NAJKRÓTSZA ŚCIEŻKA ROWEROWA W POLSCE. Jak zdemolować życie mieszkańcom?
Do naszej Redakcji z prośbą o pomoc i interwencję zwróciła się grupa mieszkańców Strzyż, których domy znajdują się na początku obwodnicy Pułtuska. Przez ostatnie tygodnie trwały tam prace związane z kończącą się już budową w ciągu drogi krajowej.
Jak pamiętamy, po czerwcowym uruchomieniu obwodnicy, pozostał jeszcze fragment pomiędzy wsiami Strzyże i Łubienica Superunki. Generalna Dyrekcja informowała wówczas o opóźnieniu robót na tym odcinku z uwagi na konieczność usunięcia z tego terenu nielegalnie zgromadzonych odpadów oraz remediacji, czyli prowadzenia działań mających na celu usunięcie lub ograniczenie zanieczyszczenia ziemi, obejmującej między innymi usunięcie odpadów, usunięcie zanieczyszczonego gruntu i jego oczyszczenie. Swoją drogą ciekawe, jak przebiega to wywożenie, bo z materiału dowodowego zgromadzonego w naszej prokuraturze wynika, że ukryto tam w ziemi 111 tysięcy m3 niebezpiecznych odpadów, co oznaczało konieczność wywiezienia i unieszkodliwienia zawartości około 8 tysięcy wywrotek. Dziś jednak chcemy opisać, jak można pozbawić dojazdu mieszkańców domów mieszkalnych, właścicieli firm oraz klientów... budując drogi.
Najkrótsza ścieżka rowerowa w Polsce?
Widywaliśmy już różne drogowe absurdy, jednak rozwiązanie zrealizowane w Strzyżach z pewnością zajmuje wysoką pozycję na liście komunikacyjnych dziwolągów. Żeby było bardziej tajemniczo, to wybitne dzieło drogowych projektantów ukryte jest za ekranami dźwiękochłonnymi. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia. Widok na starodroże, czyli dawny ciąg krajówki od Strzyży w stronę Łubienicy i Kacic już zapowiada coś dziwnego: droga (z wymienioną ostatnio, nową nawierzchnią) nagle się zwęża do szerokości, na której zmieści się już raczej wyłącznie jeden samochód. Kolejne zdjęcia pokazują wyraźnie po co zastosowano taki zabieg: droga jest "ślepa", na środku pojawia się słupek i oznakowanie: ścieżka pieszo - rowerowa i znak B-1 "zakaz ruchu w obu kierunkach". Podpowiedź dla jadących rowerami: nie należy się tam zanadto rozpędzać, bo po około 40 metrach ścieżka się kończy i rowerzysta trafia na gruntowe pobocze drogi krajowej DK61, jadąc w stronę Serocka lewą stroną, pod prąd...
Co mówią mieszkańcy?
Za panelami dźwiękowymi jest kilka domów i warsztat samochodowy, bardzo ceniony przez okolicznych właścicieli aut. Można tam teraz dojechać? Jadąc od strony Dzierżenina trzeba wjechać przy stacji LPG na nową serwisową drogę, dojechać do wiaduktu nad obwodnicą (droga do Nowego Niestępowa) i wracać starym odcinkiem krajówki w kierunku Warszawy. To oznacza około 4 km dodatkowej jazdy. Bagatela? Jeśli ktoś musi pokonywać ten odcinek przynajmniej dwa razy dziennie, tam i z powrotem, to miesięcznie da wynik 240 km. Drobiazg?! W skali miesiąca średnio na takie "podjeżdżanie" spalimy około 17 litrów paliwa i przepalimy ok. 150 złotych. 1800 złotych rocznie. Kto zwróci te koszty mieszkańcom? Czemu zastosowano takie dziwaczne rozwiązanie? Mieszkańcy alarmują: już teraz kierowcy ciężarówek odbierających odpady i wywożących szambo kręcą nosami i zapowiadają, że raczej tam już nie dojadą. Uszkodzone auto transportowane na lawecie też będzie miało poważne kłopoty z dojazdem, manewrowaniem – albo nie dojedzie wcale. To jakiś dramat – obwodnica miała rozwiązać problemy (i to się udało), ale bez tworzenia kolejnych.
Na starą drogę nie wpuścimy!!!
Cały ten obrazek zaczyna się układać w jedną spójną całość: projektanci ścieżki rowerowej "stawali na głowie", żeby wykluczyć wjazd na starodroże od strony Serocka i Warszawy. Można było jeszcze zrozumieć wał żwiru w Łubienicy Superunkach usypany w czerwcu po otwarciu obwodnicy. Było zrozumiałe, że chodziło o bezpieczeństwo. I paradoksalnie prawdopodobnie nie chodziło tam o to, żeby nie wjechać na starą drogę w kierunku Kacic – chodziło o to, żeby nikt nie próbował, jadąc od Kacic, włączać się do ruchu na tymczasowym "początku" obwodnicy. Nie trzeba mieć wybujałej wyobraźni, żeby przewidzieć prawdopodobieństwo poważnych wypadków, gdyby ktoś wyjeżdżał ze starej drogi, zasłonięty betonowymi zaporami, bez widoczności i będąc niewidocznym dla kierowców na ruchliwej DK61. Ale o co chodzi w Strzyżach? Możemy mieć pewność, że nikt nie wnioskował o budowanie tam ścieżki rowerowej, zwłaszcza że prowadzi donikąd. Ta ścieżka wydaje się jedynie pretekstem do tego, aby uniemożliwić wjazd na starą drogę.
Są już pierwsze wnioski do GDDKiA
Jak nam przekazali mieszkańcy, właściciel nieruchomości, na której od dekad prowadzona jest plantacja choinek, złożył wniosek do drogowców o przywrócenie dojazdu do jego działki. Dziś wystarczy spojrzeć: do bramy widocznej na zdjęciu nie wykonano asfaltowego zjazdu. Nieruchomość została odcięta komunikacyjnie, przy czym wystarczy postawić pytanie: jeśli miałby zostać przywrócony wyjazd z tej działki, to gdzie będzie prowadził? Na środek ścieżki rowerowej z zakazem ruchu i zagrodzonej słupkami? Jeśli nic się nie zmieni, w grudniu po choinkę z tej plantacji trzeba się będzie wybrać na rowerze. Czy projektanci obecnego rozwiązania mają problemy z oczami czy może po prostu rysowali te rozwiązania zza biurka? Podgląd układu granic działek i pasa drogowego na publicznym geoportalu nie pozostawia żadnych wątpliwości: tam jest miejsce na wykonanie szerokiej drogi. Skąd pomysł, żeby zablokować wjazd od południa? Przez takie rozwiązanie cały odcinek od tego miejsca aż do wiaduktu nad obwodnicą to ślepa droga. Popatrzmy na kolejne zdjęcie: po lewej stronie widać ostatnie kilkadziesiąt metrów starej jednopasmowej krajówki, włączającej się do nowej obwodnicy. Po lewej widać dwa świeżo wyasfaltowane wyjazdy. Z tego na pierwszym planie bez kłopotu można się włączyć do ruchu na DK61. Z tego kolejnego już nie: przed jego wylotem, choć zaledwie na części szerokości, zaczyna się namalowany na jezdni klin ze skośnym kreskowaniem – pasy się rozdzielają. Jakie argumenty wykluczyły możliwość zjazdu w prawo, na starą drogę? Powtórka z tymczasowego rozwiązania w Łubienicy Superunkach? Tam wał żwiru – tu ścieżka rowerowa. Jeśli zagrożeniem mogliby być kierowcy nadjeżdżający od Łubienicy i włączający się tu na DK61 do ruchu, to nie dało się wymyślić bezpiecznego rozwiązania? Komu to ma służyć?
Dużo jeszcze pozostaje do wyjaśnienia
Mieszkańcy z pewnością będą walczyć o swoje oczywiste prawa. Prawdopodobnie w grę mogą też wchodzić odszkodowania. Co zrobią władze gminne, jeśli okaże się, że nie można sprawnie odbierać odpadów z kilku nieruchomości? Co z przywróceniem komunikacji publicznej, realizowanej przez pełnowymiarowe autobusy, które powinny obsługiwać przystanki w Łubienicy i Łubienicy Superunki? Opisaliśmy ostatnio na łamach Tygodnika przejazd drogą serwisową wzdłuż obwodnicy, od wiaduktu nad obwodnicą do stacji LPG w Strzyżach. Jeśli to ma być rozwiązanie zapewniające bezpieczną komunikację autobusową, to zaczyna nam mocno pracować wyobraźnia, bo jak mają się mijać dwa autobusy na drodze o szerokości 4 metrów, z "placykami na mijankę" poszerzającymi jezdnię zaledwie do 5 m? Do tego te placyki są na tyle krótkie, że pełnowymiarowy autobus raczej tam bezpiecznie nie zjedzie. Tu warto przypomnieć: o przywróceniu komunikacji autobusowej na wszystkich przystankach, kursujących zgodnie z zatwierdzonymi rozkładami, pisaliśmy w osobnym artykule – polecamy śledzić kolejne wydania Tygodnika, bo będziemy mieli nowe ciekawe informacje na ten temat.
O sprawie zablokowania przejazdu dzięki ścieżce rowerowej z pewnością także będziemy jeszcze informować naszych Czytelników.
Red.
