Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 25 sierpnia 2026 00:00
Reklama
Reklama

Gdzie znikają ścieki?

W Polsce problem jest ogromny. A jak jest u nas?

Na co dzień właściwie o nich nie myślimy. Woda leci z kranu, spuszczamy ją w toalecie, spuszczamy z wanny i prysznica - a ścieki po prostu znikają w sieci miejskiej kanalizacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy dom nie jest podłączony do kanalizacji.

W Polsce takich nieruchomości są setki tysięcy. I pojawia się proste pytanie: co dzieje się ze ściekami, które powstają w tych domach? To proste: spływają do przydomowych zbiorników albo oczyszczalni. Zawsze? Według przywoływanych danych rocznie w Polsce powstaje około 250 mln m³ nieczystości ciekłych, które powinny zostać odebrane i trafić do oczyszczalni. Do systemu odbioru trafia jednak około 45 mln m³. To oznacza różnicę ponad 205 mln metrów sześciennych. Żeby pokazać skalę w sposób bardziej zrozumiały, a nie za pomocą abstrakcyjnych milionów metrów sześciennych, można to sobie wyobrazić tak: wychodzi na to, że każdy mieszkaniec Polski, od noworodka po staruszka, co roku wypompowuje zawartość średniej wielkości szamba (5m³ ) do rowu, do rzeki lub na pole, "sprytnie" omijając system odbioru ścieków.

Oczywiście nie oznacza to, że każdy Polak nielegalnie wylewa śmierdzące ścieki trując środowisko. Ta liczba pokazuje jednak skalę problemu. Ponad 200 mln m³ ścieków rocznie pozostaje poza oficjalnym systemem odbioru. I właśnie dlatego tak ważne są kontrole szamb i przydomowych oczyszczalni.

NIK od lat pokazuje, że system nie działa dobrze

Najwyższa Izba Kontroli wielokrotnie zwracała uwagę na problemy z gospodarką ściekową na terenach nieskanalizowanych. Problem jest dość prosty: jeżeli ktoś ma szambo, gmina powinna mieć możliwość sprawdzenia, czy rzeczywiście regularnie je opróżnia. Nie wystarczy samo posiadanie szamba. Właściciel powinien mieć umowę z firmą, która wywozi nieczystości, a po każdej usłudze powinien mieć dokument potwierdzający jej wykonanie. I właśnie te dokumenty powinni sprawdzać urzędnicy. NIK alarmuje, wskazując na brak skuteczności w nadzorze ze strony Wód Polskich i Inspekcji Ochrony Środowiska. W skrajnym przypadku (zachodniopomorskie) stwierdzono, że do rzeki Iny trafiało około 87% wszystkich ścieków komunalnych z przyległych terenów, dramatycznie degradując środowisko.

Pułtusk ma swój plan kontroli

W grudniu 2024 roku burmistrz Beata Jóźwiak podpisała Zarządzenie nr 107/2024 w sprawie planu kontroli na lata 2025–2026. Zarządzenie mówi wprost, że kontrole mają dotyczyć właścicieli nieruchomości w zakresie pozbywania się nieczystości ciekłych. I tutaj pojawia się coś, co naprawdę może dziwić. Plan zakładał: w 2025 roku zaplanowanych 700–900 kontroli, na 2026 rok 600–700 kontroli.

Czytelnicy z różnych okolic miasta i gminy niejednokrotnie nas alarmowali: "pompują po zmroku do rowów, wylewają na ugory za domem... śmierdzi szambem – interweniujcie!" Postanowiliśmy więc naszych urzędników zapytać: jak wam idzie to kontrolowanie? Odpowiedź mocno nas zaskoczyła – zapytaliśmy o skalę kontroli za lata `24, `25 i osiem miesięcy `26. W poprzednich latach było całkiem nieźle:

2024 r – 790 kontroli

2025 r – 558 kontroli

2026 r – 65 kontroli.

To oznacza wykonanie w tym roku zaledwie około 9% całorocznego planu. Przy takich wartościach bez mała można uznać, że gmina prawie zaniechała kontroli. Jednak w odpowiedzi na pytania redakcji pani burmistrz stwierdziła, że "kontrole prowadzone są w sposób ciągły, zgodnie z obowiązującym harmonogramem, tak aby objąć nimi wszystkie nieruchomości podlegające obowiązkowi kontroli".

Dlaczego tak się dzieje?

Wyobraźmy sobie dom, którego mieszkańcy zużywają w ciągu roku 100 m³ wody. A z dokumentów wynika, że z szamba wywieziono przez cały rok tylko 10 m³ ścieków.

Co stało się z pozostałymi 90 m³? Oczywiście nie musi to automatycznie oznaczać, że ktoś wylał ścieki do rowu. Mogą istnieć różne wyjaśnienia. Podlewamy ogrody, trawniki, przyzagrodowe poletka warzyw, poimy zwierzęta gospodarskie, itp. Ale właśnie takie różnice powinny być sygnałem do sprawdzenia. Jednak Gmina Pułtusk nie prowadzi systematycznego porównywania ilości zużytej wody z ilością odebranych ścieków. A szkoda, bo byłoby to jedno z najprostszych narzędzi do wychwytywania przypadków, które wymagają dokładniejszego sprawdzenia. 1584 nieruchomości z własnym systemem ścieków Informacje z urzędu podają dla naszej gminy dokładne dane: 1423 zbiorniki bezodpływowe i 161 oczyszczali przydomowych. Oczywiście nie wolno zakładać, że każdy właściciel szamba jest podejrzany. Jednak dość powszechna jest smutna reguła: nie ma kary – nie ma miary. Nie ma poczucia, że kontrole wychwycą "lewiznę" – to nie ma co się przejmować. Redakcja zadała urzędnikom kilka pytań, dostaliśmy odpowiedzi i teraz mamy jeszcze większy kłopot – jak interpretować i po prostu zrozumieć to, czego się dowiedzieliśmy? Bo wątpliwości nie ubyło: jak to możliwe, że Urząd Miejski wykonał do sierpnia 65 kontroli, skoro roczny plan zakłada na ten rok 600–700 kontroli?Czy zabrakło pracowników? Czy zmieniono harmonogram? Czy kontrole faktycznie zostaną wykonane masowo w ostatnich miesiącach roku i osiągnięty zostanie założony plan? Pani Burmistrz w podanej nam odpowiedzi zapewnia, że: "Gmina jest w trakcie przeprowadzania kolejnych kontroli, w związku z czym ich liczba stale wzrasta". Pozostało jednak wiele pytań, na które warto uzyskać odpowiedź. Ustalenie, gdzie naprawdę trafiają wszystkie ścieki, nie jest przesadą.

Kto kogo straszył kontrolami?

Jesienią 2024 r., w czasie kampanii przed wyborami burmistrza, temat kontroli i uszczelnienia systemu odbioru ścieków był w Pułtusku bardzo wyraźnie obecny. 2 października 2024 r. ówczesna prezes PWiK Monika Summer-Brason mówiła o konieczności uszczelnienia systemu, wskazując, że różnica między ilością dostarczanej wody a odbieranych ścieków może generować nawet 2 mln zł strat rocznie. Zapowiadała również działania kontrolne. Nie było tajemnicą, że temat znacząco odbił się na opinii społecznej – niestety w najgorszy możliwy sposób. Do naszej Redakcji dochodziły wtedy wyraźne głosy obawy, że "jak w wyborach wygra taka a nie inna opcja, to ruszy lawina kontroli". W kolejnym, 2025 roku kontroli było o 30% mniej – choć oceniając szerzej temat należy uznać, że kluczowa jest ich skuteczność. Jak wynika z odpowiedzi urzędu na nasze pytania "w wyniku przeprowadzonych kontroli stwierdzono jeden przypadek braku wymaganej umowy na opróżnianie zbiornika bezodpływowego lub osadnika przydomowej oczyszczalni ścieków". Przez ponad 2,5 roku ...więc ocenę skuteczności kontroli pozostawiamy naszym Czytelnikom.

Dane wyłącznie z Mazowsza

23 kwietnia 2026 r. w wodociągu Szerominek w powiecie płońskim stwierdzono obecność enterokoków, czyli bakterii kałowych; 19 czerwca w wodociągu Biernaty w powiecie łosickim wykryto bakterie grupy coli; 9 lipca w wodociągu Gończyce w gminie Sobolew, w powiecie garwolińskim, wykryto bakterie grupy coli oraz enterokoki, a wodę uznano za nieprzydatną do spożycia; 13 lipca bakterie grupy coli wykryto w wodociągu Radzanowo-Dębniki w powiecie płockim; a w sierpniu – już w naszym powiecie, w gminie Pokrzywnica – również wydano komunikat o nieprzydatności wody z powodu zanieczyszczenia mikrobiologicznego. Pomyślmy więc: jak bakterie związane z zanieczyszczeniem fekalnym mogą przedostawać się do ujęć wody publicznych wodociągów? Powodów może być kilka – od awarii i nieszczelności sieci, przez niewłaściwe zabezpieczenie ujęcia, po przedostawanie się zanieczyszczeń z powierzchni lub szamb do wód podziemnych. Jednak w przypadku terenów, gdzie mamy do czynienia z niekontrolowanym pozbywaniem się nieczystości ciekłych, jeden z tych scenariuszy wydaje się niestety wyjątkowo prawdopodobny. I wymaga dokładnego kontrolowania. 
ZCZ


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama