Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 11 stycznia 2026 10:23
Reklama

Stowarzyszenie "Nasza Narew" bije na alarm

List otwarty do Prezesa Rady Ministrów, Pana Premiera Donalda Tuska

Po artykule, który opublikowaliśmy w listopadzie 2025 na łamach Tygodnika, wiele osób dzwoniło do redakcji, dzieląc się swoimi opiniami na temat niezrozumiałej, a prawdopodobnie sprzecznej z prawem decyzji, o pozostawieniu 200 tysięcy ton niebezpiecznych odpadów ukrytych w ziemi, w odległości 300 metrów od Narwi. Nie wszyscy poprzestali jedynie na deklarowaniu oburzenia: prezes Stowarzyszenia "Nasza Narew" wystosował w tej sprawie list do Premiera Donalda Tuska – który poniżej przytaczamy.  Stanisław Wasilewski zaakcentował, że na kopercie z pismem umieścił zapis: "do rąk własnych". Oto treść tego wystąpienia:

Szanowny Panie Premierze,

Pamięć o katastrofie na Odrze z 2022 roku, gdzie na skutek zaniedbań i spóźnionej reakcji służb zniszczono ekosystem rzeki, wciąż pozostaje bolesną lekcją. Dziś identyczny scenariusz realizuje się nad Narwią. Mechanizm jest podobny: gigantyczne nielegalne składowisko niebezpiecznych, toksycznych odpadów, ignorowanie alarmów społecznych i oczywisty paraliż organów państwa. Jeśli nie zatrzymamy trucizny teraz, Narew stanie się symbolem kolejnej klęski ekologicznej, której można było zapobiec. Katastrofalne zatruwanie Narwi to wynik urzędniczego przyzwolenia na skażenie. Sytuacja wokół budowy obwodnicy Pułtuska (na wysokości wsi Strzyże i Łubienica) obnaża przerażającą fikcję działania państwowych instytucji. Choć firma STRABAG przedstawiła służbom, opracowany przez grupę specjalistów szczegółowy raport , oparty na wykonanych odwiertach i analizach akredytowanych laboratoriów, dokumentujący odkrycie blisko 200 tysięcy ton niebezpiecznych odpadów, reakcja służb jest skandaliczna:

Instytucjonalna schizofrenia - Uzyskana przez media opinia prawna Ministerstwa Klimatu i Środowiska jednoznacznie wskazuje na prawną niedopuszczalność pozostawienia tych odpadów w ziemi. Mimo to, podległy ministerstwu RDOŚ wydał decyzję o pozostawieniu toksycznej bomby na miejscu.

Ignorancja śledczych: Prokuratura i Policja umorzyły postępowania w tej sprawie, całkowicie ignorując twarde dane z raportu specjalistów firmy STRABAG. Zamiast ustalić i ścigać winnych, państwo aktualnie pozwala, by koparki zasypywały trucizny jeszcze głębiej.

Polityczna bierność: Interwencje w biurach poselskich (m.in. u Henryka Kowalczyka) nie przyniosły efektów. Sprawa jest systemowo wyciszana, o czym szeroko informują lokalne media:
https://www.pultuszczak.pl/artykul/9721,prawie-200-tysiecy-ton-odpadow-na-obwodnicy
https://www.pultuszczak.pl/artykul/10331,200-tysiecy-ton-odpadow-zostaje-w-ziemi

Obecnie trwa eksterminacja "Zielonego Serca Mazowsza". Stowarzyszenie "Nasza Narew" oraz lokalni wędkarze od lat dokumentują agonię rzeki. To nie są przypuszczenia, to fakty:

Masowe śnięcie ryb: okoni, sandaczy, szczupaków i leszczy, które wymagają czystej wody.

Zagłada raka: z wielu rejonów Narwi i dorzeczy zniknęły raki błotne i szlachetne – najczulsze wskaźniki czystości wód.

Ucieczka ptactwa: od 5 lat z okolicy znikają perkozy, kokoszki wodne i chronione bataliony.

Każdy opad deszczu powoduje, że chemikalia z nielegalnego składowiska spływają wraz z wodami gruntowymi prosto do Narwi. Państwo polskie, zamiast chronić przyrodę, staje się biernym widzem jej niszczenia. Droga trucizny jest oczywista: od Pułtuska do Gdańska

Panie Premierze, system rzeczny to naczynia połączone. Narew nie jest izolowanym zbiornikiem – to dopływ Wisły. Toksyny, które dziś urzędnicy pozwolili pozostawić ukryte pod ziemią 300 metrów od brzegu Narwi, z każdym dniem migrują w dół rzeki. Z Zalewu Zegrzyńskiego, zasilanego wodami Narwi, wodociągiem północnym zaopatrywane jest w wodę około 1,5 miliona mieszkańców północnej części aglomeracji warszawskiej. To nie jest problem lokalny – to zagrożenie dla całego dorzecza. Ta toksyczna fala, niosąca metale ciężkie i rakotwórcze szlamy, przepłynie przez serce Polski, by ostatecznie dotrzeć do Bałtyku. Trucizna z Narwi wpłynie prosto do Gdańska – Pana ukochanego miasta. Czy naprawdę musimy czekać, aż martwe ryby pojawią się u ujścia Wisły i na gdańskich plażach, aby państwo zaczęło egzekwować własne prawo? Przyroda jest naszym wspólnym dobrem, a służba jej ochronie jest obowiązkiem, z którego dzisiejsze urzędy haniebnie się nie wywiązują.

Z poważaniem, Stanisław Wasilewski

Prezes Stowarzyszenia Nasza Narew KRS 0000911228

Radny Rady Seniorów Województwa Mazowieckiego
 

 

Tygodnik Pułtuski będzie na bieżąco przekazywał wszelkie kolejne informacje w sprawie – zwłaszcza dotyczące reakcji i ewentualnych decyzji Premiera Rządu RP.

",


Podziel się
Oceń

Reklama
NAJNOWSZE EWYDANIE
Tygodnik Pułtuski
Reklama
Reklama
Reklama
OtoDrobne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama