Prywatny parking, publiczny problem.
Zasada działania tego miejsca jest fascynująca w swej prostocie. Właściciel terenu przed bankiem wyznaczył tam miejsca parkingowe. To jego prywatny teren – zrobił, co chciał. Kierowcy, zachęceni obietnicą postoju, wjeżdżają na plac. Problem w tym, że legalny wjazd tam nie istnieje. Aby się tam dostać, kierowcy mają dwie opcje: albo jadą wzdłuż po chodniku, popełniając wykroczenie i zagrażając pieszym, albo wyłączają się z ruchu na rondzie w miejscu niedozwolonym, pomiędzy wylotami Mickiewicza i Jana Pawła II. To jawne łamanie przepisów, na które Policja i Straż Miejska od lat przymykają oko.
Obietnice kontra rzeczywistość.
Pod koniec sierpnia 2025 roku opublikowaliśmy w artykule dotyczącym przebudowy ronda, zapewnienia uzyskane z naszej Komendy Policji. Przypominamy dziś ten fragment sierpniowego artykułu: "zwróciliśmy się w tej sprawie do naczelniczki Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Pułtusku. Podkomisarz Anna Kowalczyk zapewniła nas, że kierowcy popełniający opisane wykroczenia przy Rondzie Ofiar Katynia będą konsekwentnie karani, a funkcjonariusze pułtuskiej drogówki będą bacznie obserwować to miejsce."
Od tamtej deklaracji minęło kilka miesięcy. Jak wygląda ta "konsekwentna kara" i "baczna obserwacja" w praktyce? Przechodziliśmy tam 24 marca 2026 roku, o godzinie 11:00.
Straż Miejska edukuje kierowców przykładem...
Obraz, który zastaliśmy, uwieczniliśmy na fotografiach. Na prywatnym terenie, na który nie da się wjechać bez popełnienia wykroczenia, stał prywatny samochód, całkowicie blokując pieszym przejście chodnikiem. Naruszenie art. 47 Ustawy Prawo o ruchu drogowym (parkowanie czterema kołami prostopadle do jezdni) było ewidentne i rażące. Prawdziwym majstersztykiem była jednak obecność drugiego pojazdu. Otóż obok, w identyczny sposób, łamiąc przepisy, zaparkowany był... samochód Straży Miejskiej. Funkcjonariusze zjechali z drogi publicznej na prywatny plac w miejscu, gdzie nie ma obniżonego krawężnika ani zjazdu. Dlaczego tam nie ma zjazdu? Bo przepisy nie dopuszczają takiej możliwości tuż przed skrzyżowaniem, około 13 metrów przed przejściem dla pieszych. Obserwowaliśmy tę groteskową sytuację kilkanaście minut i spostrzeżenia mieliśmy jednoznaczne: nie – Strażnicy nie podejmowali tam żadnych czynności wobec kierowców popełniających wykroczenia, radiowóz nie miał włączonych sygnałów świetlnych – po prostu tak go pozostawiono, a funkcjonariusze "coś tam poszli załatwiać".
Pytania bez odpowiedzi?
Po raz kolejny, zwracamy się więc do naczelniczki Wydziału Ruchu Drogowego naszej pułtuskiej Policji: jak w świetle tych faktów ocenia Pani skuteczność zapowiedzianych działań Policji? Ilu kierowców zostało ukaranych w tym miejscu od sierpnia 2025 roku? Tam popełnianych jest każdego dnia dziesiątki, może setki wykroczeń. Słyszeliśmy już wyjaśnienia ze strony funkcjonariuszy, że "tam się jednak da wjechać, od strony Jana Pawła II, tuż przy budynku i nie po chodniku". Tak – zgadza się, da się tak wjechać. Tylko, że nikt tak nie robi: wszyscy jadą dokładnie środkiem chodnika. Tylko, że najwyraźniej funkcjonariusze nie chcą tego dostrzec.
W podsumowaniu warto postawić pytanie:
dlaczego zwykli obywatele powinni przestrzegać przepisów i obawiać się mandatów, skoro mają tak wspaniałe wzorce, w tym wypadku prezentowane przez naszych strażników miejskich? Tu widać jaskrawo - bo w pełnym słońcu - jak łamać prawo "na pewniaka"? Policja w mediach społecznościowych co chwila chwali się tym, że organizuje akcje mające na celu podniesienie bezpieczeństwa pieszych, używa nawet dronów do kontroli ruchu i ścigania wykroczeń. Wydaje się jednak, że plac przed bankiem to miejsce wyjęte spod prawa, którego żadne drony nie obserwują, bo nikt ich tu nie skierował – prawdziwa oaza bezkarności w sercu Pułtuska.
ZCZ











