Niebieski znak z autobusem i biały zygzak na jezdni
Przystanek autobusowy oznacza znak informacyjny (D-15) z właściwym obrazkiem. Przepisy wyraźnie określają, że na odcinku 15 metrów przed tym znakiem nie można się zatrzymywać. No i oczywiście zakaz obejmuje całą zatokę. Jeżeli na jezdni zastosowano linię przystankową, czyli biały zygzak (P-17), sprawa jest jeszcze bardziej oczywista: przepisy mówią wprost, że ta linia wyznacza miejsce przystanku, a zakaz zatrzymywania się innych pojazdów obowiązuje na całej długości tej linii. Krótko mówiąc: zatoka autobusowa nie jest parkingiem dla samochodów osobowych - jest miejscem przeznaczonym wyłącznie do obsługi komunikacji publicznej i ma zapewnić bezpieczeństwo pasażerów.
A teraz wyobraźmy sobie...
że parkujemy samochód w zatoce autobusowej na przykład w Warszawie. Co się wydarzy? Mandat i punkt karny są bardzo prawdopodobne, na dobrą sprawę nieuchronne. Na interwencję funkcjonariuszy raczej nie będziemy długo czekać. Jeżeli samochód uciążliwie utrudnia ruch albo stwarza zagrożenie, przepisy przewidują możliwość odholowania na koszt właściciela. Art. 130a Prawa o ruchu drogowym wprost pozwala usunąć pojazd pozostawiony w miejscu, gdzie jest to zabronione, jeżeli utrudnia ruch lub w inny sposób zagraża bezpieczeństwu. W takich przypadkach dyspozycję wydaje Policja albo Straż Miejska.
A jak jest w Pułtusku?
Pod koniec czerwca, po zgłoszeniach od naszych Czytelników, wpisaliśmy do Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa postój samochodów na oznakowanym przystanku autobusowym przy ul. Jana Pawła II. Policja na swojej stronie informuje, że takie zgłoszenia w KMZB są weryfikowane w ciągu 5 dni, a funkcjonariusze w tym czasie kilkakrotnie sprawdzają wskazane miejsce. Jeżeli zagrożenie zostanie potwierdzone, zgłoszenie otrzymuje odpowiedni status.
Nasze zgłoszenie po kilku dniach zniknęło z mapy. Trudno to było zrozumieć – bo chyba nasi policjanci nie uznali, że parkowanie osobówek w zatoce przystanku autobusowego jest zgodne z przepisami? Na początku lipca poprosiliśmy więc o komentarz naczelniczkę Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Pułtusku. Otrzymaliśmy informację, że sprawa została przekazana zarządcy drogi – Urzędowi Miejskiemu w Pułtusku – z sugestią wprowadzenia rozwiązań, które wykluczą możliwość takiego parkowania.
Podsumujmy
Minął lipiec, minął sierpień, wrzesień dobiega końca. A na miejscu jak każdy może zobaczyć, nic się zmieniło. Samochody nadal spokojnie parkują, niektóre nawet po kilka dni. Nie wiemy, dlaczego Policja nie podejmuje interwencji. Nie wiemy też, dlaczego zarządca drogi od miesięcy nie wprowadził rozwiązania, które skutecznie uporządkowałoby sytuację. Warto przy tym zaznaczyć: w przepisach nie ma wyjątków, nie znajdziemy tam zapisu w stylu "zakazuje się, ale jak autobusy kursują rzadko, to jednak się nie zakazuje..." Czyli można łamać przepisy bezkarnie? Oczywiście nie. Przepisy obowiązują wszystkich tak samo. Jak to możliwe, że ten sam przepis w innym mieście nieuchronnie oznacza mandat i punkty karne, a niekiedy nawet odholowanie samochodu, to dlaczego w Pułtusku problem pozostaje niezauważony przez służby i nierozwiązany przez zarządcę drogi? Obrazek widoczny na zdjęciach już nam wszystkim najwyraźniej "wrósł w krajobraz" do tego stopnia, że przestaliśmy na to zwracać uwagę. A zakaz parkowania na przystankach ustanowiono wyłącznie z jednego powodu: chodzi o bezpieczeństwo podróżujących transportem publicznym.
ZCZ

