Autobusy miały wrócić.
Droga już jest zbudowana i oznakowana, ale jest zbyt wąska. Pamiętamy, że kiedy 19 czerwca otwierano obwodnicę Pułtuska, mieszkańcy Łubienicy i Łubienicy-Superunki szybko przekonali się, że nowa droga oznacza dla nich poważny problem. Autobusy kursujące dotąd starą DK61 przestały pojawiać się na przystankach przy ich miejscowościach. Ludzie dojeżdżający do pracy, szkół czy do lekarzy zostali faktycznie pozbawieni komunikacji publicznej. W czerwcu odbyło się spotkanie z udziałem mieszkańców, samorządowców i posła Henryka Kowalczyka. Pojawiła się propozycja, która miała rozwiązać problem: autobusy miały wrócić na starą trasę dzięki drodze technicznej D2. Wójt Pokrzywnicy Adam Rachuba przedstawiał wówczas rozwiązanie jako możliwe dzięki dodatkowemu odcinkowi drogi wynegocjowanemu przez gminę. Starosta Robert Czyżewski zapewniał, że autobusy organizowane przez powiat będą ponownie kursować przez Łubienicę. Mieszkańcy usłyszeli więc, że problem jest do rozwiązania, a droga techniczna ma zapewnić autobusom przejazd.
Tygodnik Pułtuski wracał do sprawy we wrześniu. W artykule z 7 września informowaliśmy, że GDDKiA wskazuje drogę D2 jako trasę prowadzącą do starodroża DK61. Zwracaliśmy już wówczas uwagę, że jej szerokość budzi poważne wątpliwości. Dziś, kiedy budowa "drogi technicznej D2" została zakończona, mamy już nie tylko prawdziwy obraz tej drogi, ale także dwie pisemne odpowiedzi tej samej instytucji - i trudno uznać, że mówią one to samo.
Dla kogo ta droga?
20 sierpnia redakcja Tygodnika Pułtuskiego wysłała do rzeczniczki GDDKiA pytania dotyczące dalszych prac przy obwodnicy. Zapytaliśmy wówczas także o stan realizacji drogi technicznej, która - jak przypomnieliśmy - "ma zapewnić dojazd komunikacji publicznej do przystanków w Łubienicy-Superunki oraz w Łubienicy". Poprosiliśmy również o mapę pokazującą jej przebieg i docelowy sposób obsługi komunikacyjnej obu miejscowości. Odpowiedź rzeczniczki była krótka: "Droga D2 (techniczna) prowadzi od drogi DP 3410W do wiaduktu WD-1-1 i jest zaprojektowana w porozumieniu z gm. Pokrzywnica, poszerzona do 6 m, co umożliwia przejazd na starodroże DK61". Nie było żadnego zastrzeżenia, że sześć metrów dotyczy tylko fragmentu drogi. Nie było też informacji, że D2 nie została przewidziana do regularnego ruchu autobusowego. Pytaliśmy o trasę podkreślając, że miała ona zapewnić dojazd komunikacji publicznej do przystanków, a w odpowiedzi otrzymaliśmy informację o poszerzeniu drogi do sześciu metrów i możliwości przejazdu na starodroże. Po zakończeniu robót okazało się, że rzeczywistość wygląda inaczej. Oględziny i pomiary redakcji wykazały, że około 700-metrowy odcinek D2 od strony wiaduktu WD-1-1 ma jezdnię szerokości zaledwie 3,45-3,55 m. W miejscach poszerzeń, nazywanych mijankami, asfalt ma około 4,90 m szerokości.
14 października ponownie zapytaliśmy GDDKiA o parametry drogi i możliwość bezpiecznego poruszania się po niej autobusów. Podaliśmy nawet konkretne wymiary: typowy autobus ma około 2,55 m szerokości, a wraz z lusterkami około 2,90 m. Poprosiliśmy o jednoznaczne potwierdzenie, czy autobus może bezpiecznie poruszać się po jezdni szerokości 3,50 m i czy dwa autobusy mogą bezkolizyjnie mijać się na poszerzeniach. 29 października otrzymaliśmy odpowiedź, która rzuca zupełnie nowe światło na wcześniejsze zapewnienia. Rzeczniczka Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrwad napisała:
"Wskazywana szerokość 6,00 m nie dotyczy całej drogi D2. Parametr ten zastosowano na odcinku przeznaczonym do obsługi ruchu pojazdów ciężkich, zapewniającym dojazd od strony Warszawy do terenów kopalń kruszywa". Następnie dodała: "Na etapie opracowywania i uzgadniania dokumentacji projektowej Wykonawcy nie przekazano założeń przewidujących prowadzenie po drodze D2 regularnej komunikacji autobusowej, w tym informacji o typach autobusów, częstotliwości kursów ani wymogu zapewnienia możliwości jednoczesnego wymijania się dwóch autobusów".
Warto przeczytać te informacje jeszcze raz. W sierpniu GDDKiA odpowiadała na pytanie o drogę mającą zapewnić dojazd komunikacji publicznej i informowała o poszerzeniu do sześciu metrów. W październiku wyjaśniła, że sześć metrów dotyczy dojazdu do kopalń kruszywa, a wykonawca nie otrzymał założeń dotyczących regularnego ruchu autobusowego. Co zatem było celem poszerzenia drogi? GDDKiA nie pozostawia wątpliwości: obsługa ciężkiego transportu do kopalń. Poszerzenie sfinansowano przy udziale gminy Pokrzywnica. Dla dojazdu autobusów do przystanków w Łubienicy i Łubienicy-Superunkach nie przewidziano natomiast odpowiednich założeń projektowych.
Jak normalny kursowy pełnowymiarowy autobus ma przejechać po jezdni szerokości 3,5 m. mijając się choćby z osobówkami? Na poszerzonych "mijankach" szerokość drogi wynosi niespełna 5 m. Tam nie miną się dwa normalne autobusy o szerokości nadwozia 2,55 m, nawet jak odkręcą lusterka i wysmarują sobie boki wazeliną! Dlaczego żaden odpowiedzialny i uczestniczący w tej inwestycji urząd nie przedstawił uczciwej analizy potwierdzającej, że droga o zaprojektowanych parametrach nie nadaje się do regularnego ruchu autobusowego? Mieszkańcom wizję rozwiązania, które miało przywrócić komunikację autobusową. Droga została zbudowana, ale jej parametry nie odpowiadają temu, co można było wywnioskować z wcześniejszych informacji. Na jakiej podstawie zapewniano mieszkańców, że autobusy wrócą? Kto miał sprawdzić, czy będą miały którędy jeździć? I dlaczego dopiero po zakończeniu budowy dowiadujemy się, że regularny ruch autobusowy nie był założeniem projektowym?
Strzyże: uniemożliwienie zjazdu - zgodnie z projektem
Problemy nie kończą się na Łubienicy. Do redakcji zwrócili się również mieszkańcy Strzyż. 26 osób podpisało wniosek skierowany do GDDKiA, dotyczący rozwiązań drogowych w rejonie południowego wjazdu na obwodnicę. Tygodnik opisywał tę sprawę w poprzednich wydaniach. Chodzi o zwężenie dawnego przebiegu DK61, wyznaczenie krótkiego ciągu pieszo-rowerowego, zablokowanie przejazdu słupkami i znakiem "zakaz ruchu". Nie ma cienia wątpliwości, że chodziło o zablokowanie możliwości wjazdu na starodroże od strony Serocka i Warszawy. Wygląda to trochę tak, jak gdyby postawiono pytanie: jak zablokować zjazd z DK61 na stary odcinek krajówki? Hmmm – zróbmy tam czterdziestometrową ścieżkę rowerową, a przejazd ścieżką zablokujmy dodatkowo słupkami! W praktyce, dla części nieruchomości oznacza to poważne utrudnienie dojazdu, a w niektórych przypadkach - jak alarmują mieszkańcy - praktyczne odcięcie dotychczasowego dostępu.
14 października zapytaliśmy GDDKiA wprost:
"Jaki był cel wykonania ciągu pieszo-rowerowego, bądź z jakich przesłanek wynikała konieczność wybudowania tej ścieżki w miejscu dawnego przebiegu DK61 w Strzyżach? Jakie funkcje ma on pełnić, do jakiego miejsca ma prowadzić i w jaki sposób zapewniono jego połączenie z dalszą infrastrukturą pieszą lub rowerową? Jakie konkretne względy bezpieczeństwa ruchu drogowego, uwarunkowania techniczne lub inne przesłanki zdecydowały o wykonaniu omawianej ścieżki rowerowej?" Odpowiedź rzeczniczki GDDKiA brzmi:
"Wskazany odcinek jest drogą lokalną wykonaną na potrzeby dojazdu do posesji. Rozwiązanie zostało wykonane zgodnie z zatwierdzoną dokumentacją projektową. Obsługa komunikacyjna nieruchomości zlokalizowanych w analizowanym rejonie została zapewniona poprzez zaprojektowane i wykonane zjazdy z istniejącej drogi krajowej nr 61".
Prawda, jaka precyzyjna odpowiedź? Ani słowa o ścieżce rowerowej – zero wyjaśnień po co, dlaczego, dla kogo itd. Tyle że mieszkańcy wprost wskazują właśnie na problem z dostępem do starodroża. GDDKiA nie wyjaśnia, dokąd ma prowadzić ciąg pieszo-rowerowy, z jaką dalszą infrastrukturą ma się łączyć ani dlaczego uznano, że w tym miejscu jest potrzebny. Nie przedstawia też konkretnych analiz, które uzasadniałyby wybór takiego rozwiązania. Dalej rzeczniczka wyjaśnia, że obwodnica jest drogą klasy GP (droga główna ruchu przyspieszonego), a ruch lokalny powinien odbywać się przez zaprojektowane węzły. Dopuszczenie ruchu samochodowego na wskazanym odcinku miałoby tworzyć nowy punkt dostępności do obwodnicy i powodować zagrożenia związane m.in. z zawracaniem czy próbami włączania się do ruchu. GDDKiA informuje również, że wnioski gminy Pułtusk, gminy Pokrzywnica i Starostwa Powiatowego o dodatkowy zjazd z obwodnicy do starodroża zostały rozpatrzone negatywnie. Czyli co: tak ma zostać, bo tak zostało zaprojektowane i już? Nic się nie da zrobić? GDDKiA w odpowiedzi do mieszkańców (30 września) napisała, że odcinek zaprojektowano i wykonano jako ciąg pieszo-rowerowy, a jego szerokość i konstrukcja nawierzchni nie spełniają wymagań dla drogi samochodowej. W piśmie do Redakcji z 29 października pojawia się natomiast stwierdzenie, że obsługa nieruchomości została zapewniona przez zjazdy z istniejącej DK61. Jednocześnie GDDKiA informuje 29 października Redakcję, że nie otrzymała wniosków od właścicieli nieruchomości, choć w tym samym piśmie przyznaje, że analizuje już wniosek dotyczący przywrócenia możliwości przejazdu pojazdów samochodowych w Strzyżach. Musimy przyznać, że niełatwo jest wybrać z tych informacji treść zgodną z rzeczywistością... Skoro dojazd do nieruchomości jest zapewniony, dlaczego mieszkańcy muszą występować o przywrócenie przejazdu? Które konkretnie posesje mają zapewniony dojazd, którędy i dla jakich pojazdów? Dlaczego odpowiedź dla Redakcji nie odnosi się do zgłaszanych problemów z dojazdem samochodów dostawczych, pojazdów odbierających odpady, asenizacyjnych czy lawet? GDDKiA powtarza, że projekt stałej organizacji ruchu został zaopiniowany przez "właściwe instytucje (bez uwag)" i zatwierdzony przez zarządcę drogi. W piśmie do mieszkańców również powołuje się na zgodność z projektem. Nie podaje jednak, jakie instytucje opiniowały rozwiązanie, kiedy to zrobiły, jakie dokumenty analizowały ani czy ktokolwiek sprawdził jego skutki dla konkretnych nieruchomości.
Co na to władze powiatu i gminy?
W czerwcu mieszkańcom Łubienicy i Łubienicy-Superunków przedstawiano drogę techniczną jako rozwiązanie, które pozwoli autobusom wrócić na starą trasę. Starosta Robert Czyżewski zapewniał, że autobusy organizowane przez powiat będą kursować przez Łubienicę. Wójt Adam Rachuba mówił o dodatkowym odcinku drogi wynegocjowanym przez gminę. GDDKiA wybudowała także nowe, szerokie zatoki autobusowe w rejonie wiaduktu nad obwodnicą, po którym można przejechać w kierunku Nowego Niestępowa – no i oczywiście tej słynnej drogi D2 o szerokości niespełna 3,5 m.
Przez dekady pełnowymiarowe autobusy obsługiwały trasy z Warszawy do Pułtuska, Makowa, Przasnysza czy Olsztyna, zatrzymując się przy miejscowościach położonych wzdłuż starej DK61. Którędy te autobusy mają dojechać na te nowe przystanki?
W Strzyżach sytuacja wygląda równie niezrozumiale. Część mieszkańców ma poważnie utrudniony dojazd do nieruchomości - "bo taki jest projekt". Tymczasem na trasie DK61 w wielu miejscach, także poza terenem zabudowanym, funkcjonują skrzyżowania, ronda i zjazdy do mijanych miejscowości. Jadąc od Warszawy można bez problemu zjechać z dwujezdniowej obwodnicy na starodroże prowadzące w kierunku Serocka. Od czerwca, kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze protesty i pytania, mieszkańcy Strzyż czy Łubienicy słyszą przede wszystkim, że "tak miało być", że wszystko wykonano zgodnie z projektem, a projekt był konsultowany i nie zgłoszono zastrzeżeń. Tylko kiedy odbywały się te konsultacje? Kto w nich uczestniczył? Czy mieszkańcom Łubienicy, Łubienicy-Superunków i Strzyż pokazano dokumentację i wyjaśniono, jakie będą praktyczne konsekwencje przyjętych rozwiązań? Czy przed rozpoczęciem inwestycji ktoś rzeczywiście zaprosił mieszkańców i powiedział im otwarcie: przystanki, z których od lat dojeżdżacie do pracy, szkoły i lekarza, zostaną odcięte od regularnej komunikacji autobusowej, a część dotychczasowych dojazdów do nieruchomości zostanie zlikwidowana? I jaka była reakcja - mieszkańcy odpowiedzieli wtedy, że nie mają z tym żadnego problemu? Raczej trudno uwierzyć w taki przebieg konsultacji. Tym bardziej że GDDKiA nie wskazała konkretnych dat spotkań, list uczestników ani dokumentów potwierdzających, że mieszkańcy zostali poinformowani o skutkach przyjętych rozwiązań.
W imieniu Mieszkańców miejscowości zlokalizowanych przy starodrożu DK61 apelujemy do władz gminy Pokrzywnica, Starostwa Powiatowego oraz wszystkich lokalnych instytucji, które opiniowały dokumentację obwodnicy, o jasne stanowisko. Kto odpowiada za to, że mieszkańcom przedstawiano drogę D2 jako rozwiązanie problemu autobusów, choć - jak dziś przyznaje GDDKiA - regularnej komunikacji autobusowej nie uwzględniono w założeniach projektowych? Kto zaakceptował rozwiązania w Strzyżach i na jakiej podstawie uznano, że nie naruszają one interesów właścicieli nieruchomości? Mieszkańcy zapowiadają, że rozważają zwrócenie się o pomoc do Rzecznika Praw Obywatelskich.
Wszystko zgodnie z projektem
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad konsekwentnie powtarza, że wszystko wykonano zgodnie z projektem. To zapewne ma budować zaufanie społeczne. Prezentujemy zatem taki drobiazg, który wprowadzono w ostatnim tygodniu. Starodroże DK61 w ostatnich miesiącach remontowano, położono nową warstwę asfaltu, w ostatnich dniach malowano oznakowanie poziome i ustawiano znaki pionowe. Na zdjęciu widzimy dojazd w Łubienicy do skrzyżowania prowadzącego na wiadukt, w kierunku Nowego Niestępowa. Świeżo namalowane pasy, a po prawej stronie niebieski znak F-10. Informuje kierowców nadjeżdżających od strony Strzyż, jak należy ustawić się przed skrzyżowaniem: z lewego pasa skręcamy w lewo, prawym jedziemy prosto. Nie ma wątpliwości, prawda? Wszystko jest czytelne, oznakowanie świeże, projekt z pewnością zatwierdzony. Czego tu nie rozumiecie? W tym wypadku wykonane oznakowanie zmusza kierowców do złamania przepisów ruchu drogowego i korzystania z jezdni wyłączonej z ruchu pojazdów. To rozwiązanie też było wcześniej konsultowane..? A jeśli ktoś ma pytania o autobusy, dojazd do posesji albo sens niektórych rozwiązań, zawsze usłyszy, że przecież wszystko wykonano zgodnie z projektem. I to ma zakończyć dyskusję.
ZCZ
