Jeśli myśleliście, że w sześć miesięcy można dokonać czegoś wielkiego, a już z pewnością przeprowadzić remont niewielkiego mostku, to drogowcy na DK61 właśnie wyprowadzili was z błędu. Na naszej "drodze życia" do stolicy, gdzie każdego dnia 14 tysięcy kierowców ćwiczy cierpliwość godną tybetańskich mnichów, nastąpił właśnie historyczny przełom. Warto przy tym zaznaczyć, że liczba pojazdów na krajówce Pułtusk - Warszawa ani trochą nie jest przesadzona: to dane z pomiarów natężenia ruchu prowadzonych przez zarządcę drogi – Główną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad.
Wszystko zaczęło się 26 września ubiegłego roku. To wtedy zachodnia jezdnia w stronę Warszawy została wzięta w niewolę przez barierki i ciężki sprzęt. Wprowadzono ruch wahadłowy, a weekendowe powroty do domu stały się doskonałą okazją do nadrobienia zaległych audiobooków, nauki języków obcych, a nawet drzemki. I tak, po zaledwie pół roku – co w skali historii Polski jest przecież mgnieniem oka – nastąpiła wielka roszada. 25 kwietnia barierki dumnie przemaszerowały na drugą stronę jezdni. Powinniśmy się cieszyć..?.
Podczas gdy w Japonii czy Chinach mosty o takim natężeniu ruchu wymienia się w czasie krótszym, niż u nas trwa wypisanie mandatu, my stawiamy na zachwyty przy obserwacji procesu. W krajach azjatyckich pewnie w dwa tygodnie postawiliby nową konstrukcję, nudząc przy tym obserwatorów wysokim tempem zorganizowanej pracy, całkowicie pozbawionym dramaturgii. A w Karniewku, od pół roku mamy emocje, korki i czas na zadumanie nad istotą istnienia. Kierowcy mają więc czas na obserwację krajobrazu, zmiany pór roku, lepiej poznają okolicę... i własną cierpliwość. Przed nami drugie półrocze z "wahadełkiem". Trzymajcie kciuki za wschodnią stronę mostu – niech jej remont będzie równie epicki i niespieszny jak ten poprzedni. Do zobaczenia w kolejce!
P.s. Pytanie do naszych Czytelników, którzy co dzień stoją "na czerwonym" przed mostkiem w Karniewku: wiecie, jak nazywa się rzeczka przepływająca pod tym mostem?
ZCZ










