Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 10 kwietnia 2026 02:24
Reklama

Grabówiec przyciąga tłumy

Grabówiec przyciąga tłumy
koper3

Niedzielne targowisko na Grabówcu to nie tylko udane zakupy, ale też rozrywka i minirekreacja piesza. Plac targowy, niestety, nie budzi zachwytu, jeśli chodzi o jego nawierzchnię czy ogólne zagospodarowanie, jest nieucywilizowany, przydałaby się modernizacja. Miejsca parkingowego też trzeba szukać dłuższą chwilę, ale ludzie tu wręcz walą. Z dwu powodów – WSZYSTKO tu można kupić i taniej niż na naszym brukowanym rynku we wtorki czy piątki. A inne "wartości" wyniesione z targowiska? No, choćby nawiązywanie dobrosąsiedzkich relacji, a przede wszystkim rozwijanie lokalnej przedsiębiorczości, zapewniającej miejsca pracy w pobliżu domu lub w jego niedalekiej odległości.
Przyjechaliśmy do Grabówca w określonym celu: kupić pewnie już ostatnie kwiaty tego lata, na taras. To zachcianka żony. A kwiatów tu dużo, w dobrej kondycji i różnorakich oraz w zupełnie niewygórowanych cenach. Są też ozdobne krzewy.


I po wiśnie przyjechaliśmy, o które w mieście coraz trudniej, ale których i na Grabówcu nie znaleźliśmy. Są jeszcze czereśnie. Borówki amerykańskie tanie, po 8, 14, 16. 18 i 20 złotych za kg. Pokazują się grzyby leśne. No i pełno ogórków do kiszenia. I kopru. Co rusz ktoś niesie sporą wiązkę koprowych baldachimów. Pachnie nim, ale w przyjemny zapach koprowy wdziera się ten wydawany przez wędzone uszy i kości wieprzowe dla psów. Wędlin – kiełbasy, szynki, polędwice, balerony, kaszanki, pasztetówki, pasztety – też moc, ale w upał ludzie raczej gonią za fasolą szparagową, kalafiorem, buraczkami i ziemniakami do zimnego zsiadłego mleka. Słyszałem to na własne uszy.


Kwiaty? Tych dużo. Kupujemy ostróżki, które żonie kojarzą się z ogrodem pań Czulińskich przy Kościuszki. Moc dorodnych hortensji – całe ogrody. – Czy ludzie jeszcze kupują kwiaty? – pytam. – Oczywiście, wiosną kupowali wszystko co zielone i miało korzeń, teraz kupują te, które kwitną. Jeszcze czas na radowanie się nimi – informuje sprzedawca.


Przy stoisku z tanimi owocami i warzywami kupujemy cytryny, brzoskwinie i dwa granaty (dwa za piątaka). Czy będą soczyste w środku, zobaczymy.


Dłużej przyglądamy się miotłom z brzeziny, ładnie obrobione, 20 zł za sztukę, świetnie zbierają śmieci i mogą posłużyć za dizajn, tak twierdzi żona. – Teraz jest ich mniej, bo są bardziej pracochłonne, trzeba z gałązek zerwać liście, a na jesieni problem odpada – słyszymy.


Żona przystanęła przy książkach. Ja stoję przy gołębiach. Jest ich wiele. Są tacy, najczęściej to kobiety, które kupują gołąbki na rosół. – Niedawno sprzedałem 10 – mówi handlujący zza Makowa Mazowieckiego. – Rosołek z gołębi jest super. Jedna pani mi powiedziała: "Był pyszny". Najlepsze na rosół są te tłuste ptaki. A za jednego trzeba dać tylko dziesięć złotych. Panie, co to jest taki rosół! Kupi pan?


Obkupiliśmy się. A ile się nasłuchaliśmy rozmów. Bo na targowisku, jak w nieśmiertelnym wierszu Brzechwy "słyszy się rozmowy".


Miejskie targowiska, co tu dużo rozprawiać, są wciąż popularne i potrzebne, "dobre" dla kieszeni, ale i tu trzeba się przyglądać cenom. Bo są rozbieżne.


Relacja Kazimierz Dzierżanowski



Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
NAJNOWSZE EWYDANIE
Tygodnik Pułtuski nr 13
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
OtoDrobne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama