Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 16 października 2026 00:39
Reklama

Hulajnoga elektryczna: wygoda czy bomba na dwóch kółkach?

Latem w Warszawie doszło do groźnego pożaru w bloku mieszkalnym. Ogień strawił mieszkanie, a media informowały, że wszystko zaczęło się od elektrycznej hulajnogi, której bateria miała zapalić się podczas ładowania.

Na warszawskim Służewie 17-latek został odcięty przez płomienie od drogi ucieczki i musieli go ratować strażacy. Postanowiliśmy sprawdzić, co wiadomo o zagrożeniach związanych z takimi urządzeniami. Zwróciliśmy się z pytaniami do rzecznika prasowego Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej. Odpowiedź nie pozostawia wątpliwości: baterie litowo-jonowe we wszystkich "elektromobilnych zabawkach" wymagają ostrożności, a pozornie niewinny błąd może mieć poważne konsekwencje.

Ile takich pożarów naprawdę wybucha?

Zacznijmy od liczb. Zapytaliśmy PSP o pożary mieszkań i domów, których przyczyną była awaria akumulatora hulajnogi lub roweru elektrycznego. Chcieliśmy poznać dane za lata 2024, 2025 i 2026. Odpowiedź nieco nas zaskoczyła: Państwowa Straż Pożarna nie prowadzi odrębnej statystyki pożarów związanych z bateriami litowo-jonowymi. Nie można więc na podstawie jej centralnych danych ustalić, ile takich zdarzeń miało miejsce ani czy ich liczba rośnie, czy maleje. Co więcej, ustalanie przyczyn pożarów nie należy do kompetencji PSP, lecz Policji i Prokuratury. Nie ma zatem oparcia w statystykach aby twierdzić, że pożary hulajnóg stanowią wymierną część wszystkich pożarów mieszkań czy garaży. Nie oznacza to jednak, że problem można zlekceważyć. Baterie są dziś wszędzie: w hulajnogach, rowerach elektrycznych, elektronarzędziach, telefonach i domowych magazynach energii. A gdy dojdzie do awarii, ogień może pojawić się bardzo gwałtownie.

Co właściwie może się zapalić?

Bateria litowo-jonowa to nie jest "zwykły" akumulator, do jakich przywykliśmy przez ostatnie dziesięciolecia. W niewielkiej obudowie przechowuje bardzo dużo energii. Jeśli wszystko działa prawidłowo, nie ma powodu do niepokoju. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy uszkodzeniu ulegają ogniwa albo zawodzi układ odpowiedzialny za bezpieczną pracę akumulatora. Informacje uzyskane z Państwowej Straży Pożarnej wskazują wiele powodów. Pierwszy przykład: uszkodzenie mechaniczne. Hulajnoga przewróciła się, mocno uderzyła o krawężnik, brała udział w kolizji albo spadła z wysokości? W takim przypadku uszkodzenia baterii nie zawsze widać gołym okiem. Z zewnątrz urządzenie może wyglądać całkiem normalnie, choć wewnątrz akumulatora doszło już do niebezpiecznych zmian. Drugim zagrożeniem jest przegrzanie. Bateria może ulec awarii pod wpływem zbyt wysokiej temperatury, także podczas intensywnego rozładowania w trakcie eksploatacji. Nie bez znaczenia jest również wiek akumulatora i pogarszający się stan jego ogniw. Szczególnie niebezpieczne mogą być wady produkcyjne, uszkodzone ogniwa oraz nieprawidłowości w konstrukcji lub montażu baterii. Problem może dotyczyć także urządzeń, które były naprawiane albo wyposażone w regenerowane, wcześniej używane ogniwa.

Ładowarka, która może narobić kłopotów

Pozornie prostą czynnością, podczas której jednak warto zachować szczególną ostrożność jest ładowanie. Nie każda ładowarka nadaje się do każdego urządzenia. Zasilacz o niewłaściwych parametrach może doprowadzić do przegrzewania i uszkodzenia akumulatora. Dlatego PSP zaleca korzystanie z oryginalnej ładowarki albo takiej, która jest jednoznacznie przeznaczona do konkretnego modelu hulajnogi. Nie powinno się też zostawiać urządzenia podłączonego do prądu na całą noc i wychodzić z założenia, że elektronika i system automatycznego ładowania na pewno sobie poradzi. Nawet jeśli sprzęt ma zabezpieczenia, nie można traktować ich jak gwarancji, że nic złego się nie wydarzy. Ładowanie w przedpokoju obok szafy, w pokoju blisko zasłon czy sterty ubrań również nie jest najlepszym pomysłem. W razie pożaru ogień może błyskawicznie przenieść się na wyposażenie mieszkania, a płonąca hulajnoga stojąca przy drzwiach może odciąć domownikom drogę ucieczki.

Tania hulajnoga, drogi problem?

Ryzyko wzrasta, gdy kupujemy sprzęt niewiadomego pochodzenia. I nie chodzi o to, żeby z góry skreślać wszystkie tanie produkty czy urządzenia sprowadzane z Chin. Warto jednak wiedzieć, za co płacimy i co właściwie kupujemy. Jeżeli wybieramy hulajnogę w sprawdzonym sklepie lub elektromarkecie, mamy większą szansę na dostęp do dokumentacji, serwisu, części zamiennych i pomocy w razie awarii. Warto sprawdzić, czy urządzenie spełnia wymagania obowiązujące w Unii Europejskiej, ma prawidłowe oznakowanie i pochodzi od producenta, który bierze odpowiedzialność za swój produkt.

Można też zamówić hulajnogę bezpośrednio na jednej z popularnych chińskich platform sprzedażowych. Czasem rzeczywiście będzie taniej. Pytanie tylko, czy oszczędność jest warta ryzyka. Kupując w chińskim sklepie internetowym sami stajemy się importerem - to na nas spada odpowiedzialność za produkt, który kurier postawi przed naszymi drzwiami.

Nie każda taka hulajnoga musi być wadliwa, podobnie jak zakup w renomowanym sklepie nie daje stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. Problemem może być jednak brak wiarygodnej dokumentacji, niepewne pochodzenie akumulatora, trudności z reklamacją, brak serwisu czy niemożność ustalenia, jakie ogniwa rzeczywiście zamontowano w urządzeniu. A jeśli bateria jest kiepskiej jakości albo została źle zmontowana, jej szybkie zużycie może okazać się najmniejszym zmartwieniem. Awaria może bowiem oznaczać nie tylko konieczność kupienia nowej hulajnogi, ale realne ryzyko samozapłonu.

Gdy bateria zaczyna się palić, nie ma czasu na zastanawianie

Pożar akumulatora litowo-jonowego może rozwijać się bardzo gwałtownie. W trakcie awarii bateria może wydzielać gazy, pojawić się mogą iskry, a następnie płomienie. Zdarza się również rozerwanie ogniwa. Strażacy opisują ten proces jako niekontrolowany wzrost temperatury, który może przenosić się z jednego ogniwa na kolejne. W efekcie pożar potrafi przybrać na sile w bardzo krótkim czasie. Dodatkowym zagrożeniem jest toksyczny dym, niebezpieczny dla osób przebywających w mieszkaniu i sąsiednich lokalach. Co ważne, zgaśnięcie płomieni nie zawsze oznacza koniec niebezpieczeństwa. Uszkodzona bateria może ponownie się zapalić, dlatego strażacy po ugaszeniu takiego pożaru kontrolują jej temperaturę i stan. Nie próbujmy samodzielnie rozbierać akumulatora, naprawiać go ani dalej używać, jeśli został poważnie uderzony lub budzi podejrzenia. Gdy bateria zaczyna dymić, gwałtownie się nagrzewać albo wydaje nietypowe dźwięki, należy oddalić się od urządzenia, ostrzec pozostałych domowników i wezwać pomoc pod numerem 112. Nie ryzykujmy ratowania sprzętu kosztem własnego bezpieczeństwa.

Jak ładować hulajnogę i inne elektromobilne urządzenia, żeby nie wpędzić się w kłopoty?

Komenda Główna PSP przekazała nam kilka praktycznych zaleceń. Nie wymagają specjalistycznej wiedzy ani kosztownych inwestycji. Wymagają za to odrobiny rozsądku.

Po pierwsze, używajmy ładowarki przeznaczonej do konkretnego modelu i podłączajmy ją bezpośrednio do sprawnego gniazdka. Nie ładujmy hulajnogi w pobliżu wody, w wilgotnym pomieszczeniu ani w skrajnych temperaturach. Wybierzmy stabilne miejsce, najlepiej z niepalnym podłożem, z dala od papieru, tkanin, mebli i innych łatwopalnych przedmiotów. Zadbajmy o wentylację i nie zostawiajmy ładowanego sprzętu bez nadzoru. Po mocnym uderzeniu, upadku czy kolizji zwróćmy szczególną uwagę na stan akumulatora. Nie przechowujmy hulajnóg ani rowerów elektrycznych na klatkach schodowych i drogach ewakuacyjnych. Warto również tak wybrać miejsce postoju i ładowania, by urządzenie nie blokowało wyjścia z mieszkania. PSP rekomenduje ponadto montaż autonomicznej czujki dymu, która może odpowiednio wcześnie ostrzec domowników przed zagrożeniem. I jeszcze jedno: czytajmy instrukcję producenta, zamiast zakładać, że skoro poprzednia hulajnoga działała w określony sposób, z nową można postępować identycznie.

Sto kilometrów na godzinę - hulajnogi zaskakują na wiele sposobów

Pożary to tylko jedna strona problemu. Kilka tygodni temu internet obiegły filmy nakręcone przez kierowców w Warszawie. Widać na nich użytkownika elektrycznej hulajnogi jadącego al. Prymasa Tysiąclecia, a następnie trasą S8, wśród samochodów poruszających się z dużą prędkością. Według relacji medialnych hulajnoga miała osiągać ponad 100 km/h, a na jednym z kolejnych nagrań, już na autostradzie, kierowca jedzie równo z hulajnogą mając na swoim liczniku 120 km/h. Materiały opublikowano pod koniec września 2026 roku. Policja potwierdziła, że zajęła się sprawą, próbując ustalić tożsamość kierującego i sprawdzić autentyczność nagrań. Staraliśmy się ustalić, czy młodego mężczyznę zidentyfikowano i wyciągnięto konsekwencje - jednak nie natrafiliśmy na żadne wiarygodne informacje... Przypomnijmy: dopuszczalna prędkość hulajnogi elektrycznej w Polsce wynosi 20 km/h, a jazda takim urządzeniem po drodze ekspresowej jest zabroniona. To nie jest więc tylko kwestia bezmyślnej brawury, lecz również bezpieczeństwa innych uczestników ruchu.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że hulajnogi stały się już czymś więcej niż wygodnym środkiem transportu. Wraz z ich popularnością pojawiają się pytania o granice odpowiedzialności użytkowników, jakość sprzedawanych urządzeń i skuteczność obowiązujących przepisów.

Rejestrować hulajnogi? Badać je technicznie?

W ostatnich dniach tak zwane "sondażownie" czyli firmy badające opinię publiczną prowadziły kolejne telefoniczne ankiety dotyczące naszych nastrojów, poparcia i zaufania do polityków, preferencji politycznych itp. Prawdopodobnie po raz pierwszy pojawiły się także pytania o to, czy hulajnogi elektryczne powinny podlegać rejestracji i obowiązkowym badaniom technicznym. To wyraźny sygnał, że problem zaczyna być bardzo poważny.

Czy rejestracja rzeczywiście poprawiłaby bezpieczeństwo? Czy obowiązkowe badania pozwoliłyby skutecznie wyeliminować z ruchu niesprawne lub nielegalnie przerobione urządzenia? A może ważniejsze byłoby kontrolowanie urządzeń sprowadzanych na nasze drogi i (niestety) chodniki? Przepisy regulujące ruch takich elektrycznych "urządzeń wspomagających ruch" jak hulajnogi, elektryczne rowery zmieniają się często - można wręcz odnieść wrażenie, że zmieniają się szybciej, niż my zdążymy się dostosować do tych już obowiązujących. Chyba jest jednak problem z egzekwowaniem tych przepisów...

Elektromobilność, jak chyba każdy wynalazek, ma nam przede wszystkim pomagać i ułatwiać życie. Bywa jednak i tak, że przy okazji sprowadzamy na siebie dodatkowe zagrożenia. Kluczowe jest mądre, rozważne korzystanie z nowinek technicznych. Nie każda oszczędność jest prawdziwą oszczędnością, a nie każda techniczna możliwość powinna być wykorzystywana na drodze. A co na to nasi czytelnicy? Czy hulajnogi powinny być rejestrowane i przechodzić badania techniczne? Czekamy na Wasze opinie.

ZCZ


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama