"Witam, czy trzeba opłacić mandat z pod Biedronki. Co jeśli nie zapłacę?" (pisownia oryginalna!) - takie pytanie pojawiło się na facebookowej grupie "Pułtuskie ogłoszenia". Anonimowy autor wpisu z całą pewnością nie jest jedynym kierowcą, który zastanawia się, co zrobić z wezwaniem do zapłaty za postój na prywatnym parkingu. Redakcja "Tygodnika Pułtuskiego" wraca do tematu: w artykule sprzed kilku tygodni opisaliśmy stanowisko Urzędu Ochrony Danych Osobowych w tej sprawie. Chodziło o to, jak zarządca parkingu pozyskuje dane kierowców, których "ściga" za brak biletu. UODO stwierdził, że "zarządca jest w stanie ustalić te dane" – ale odesłał nas do Ministerstwa Cyfryzacji, które jest administratorem systemu ewidencji danych pojazdów i kierowców. Kilka dni temu otrzymaliśmy odpowiedź Ministerstwa - wyjaśnia ona, w jaki sposób prywatny zarządca może ustalić dane właściciela samochodu.
Bilet - albo problem
W Pułtusku sprawa dotyczy parkingów zarządzanych przez APCOA Parking Polska: przy ul. Jana Pawła II, pod Biedronką i Mrówką, oraz przy ul. Daszyńskiego, pod Lidlem. Zasady są proste: kierowca powinien pobrać bezpłatny bilet z parkomatu i umieścić go za przednią szybą samochodu. Każdy to wie – prawda? Jeśli tego nie zrobi, może znaleźć za wycieraczką wezwanie do wniesienia opłaty dodatkowej w wysokości 95 zł. I to też nie jest wiedza tajemna. A jednak wielu spośród nas ciągle pakuje się w problemy. Scenariusz jest typowy: ktoś wjeżdża tylko na chwilę, "ja tylko na pięć minut po bułki i mleko"... Tyle że dla zarządcy parkingu krótki postój nie zwalnia z obowiązujących zasad. Regulamin wydrukowany na wielkich i widocznych tablicach jasno wskazuje na konieczność pobrania biletu i trzeba o tym pamiętać nawet wtedy, gdy zakupy mają zająć chwilę. Bilet za szybą umożliwia bezpłatny postój na czas nieprzekraczający 1,5 godziny. Kiedy parkujemy pod Biedronką czy Lidlem z reguły nie czujemy tego, że wjechaliśmy na prywatny teren, a jego właściciel ma prawo na swoim terenie ustanowić tak zwane "normy porządkowe". Ich zlekceważenie może skończyć się wezwaniem do zapłaty.
Czy prywatna firma może ustalić dane osobowe właściciela samochodu?
To pytanie zadaliśmy wcześniej Urzędowi Ochrony Danych Osobowych. UODO wyjaśnił, że dochodzenie roszczeń może stanowić prawnie uzasadniony interes przedsiębiorcy, ale odesłał nas po szersze wyjaśnienia do Ministra Cyfryzacji, bo to właśnie to ministerstwo odpowiada za Centralną Ewidencję Pojazdów. Odpowiedź jest jednoznaczna: APCOA i inni zarządcy prywatnych parkingów nie mają bezpośredniego dostępu do danych właścicieli pojazdów w Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEP). Mogą jednak wystąpić o udostępnienie konkretnej, jednostkowej informacji o pojeździe na podstawie art. 80cd ustawy Prawo o ruchu drogowym. Oczywiście nie wystarczy wysłać pismo z numerem rejestracyjnym samochodu i poprosić o dane właściciela. Każdy wniosek jest rozpatrywany indywidualnie, a firma musi wykazać swój interes prawny. Ministerstwo potwierdza, że w przypadku prywatnego parkingu tym "interesem prawnym" może być potrzeba podjęcia działań windykacyjnych związanych z nieuiszczoną opłatą. Do takiego wniosku firma parkingowa musi dołączyć między innymi zdjęcie pojazdu z widocznym numerem rejestracyjnym, zdjęcia potwierdzające prawidłowe oznakowanie parkingu, dokument potwierdzający zarządzanie nim, obowiązujący regulamin oraz mapę z lokalizacją parkingu. Dokumentację ocenia Minister Cyfryzacji, a obsługą wniosków zajmuje się Centralny Ośrodek Informatyki. Dopiero po sprawdzeniu dokumentów, wykazaniu interesu prawnego i opłaceniu prawidłowo złożonego wniosku dane mogą zostać udostępnione.
Ponad 450 tysięcy wniosków w rok
Ilość takich wniosków rozpatrywanych w Ministerstwie Cyfryzacji w ostatnich latach przekonuje, że prawdopodobieństwo, że nas firma parkingowa "dopadnie" za brak biletu jest realne i niemałe. Wymowne są liczby przedstawione przez ministerstwo - okazują jak szybko rośnie skala zainteresowania danymi właścicieli pojazdów przez operatorów prywatnych parkingów. W 2023 r. złożono 102 056 wniosków o udostępnienie danych. Rok później było ich już 194 810. W 2025 r. liczba wzrosła do 452 742, a w pierwszym półroczu 2026 r. wyniosła aż 372 831! Oznacza to, że w ciągu zaledwie sześciu miesięcy 2026 r. liczba wniosków osiągnęła ponad 82 proc. wyniku z całego poprzedniego roku. W porównaniu z 2023 r. skala zjawiska jest dziś wielokrotnie większa. Ministerstwo przekazało nam również dane dotyczące wniosków pozostawionych bez rozpoznania: dla przykładu - w 2025 r. było takich wniosków zaledwie 324.
UWAGA: właściciel samochodu nie zawsze jest dłużnikiem
A co w sytuacji, gdy właściciel samochodu wcale nie był osobą, która zaparkowała pojazd? Ustalenie danych właściciela samochodu na podstawie numeru rejestracyjnego nie oznacza, że to właśnie on zawarł umowę z zarządcą parkingu. Co do zasady stroną takiej umowy jest osoba, która faktycznie zaparkowała samochód i skorzystała z parkingu na warunkach określonych w regulaminie. Właściciel pojazdu nie musiał być wtedy jego kierowcą. Co więcej, prywatna firma parkingowa nie jest "uprawnionym organem", który może na podstawie art. 78 ust. 4 Prawa o ruchu drogowym żądać od właściciela wskazania osoby kierującej pojazdem. Jeżeli więc właściciel otrzyma wezwanie, choć w danym czasie nie kierował samochodem, może odpowiedzieć, że nie był osobą korzystającą z parkingu i nie zawierał z jego zarządcą umowy. Może również zakwestionować podstawę kierowania do niego roszczenia. W tej kwestii trzeba powołać się na art. 6 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym "ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która wywodzi z niego skutki prawne". Innymi słowy, jeżeli firma żąda od konkretnej osoby zapłaty, powinna wykazać, dlaczego właśnie ta osoba jest zobowiązana do uregulowania należności. Jeszcze prościej: to firma windykacyjna musi udowodnić, że żąda pieniędzy od osoby, która faktycznie kierowała autem w chwili zdarzenia. Oczywiście nie wolno firmie wzywającej do zapłaty oświadczać nieprawdy - jeśli jednak nie byliśmy osobą, która korzystała z parkingu, warto odpowiedzieć na pismo i odrzucić roszczenie, zamiast płacić tylko dlatego, że nasze nazwisko widnieje w dokumentach pojazdu.
Lepiej pamiętaj o bilecie
Co to wszystko oznacza dla kierowców w Pułtusku? Przede wszystkim tyle, że nie warto zakładać, iż brak darmowego biletu lub zignorowanie wezwania automatycznie zakończy sprawę. Zarządca parkingu najpewniej wystąpi o dane właściciela pojazdu, a jeśli prawidłowo złoży wniosek i wykaże wymagany interes prawny, uzyska dane adresowe właściciela auta. Nie oznacza to oczywiście, że każde wezwanie do zapłaty jest z definicji słuszne ani że każda naliczona opłata musi zostać bezwarunkowo zapłacona. Jeśli bilet zsunął się na podłogę lub był w kieszeni podczas zakupów można i trzeba złożyć reklamację. Najprostsza rada? Na prywatnych parkingach z widocznymi regulaminami i parkometrami trzeba stosować się do zasad określonych przez zarządcę. Jeśli wymagany jest bezpłatny bilet, pobierzmy go i umieśćmy za szybą. Nawet jeśli planujemy tylko szybkie zakupy. Oczywiście, że trzeba po zaparkowaniu podejść do parkometru i wrócić do auta, aby pozostawić bilet – stracimy na to minutę, może dwie. Jednak bez tego zakupy mogą skończyć się dodatkową opłatą, korespondencją z firmą, a w dalszej kolejności próbą dochodzenia należności i pełnoskalową windykacją, z dodatkowymi kosztami.
Patrząc na roczne statystyki wniosków o udostępnienie danych właścicieli aut można się jedynie zastanawiać: na czym tak naprawdę zarabiają zarządcy parkingów pod sklepami?
ZCZ
