Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 23 sierpnia 2026 13:24
Reklama
Reklama

Radny, droga i wycięte drzewa

Co wydarzyło się w Chmielewie?

Dlaczego do dziś nie wiadomo, czy złamano prawo?

Próbujemy ustalić i zrozumieć, co właściwie wydarzyło się w Chmielewie, w gminie Pułtusk. Z informacji, które otrzymaliśmy od mieszkańców, dokumentacji fotograficznej oraz kolejnych pism Urzędu Miejskiego mamy obraz sytuacji, która wymaga bardzo dokładnego wyjaśnienia. Pytań jest masa – a mimo uzyskiwanych z Urzędu Miasta odpowiedzi, nadal niestety niewiele wiadomo. Kto zlecił roboty budowlane drogowe, które były prowadzone bez zgód i pozwoleń? Czy przebudowywano drogę gminną bez wiedzy i zgody władz gminy? Jak to możliwe, że wycięto drzewa zarówno z gruntów gminnych, jak i prywatnych, bez zgody właścicieli i bez wymaganych prawem zezwoleń? Czy wycinkę prowadzono w okresie lęgowym ptaków, bez wcześniejszej weryfikacji przyrodniczej? I wreszcie: gdzie trafiło drewno pozyskane podczas wycinki?

Na dziś na żadne z tych pytań nie mamy pełnej odpowiedzi. Co więcej – część z nich pozostaje niewyjaśniona nawet po dwóch pismach Burmistrza. Dlatego Redakcja zaczęła pytać Urząd.

Zadaliśmy burmistrz Beacie Jóźwiak szereg precyzyjnych pytań

Nie pytaliśmy o opinie. Pytaliśmy o fakty: kiedy urząd dowiedział się o pracach, kiedy przeprowadzono oględziny, kto wykonywał roboty, kto był ich inwestorem, kto dysponował sprzętem, czy zabezpieczono materiał dowodowy, czy sprawdzono legalność wycinki, czy wykonawcy mieli zgody właścicieli prywatnych działek, czy oceniono legalność robót drogowych i czy zawiadomiono RDOŚ, nadzór budowlany, policję lub prokuraturę. Pytaliśmy również o przebieg granic pasa drogowego i o to, czy burmistrz może potwierdzić zgodność prowadzonych prac z prawem.

Odpowiedź z 14 lipca była, mówiąc delikatnie, zaskakująca. Urząd poinformował, że pierwsza informacja o pracach wpłynęła 11 czerwca, a sprawa była również omawiana na posiedzeniu Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. Jednocześnie większość zasadniczych pytań postawionych przez Redakcję pozostała bez odpowiedzi. Ze smutkiem i zaskoczeniem musimy przyznać, że rzadko zdarza się otrzymać odpowiedź tak skrajnie wymijającą, nieprecyzyjną i przemilczającą bez mała wszystkie postawione pytania. Dlatego powtórzyliśmy pytania. Wprost wskazaliśmy, że poprzednie pismo nie odpowiadało na zasadniczą część najważniejszych kwestii. Przypomnieliśmy też, że pytamy przede wszystkim o działania organu administracji – czyli urzędników naszego Ratusza, po uzyskaniu informacji o możliwych naruszeniach prawa.

11 sierpnia uzupełniono wcześniejsze odpowiedzi

Tym razem odpowiedzi było więcej. I są one bardzo interesujące.

Czy przeprowadzono oględziny? Tak – 25 czerwca. Sporządzono notatkę służbową i dokumentację fotograficzną.

Czy ustalono wykonawcę i inwestora? Nie. Podczas oględzin nie zastano osób wykonujących prace.

Czy ustalono dysponenta sprzętu używanego do wycinki i rozdrabniania drewna? Nie.

Czy ustalono, czy osoby prowadzące wycinkę miały zgody właścicieli prywatnych nieruchomości? Nie.

Czy burmistrz wydawała zezwolenia na usunięcie drzew? Nie. Urząd twierdzi, że takich decyzji administracyjnych nie wydawał. Ale jednocześnie – i to bardzo ważne – sam brak decyzji nie przesądza jeszcze o nielegalności wycinki, ponieważ ustawa o ochronie przyrody przewiduje wyjątki od obowiązku uzyskania zezwolenia.

Czy Gmina była inwestorem robót drogowych? Nie. Burmistrz stwierdza, że Gmina Pułtusk nie prowadziła robót i nie występowała jako inwestor.

Czy oceniono legalność robót? Nie – na tym etapie nie. Urząd uzależnia dalsze ustalenia od geodezyjnego wyznaczenia granic pasa drogowego.

Czy wszczęto postępowanie administracyjne dotyczące wycinki? Nie. Burmistrz tłumaczy, że nie dysponowała materiałem pozwalającym jednoznacznie ustalić, czy prace wykonano w pasie drogowym i kto był za nie odpowiedzialny.

A czy zawiadomiono RDOŚ, PINB, policję lub prokuraturę? Nie. W odpowiedzi czytamy, że do czasu zakończenia czynności wyjaśniających urząd nie dysponował materiałem uzasadniającym skierowanie takich zawiadomień.

Czyli po dwóch miesiącach od pierwszej informacji o sprawie wiemy przede wszystkim, że... nadal bardzo wielu rzeczy nie wiadomo.

Jakie przepisy mogły zostać naruszone?

Nie twierdzimy, że wszystkie wymienione niżej przepisy zostały złamane. Twierdzimy coś prostszego: to, co zobaczyliśmy na zdjęciach i szczegółowe relacje mieszkańców Chmielewa jasno prezentują stan faktyczny – nie ma wątpliwości co tam robiono i z jakimi skutkami. To bez cienia wątpliwości uzasadnia konieczność sprawdzenia, czy nie doszło do naruszenia prawa.

Ochrona drzew – ustawa o ochronie przyrody (art. 83 i kolejne): jeżeli drzewa usunięto bez wymaganego zezwolenia albo bez zgody posiadacza nieruchomości, art. 88 przewiduje administracyjną karę pieniężną.

Ochrona ptaków – ustawa o ochronie przyrody (art. 131 pkt 13–14): jeżeli podczas prac zniszczono chronione siedliska, gniazda lub naruszono zakazy dotyczące gatunków chronionych, może chodzić o wykroczenie zagrożone karą aresztu albo grzywny. GDOŚ wprost wskazuje, że masowa wycinka w okresie wiosenno-letnim może wiązać się z naruszeniem zakazów dotyczących ptaków i dlatego zaleca prowadzenie takich prac w okresie jesienno-zimowym.

Prawo budowlane. Jeżeli prowadzono prace budowlane bez wymaganego pozwolenia zastosowanie mogą znaleźć przepisy Prawa budowlanego, w tym art. 90, przewidujący za określone przypadki nielegalnego wykonywania robót grzywnę, ograniczenie wolności albo pozbawienie wolności do 2 lat.

Prawo cywilne. Jeżeli na prywatnych działkach usunięto drzewa bez zgody właścicieli, może powstać odpowiedzialność odszkodowawcza – bo kto z własnej winy wyrządził drugiemu szkodę, zobowiązany jest do jej naprawienia. W grę może również wchodzić odpowiedzialność za bezprawne naruszenie własności oraz roszczenia dotyczące wartości pozyskanego drewna.

Prawo karne – mienie. Jeżeli drewno pochodzące z cudzych nieruchomości zostało zabrane i przywłaszczone, sprawa może wymagać zbadania pod kątem kradzieży (art. 278 § 1 k.k.) zagrożonej karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Na razie nie wiemy jednak, kto zabrał drewno, komu ono przysługiwało i gdzie trafiło.

No i "wisienka na torcie": przekroczenie uprawnień. Jeżeli osoba będąca funkcjonariuszem publicznym (radny jest funkcjonariuszem publicznym) działając w związku ze swoją funkcją, przekroczyła uprawnienia albo nie dopełniła obowiązków i działała na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, w określonych okolicznościach może mieć zastosowanie art. 231 k.k. – zagrożony zasadniczo karą do 3 lat pozbawienia wolności, a w kwalifikowanym przypadku do 10 lat. Sam fakt bycia radnym nie oznacza jednak automatycznie, że każde jego działanie można zakwalifikować z art. 231. To właśnie wymaga ustalenia.

Czego nie potrafimy nadal zrozumieć?

Po pierwsze: jak to możliwe, że nie udało się ustalić osób, które zlecały prace, wycinkę i wywiezienie drewna? Z informacji, które posiada Redakcja, wynika bez wątpliwości, że podczas posiedzenia Komisji Skarg, Wniosków i Petycji radny miejski publicznie oświadczył, że to on stoi za zleceniem tych prac, uzasadniając to swoim mandatem radnego. Jeżeli rzeczywiście tak było, sprawa staje się jeszcze poważniejsza. Radny jest funkcjonariuszem publicznym w rozumieniu art. 115 § 13 pkt 2 k.k. Ale trzeba zachować prawniczą precyzję: samo zlecenie prac przez radnego nie oznacza jeszcze popełnienia przestępstwa z art. 231 k.k. Trzeba ustalić, w jakim charakterze działał, na jakiej podstawie prawnej, czy powoływał się na swoje uprawnienia i czy rzeczywiście wykonywał czynność w ramach funkcji publicznej. To kluczowa kwestia. Wyobraźmy sobie, że radny oświadczyłby, że spadła mu na głowę cegła, albo najadł się trujących grzybków, był w stanie "pomroczności jasnej" i generalnie potwierdza, że to on zlecił wszystkie te prace, jednak nie wiedział, co czyni - to sprawa miałaby łagodniejszą postać. Skoro jednak radny na komisji oświadczył, jak przekazali nam obecni mieszkańcy Chmielewa, że on zlecił te prace, bo jako radny ma do tego mandat", to najwyraźniej sam sugeruje, żeby sprawę kwalifikować jako przestępstwo przekroczenia uprawnień.

Jest jednak coś jeszcze bardziej niepokojącego. Jeżeli podczas posiedzenia organu samorządowego, czyli posiedzeniu Komisji Skarg, Wniosków i Petycji ujawniono informacje wskazujące na możliwość popełnienia przestępstwa ściganego z urzędu, trzeba postawić pytanie, jakie działania podjęła sama instytucja samorządowa. Art. 304 § 2 kodeksu postępowania karnego mówi jasno: instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swoją działalnością dowiedziały się o takim przestępstwie, mają obowiązek niezwłocznie zawiadomić prokuraturę lub policję oraz podjąć działania zabezpieczające ślady i dowody. Nie oznacza to automatycznie odpowiedzialności karnej każdego radnego, który był na posiedzeniu – ale oznacza bardzo konkretne pytanie o reakcję organu. Lub o brak reakcji wymaganej prawem w tym zakresie...

Druga rzecz: dlaczego Urząd, który już 25 czerwca wykonał oględziny, sporządził notatkę i dokumentację fotograficzną, do sierpnia nadal nie ustalił podstawowych okoliczności zdarzenia? Nie przesądzamy, że przepisy zostały naruszone. Pytamy natomiast, czy zakres i tempo czynności urzędu były odpowiednie do sytuacji, w której zniknęły drzewa, wykonano roboty na drodze należącej do gminy, a część prac objęła prywatne nieruchomości. Aż się chce zadać pytanie naszym urzędnikom, których obowiązkiem jest zarządzanie gminnymi nieruchomościami: urzędniku – a gdyby na twoją prywatną działkę bez twojej wiedzy i zgody wjechały maszyny, zaczęły przebudowywać twój teren, wycinać i wywozić drzewa – też byś się miesiącami ociągał z reakcją?

Co dalej?

W odpowiedzi pani burmistrz nie znajdujemy stwierdzenia, że Urząd wprost uznał, że naruszono prawo. Nie znajdujemy również informacji o zawiadomieniu prokuratury, policji, PINB czy RDOŚ. Przeciwnie – burmistrz wprost informuje, że takich zawiadomień na tym etapie nie skierowano. Jednocześnie zapowiada dalsze czynności, przede wszystkim geodezyjne ustalenie granic pasa drogowego, a następnie ocenę zgromadzonego materiału i ewentualne skierowanie zawiadomień do właściwych organów.

Odwiedziliśmy to miejsce trzy dni przed publikacją tego tekstu – widać w gruncie wiele świeżych znaków geodezyjnych. Nie ma cienia wątpliwości, że połowa szerokości pasa wykarczowanych drzew leży poza linią wytyczoną przez drewniane, ponumerowane słupki.

I właśnie dlatego sprawy nie zamierzamy uważać za zakończoną.

Czy wszystko rozejdzie się po kościach?

Czy okaże się, że wystarczy powiedzieć "nie wiedzieliśmy", "nie ustaliliśmy", "nie wiadomo, kto to zrobił" – i na tym zakończy się historia wyciętych drzew, samowolnej przebudowy drogi oraz wywiezionego drewna? Czy właściciele prywatnych działek, którym bez ich zgody wycięto drzewa, zdecydują się dochodzić swoich praw? I wreszcie pytanie najbardziej fundamentalne: czy w Polsce prawo obowiązuje wszystkich jednakowo? Czy mandat radnego oznacza tylko obowiązek reprezentowania mieszkańców, czy może – w praktyce – daje komuś przekonanie, że wolno więcej niż zwykłemu obywatelowi? Bo jeżeli w Chmielewie rzeczywiście doszło do bezprawnej wycinki, nielegalnych robót, naruszenia cudzej własności albo innych czynów zabronionych, to nie wystarczy ustalić, że "urząd o niczym nie wiedział". Trzeba ustalić kto, co, na czyje polecenie, na jakiej podstawie i z jakim skutkiem zrobił. A jeżeli okaże się, że prawo zostało naruszone, odpowiedzialność nie może zależeć od tego, czy sprawcą był zwykły mieszkaniec, przedsiębiorca czy osoba posiadająca mandat radnego. Albo chcemy być częścią cywilizowanej Europy – albo lepiej czujemy się w oparach feudalnego średniowiecza, gdzie "pan na urzędzie" mógł wszystko i był bezkarny.

ZCZ


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama