Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 9 kwietnia 2026 13:18
Reklama

TAK SIĘ LITERACKO BAWILIŚMY W ONE LATA

TAK SIĘ LITERACKO BAWILIŚMY W ONE LATA
gaze

W dawnej szkole. W 1997 roku. Dzięki szkolnej gazecie o charakterze literackim o tytule CZWÓRKA. Ileż tam wiadomości, ile uczniowskiej twórczości. Dziś ci redaktorzy to już mężczyźni i kobiety, ojcowie i mamy.


Wiele mieliśmy radości z redagowania naszej gazety. Dziś teksty moich uczniów czytam z olbrzymią przyjemnością. I mam nadzieję, że i oni zatrzymają się nad nimi dłuższą chwilkę.


O czym pisaliśmy?


No, o szkole.


W szkole/ lubię siedzieć w ławce/ i patrzeć/jak lecą za oknem/ długich bajek smugi (Kamil Bulwicki i Tomek Lustyk). Nienawidzę/ jak stoją za drzwiami/jadowite/rymy schody (Małgorzata Wiśniewska i Katarzyna Krysiak). Gdy piszę wypracowanie/myślę o trujących synonimach (Adrian Baranowicz). Niekiedy e szkole/zamykam oczy/i widzę/jak spływają spokojnie/ bibeloty słów (Tomasz Wisiecki i Piotr Zbrzeźny).


No, o tym, co powiedział znaleziony kamień...


Pewnego dnia, gdy byłem na wakacjach, na nadmorskiej plaży znalazłem piękny kamień. Wyglądał jak szmaragd. Razem z kilogramami muszelek przywiozłem go do Pułtuska. Ostatnio znów wpadł mi ręce. Zaciekawiony byłem, czy przypadkiem nie ma czegoś w środku. Zacząłem pukać w niego młotkiem taty. Nagle kamień do mnie przemówił. Byłem zadziwiony, ponieważ kamienie mówią tylko w bajkach. Chyba musiał mnie polubić. Opowiedział mi swoje kamienne życie.


"Pochodzę ze Szwecji. Dawno dawno temu byłem oczkiem, nie, nie w głowie, ale w pierścionku zaręczynowym pewnej ślicznej dziewczyny. Niestety, zgubiłem się i fala zmyła mnie na głęboka wodę, a teraz morze znów wyrzuciło mnie na brzeg. Tym razem w Polsce".


Nie chciałem uwierzyć w tę historię. Byłem pewny, że to moja wyobraźnia dobrze pracuje. Zaniosłem jednak kamień do kolekcjonera. Okazało się, że to naprawdę wartościowy szmaragd. Schowałem go do szkatułki mamy. Kiedyś na pewno go oprawię i wręczę jakiejś ślicznej dziewczynie (Tomasz Rzemek).


No o wycieczce do Ciechanowa"Tygodnik Ciechanowski" oknem na województwo.


Jesteśmy w Ciechanowie. Szukamy ulicy Ściegiennego. Tu mieści się redakcja tygodnika lokalnego, który liczy już sobie 18 lat. Już w holu wita nas sympatyczny brodaty dziennikarz, który zaprasza na pierwsze piętro. Tu przyjmuje nas redaktor naczelny – pan Ryszard Marut, bardzo miły, elegancki pan. To on zdradzał nam tajniki pracy dziennikarskiej i zapoznawał z pracą poszczególnych działów. Tu dowiadujemy się, że przy redagowaniu gazety pracują: redaktor naczelny, dwaj sekretarze, korektor, grafik i dziennikarze z tak zwanego doskoku.


Pracują ludzie czy komputery?


A w pokoju redaktora naczelnego biurko, komputer, telefon. Komputery są wszędzie, także w pokoju korektorów, gdzie poprawia się teksty. Urządzenia te znajdują się również w pokoju grafików, "nawiasem mówiąc artystów" – jak żartobliwie zauważył jeden z panów. Dowiadujemy się, co to jest skaner i jak działa. A działa, właśnie "wypluwa" nasze klasowe zdjęcie z Mariuszem Szczygłem, którego gościliśmy w naszym saloniku literackim.


Maszyna do pisania kontra komputer.


Idziemy do pokoju dziennikarzy. Tu komputery, ale też maszyna do pisania, "dobroduszna`". Jeden z dziennikarzy nie zasiądzie do komputera, nie chce...


Dziennikarze "TC" to ludzie o wielkim poczuciu humoru. W jednym z pomieszczeń widnieje napis: NIE PALIĆ. Ktoś dopisał: MOSTÓW.


Tajemnicza koperta.


Wszystko co miłe, szybko się kończy. Już gospodarz klasy wręcza panom bombonierkę, aby osłodzić im nerwowe dziennikarskie życie. Ale co to? My też dostajemy gościniec, tajemniczą kopertę. W niej "srebrna" tabliczka z napisem:


Na pamiątkę pobytu w redakcji `Tygodnika Ciechanowskiego" sympatycznej klasy VB SP nr 4 w Pułtusku red. R. Marut. Ciechanów, dnia 21 II 1997 r.


Dziękujemy dumni jak pawie, tabliczka znajduje się w naszej pracowni – saloniku na honorowym miejscu. Zredagowali: Justyna Kogowska, Małgorzata Wiśniewska, Katarzyna Krysiak, Malwina Perkowska, Aneta Staroń, Łukasz Białas.


No o nauczycielskich anegdotach.


Oto anegdotki zasłyszane od pani Basi Piotrowskiej.


Lekcja matematyki w klasie Ia. Pani Piotrowska pyta: - Ile to jest zero dodać zero? Bardzo przejęty uczeń mówi: - To jest dwa zera. I zapisuje na tablicy: 0+0=2 0.


- Jak się nazywa zdanie, które zakończone jest kropką?


- KROPKOWE.


- A zakończone pytajnikiem?


- ZAPYTAJNIKOWE.


Pani nie komentuje.


- A zdanie z wykrzyknikiem na końcu?


- KRZYCZĄCE.


No o fraszkach.


Żeby napisać fraszkę,


Trzeba poprosić tatę o łaskę.


Paweł Łatyfowicz


O humorze zeszytów.


Najbardziej widoczną cechą PANA TADEUSZA było to, że był mężczyzną.


Ksiądz Robak był emisariuszem i roznosił gazety.


Podał pan Andrzej Krystoszyk.


Manufaktury charakteryzowały się tym, że wykonywano je ręcznie. Podała p. Elżbieta Suwińska.


Autorzy tekstów to uczniowie klasy publicystyczno-dziennikarskiej, autorskiej. Dziennikarka prowadząca Grażyna Dzierżanowska.


PS Może wrócimy do tematu...



GRAża


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
NAJNOWSZE EWYDANIE
Tygodnik Pułtuski nr 13
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
OtoDrobne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama