dobre mi to wyszło. Jeden język więcej i to ten najważniejszy na świecie.

Jeśli chodzi o wyrzeczenia – na pewno tysiące zarwanych nocy i dziesiątki weekendów poświęconych tylko pracy naukowej. Nie wspomnę o wyjazdach urlopowych, kiedy często siedziałem w hotelu, zamiast na plaży, i odpowiadałem na pytania recenzentów, zamiast wypoczywać. Ale to koszt, z którym musisz się liczyć i który akceptujesz. Opublikowana praca naukowa rekompensuje każdy wysiłek w nią włożony.

Obecnie mam ich grubo ponad sto, opublikowanych w dobrych czasopismach. Najtrudniejsze były pierwsze trzy. Teraz współpracuję z ponad pięćdziesięcioma naukowcami z całego świata. Jest już zdecydowanie prościej.

A Twoje emocje i myśli po informacji o przyznaniu kolejnej profesury belwederskiej?

Profesury nie przyznaje się bez wystąpienia o nią. Taka jest procedura. Składa się dokumenty do Rady Doskonałości Naukowej, która uruchamia całą procedurę, powołując recenzentów. Trwa to czasami bardzo długo. Już od kilku miesięcy wiedziałem, że nadejdzie moment, kiedy Prezydent Karol Nawrocki podpisze dokument nominacyjny, ponieważ postępowanie przed RDN zakończyło się pozytywnie. Prawdą jest, że w Polsce może być bardzo niewiele osób – być może pojedyncze przypadki w całej historii nadawania tytułów profesorskich przez Prezydenta RP – które otrzymały ten tytuł dwukrotnie, czyli w dwóch różnych dyscyplinach. U mnie było to możliwe, ponieważ od początku publikowałem prace kwalifikujące się do dwóch różnych dyscyplin: nauk medycznych oraz nauk o zdrowiu. Oczywiście, kiedy dowiedziałem się o nominacji, byłem w siódmym niebie. Tym bardziej, że stało się to tuż przed moimi imieninami. Dostałem od Prezydenta RP cudowny prezent imieninowy. Prezydent Karol Nawrocki podpisał mi nominację profesorską w dyscyplinie nauki medyczne w dniu 2 czerwca tego roku. Prezydent Andrzej Duda – 5 marca 2025 roku – w dyscyplinie nauki o zdrowiu

Czy to sensowne, by życzyć Ci trzeciej profesury?

Na pewno nie. Po pierwsze, nie ma już innej dyscypliny, w której mogłyby się mieścić moje prace – może z niewielkim wyjątkiem - dyscyplinie nauki o kulturze fizycznej. Po drugie, po prostu nie zamierzam ubiegać się o kolejną profesurę, bo niczego by to już nie zmieniło w moim życiu. Po trzecie – dopiero co umierałem. Piętnaście lat spędzonych w książkach nie licząc specjalizacji i zakuwania do egzaminów. Po prostu wystarczy. Oczywiście chcę wrócić, przynajmniej w pewnym zakresie, do prowadzenia wykładów – zarówno w Polsce, jak i za granicą. Ciągle dostaję zaproszenia. Ale nie w takim stopniu, żebym bez przerwy gdzieś jeździł. Naukowo jestem spełniony. Kropka.

Raczej wykrzyknik! I w takim razie życzę Ci zdrowia, na zawsze!

***

Zdjęcie PROFESORA (autorstwa GMD) – w towarzystwie starosty Roberta Czyżewskiego – pochodzi z uroczystości imieninowej Roberta Gajdy.


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama