Przyjechał do swojego rodzinnego miasta, z nostalgicznym koncertem, wyczekiwany. JACEK SZYŁKOWSKI, ten, na którego muzyczne spotkanie przyszło całe miasto.
– Na wielkie wydarzenia warto czekać. Są ludzie, którzy mimo że opuszczają rodzinny dom, to pozostają w naszej lokalnej pamięci. I tak jest właśnie z panem Jackiem Szyłkowskim. Pułtuszczanin. Tu spędził swoją młodość, tu kształtował swoją artystyczną wrażliwość i zdobywał pierwsze artystyczne inspiracje, tu powstał jego pierwszy zespół MEDIUM. Tu wreszcie poznał swoją żonę, panią Emilię – powiedziała, witając artystę ze sceny, dyrektor MCKiS Ewelina Wielechowska.
Wszedł na scenę, estetycznie zaaranżowaną. Elegancki. W kapeluszu, jak zawsze. Wywołał burzę oklasków i okrzyków. Zaczął od wspomnienia dnia, w którym musiał opuścić rodzinny dom, rozpływający się w szarej mgle. Od tego momentu zrobiło się nostalgicznie i tak już było do końca koncertu. I byli tacy na widowni, którym oczy szkliły się nie raz i nie dwa. I tacy, którzy śpiewali z artystą, dobrze znający słowa Jackowych przebojów.
A on? On śpiewał o tęsknocie za domem, za rodziną, będąc daleko od Pułtuska, choćby w Chicago... Kilka było tych utworów autorstwa Jacka o rodzinnym domu. I wiele o młodzieńczych wspomnieniach, kiedy to "szliśmy wybrzeżem, a słońce świeciło wśród fal" i statki płynęły do Malagi.
Śpiewali z Jackiem wszyscy, bili brawo, a on: - TO JEST PUŁTUSK! Wejść na tę scenę przy takich aplauzach, przy takich wspomnieniach, to już niebezpieczne! Wracam do państwa jako syn marnotrawny w ramiona ojca, którego imię PUŁTUSK, gdzie ludzie szlachetni i mądrzy.
Wśród tych "szlachetnych i mądrych" ogłosił, że swoje honorarium z koncertu przeznaczy w całości rodzinie, którą dotknęło wielkie nieszczęście, choroba dziecka – guz mózgu. – Trzymam tu w ręku te pieniądze i proszę ciocię Filipka na scenę po odbiór koperty.
Szlachetnemu gestowi artysty towarzyszyły wielkie i długie brawa. A po nich "piosenka szczególna dla Pułtuska", związana z Krzysztofem Klenczonem. - Znaliśmy się dosyć dobrze z Krzysztofem, długo rozmawialiśmy przed jego odlotem do Stanów i on mi wtedy powiedział, że obaj pochodzimy z pięknego Pułtuska i tego nikt nie wymaże. Wspomnę go tutaj piosenką "Biały krzyż ".
Tak trwał koncert NIE DO TUPANIA, jak zaznaczył Jacek i wspomniał o Pułtuszczaninie Włodku Nowakowskim, który to pożyczał Jackowi swoją gitarę; rodziny Szyłkowskich nie stać było na taki zakup. - Wiele mu zawdzięczam i to jego prosiłem, żeby na naszych koncertach śpiewał piosenkę "W mgle wieczornej". Dzisiaj zaśpiewam ci, Włodziu, tę piosenkę.
A potem widownia usłyszała utwór, "przy której były przytulanki, czyli utwór ze słowami "Odejdę silny od twojego świata".
I dalej: - A teraz będzie piosenka tytułowa tego koncertu, który nazwałem WSPOMNIENIE MŁODOŚCI, posłuchajcie jej z uwagą. Słowa? "Na ustach śmiech, a serce płacze".
Wspólne śpiewanie "Zapomnisz kiedyś, że to ja" i "Tańczmy razem, tańczmy, gdy muzyka jeszcze gra, tańczmy póki trwa ten bal", i "Cicho bądź, bo nie śpi licho, cicho bądź, bo będzie źle" wytworzyło iście rodzinną atmosferę, autentyczną atmosferę wspólnoty.
Ale oto i lekka zmiana muzyczna, związana z melodiami wprowadzającymi nogi w rytm, nawet do tańca – "Kołysz mnie, ze mną tańcz" – rozgrzała publiczność do czerwoności.
I tak leciała w kinową przestrzeń piosenka za piosenką, a każda znana, pamiętana, zakleszczona w sercu. Melodyjna. Nostalgiczna. Goniąca za wspomnieniami, za młodością. "Gdzie moja młodość, któż to wie, wczoraj tu była, dziś nie ma jej"...
- Jak mnie jeszcze kiedyś zaprosicie, to przyjadę. Jak was nie kochać! – rzucił ze sceny artysta, przechodząc do rzewnej piosenki "Bo najpiękniejsze są polskie kwiaty".
Następnie popłynęła "Barka". Z myślami o Janie Pawle II. Też pieśń śpiewana przez Jacka na kanonizacji PAPIEŻA, "W PEWNĄ KWIETNIOWĄ NOC, ZATRZYMAŁ ODDECH ŚWIAT...".
Pod koniec koncertu Pułtuszczanie usłyszeli piosenkę o słoneczku, którą artysta zaśpiewał dla swojej MAMY, która nigdy nie była na koncercie syna - "Zachodzi słoneczko za las kalinowy".
Scena zapełniła się kwiatami, dużo ich było, jak podziękowań, a najwięcej wzruszeń, także łez.
GRAża
