Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 21 maja 2026 01:41
Reklama

Rdza zamiast wody

Pułtusk na skraju hydrologicznego kryzysu?

Mazowsze wysycha, z pułtuskich kranów ostatnio płynęła rdzawa "pomidorowa", a protokoły z posiedzeń Komisji Rady powstają z półrocznym opóźnieniem. Szukając rozwiązań, spoglądamy na warszawskie wodomaty i pytamy: co naprawdę kryje się w podziemnych rurach miejskiej sieci?

Maj 2026 roku przynosi zatrważające doniesienia z frontu hydrologicznego w całym naszym województwie. Ekstremalna susza na Mazowszu przestała być abstrakcyjną przestrogą naukowców – stała się codzienną, dotkliwą rzeczywistością, która uderza w podstawowe potrzeby mieszkańców wielu miast. Sytuacja rozwija się dynamicznie i dotyka wszystkich bez wyjątku. Woda zanika w kranach zasilanych z publicznych wodociągów, a drastyczne opadanie poziomu wód w głębszych warstwach wodonośnych sprawia, że w zastraszającym tempie wysychają również przydomowe studnie kopane. Samorządy reagują na ten kryzys w różny sposób, często wprowadzając rozwiązania radykalne. Dla przykładu, w podwarszawskim Brwinowie (14,5 tys. mieszkańców) wprowadzono oficjalny zakaz korzystania z wody wodociągowej do celów innych niż socjalno-bytowe w godzinach popołudniowych i wieczornych, próbując w ten sposób ratować stabilność sieci przed kompletnym załamaniem spowodowanym podlewaniem trawników. Podobne, krytyczne problemy z zaopatrzeniem w wodę odnotowało Piaseczno, Józefosław i Julianów.

W Pułtusku sytuacja w ostatnich tygodniach stała się równie uciążliwa i widowiskowa.

Choć w alarmowe dzwony bito w naszym mieście już kilka lat temu, to czas, który nieubłaganie upłynął – niczym woda w Narwi, nie przyniósł oczekiwanego przełomu. Wręcz przeciwnie – ostatnie tygodnie pokazały, że czystej wody w miejskim wodociągu może zabraknąć w każdej chwili. Mieszkańcy musieli mierzyć się z nocnymi przerwami w dostawach, a gdy woda pojawiała się w instalacji, z kranów gwałtownie tryskała rdzawa, brunatno-brązowa ciecz o zapachu metalu i wyglądzie nieudanej zupy pomidorowej. Taka woda nie nadaje się ani do picia, ani do prania, ani nawet do napełnienia wanny, zmuszając odbiorców do bezproduktywnego spuszczania setek litrów brudnego surowca do kanalizacji – i to na własny, niemały zresztą koszt.

W odpowiedzi na falę powszechnego wzburzenia, Urząd Miejski w Pułtusku oraz Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji (PWiK) zaczęły publikować pospieszne komunikaty o intensywnych pracach regeneracyjnych przy miejskich ujęciach wody, płukaniu studni oraz podpisaniu umów na pilne odwierty dwóch nowych studni głębinowych na ujęciu Rybitew. Tego typu nagłe akcje idealnie obrazują znane, złośliwe przysłowie, że "jak jest pożar, to się kopie studnię". Cała infrastruktura publicznego wodociągu to przecież logiczny łańcuch połączonych ze sobą elementów: ujęć wody, stacji uzdatniania, sieci przesyłowej (czyli potężnego systemu rur) oraz końcowych odbiorców. Składając w jedną całość komentarze ekspertów, doświadczenia mieszkańców oraz oficjalne raporty z minionych lat, trudno nie odnieść wrażenia, że w Pułtusku każdy z tych elementarnych komponentów znajduje się obecnie w stanie krytycznym. Strategiczne myślenie o przyszłości zastąpiono doraźnym "gaszeniem pożarów", za co dziś płacimy brudną wodą i brakiem ciśnienia.

Można postawić naszym wodociągowcom proste pytanie:

jeśli metr sześcienny czystej, zgodnej z normami jakości wody (1000 litrów) kosztuje "x" – to jaka jest cena "wody" gęstej od rdzy? Gdzie mieszkańcy mogą wysyłać rachunki za zniszczone ubrania, które "pomidorowa" niespodziewanie zalała podczas prania?

W obliczu tak głębokich problemów z tradycyjną infrastrukturą, w przestrzeni publicznej pojawiają się pomysły na alternatywne metody zaopatrzenia w wodę.

Przykładem nowoczesnego podejścia, które zyskuje ogromną popularność, są tzw. "wodomaty". Jedno z takich urządzeń sieci "Wodomat – Zdrowa Woda" (dostępnej pod adresem wodomat.pl) sfotografowaliśmy w Warszawie, u zbiegu ulic Jana Kochanowskiego i Mieczysława Niedzielskiego "Żywiciela" na Bielanach. Automat ten oferuje wodę w cenie 60 groszy za litr, reklamując dziesięciostopniowy system oczyszczania, obejmujący filtry węglowe, odwróconą osmozę oraz lampy UV.

Za tym projektem stoi powstała niedawno spółka, której model biznesowy polega na sprzedaży automatów prywatnym inwestorom. Urządzenia te stawia się głównie z myślą o ekologii – kluczowym założeniem jest skłonienie obywateli do rezygnacji z kupowania wody w jednorazowych, plastikowych butelkach i redukcja generowania odpadów z PET. Choć to proekologiczne założenie jest w dużej mierze prawdziwe i pożyteczne, w dobie kryzysu hydrologicznego wodomaty mogą być postrzegane przez niektórych jako potencjalne awaryjne źródło zaopatrzenia. Kryje się tu jednak zasadniczy haczyk: automaty te nie posiadają własnego, niezależnego źródła podziemnego. Są one podłączane bezpośrednio do miejskiej sieci wodociągowej, czyli bazują na publicznej kranówce, którą jedynie dodatkowo filtrują na miejscu. Oznacza to, że wodomat, aby spełniać swoją funkcję, musi mieć zapewnione stabilne podłączenie do sprawnej sieci z dostatkiem czystej wody!

W Pułtusku, gdzie sieć przesyłowa boryka się z zanieczyszczeniami, tak czułe urządzenia filtracyjne prawdopodobnie uległyby natychmiastowej awarii. No i raczej wody z wodomatu, po 60 groszy za litr nie skierujemy do pralki czy zmywarki... 600 złotych za metr sześcienny... technologiczne nowinki tymczasem raczej nie dla Pułtuska.

Kryzys wodny w naszym mieście wymaga twardych, politycznych decyzji i bezkompromisowej kontroli nad miejskimi spółkami.

Na tym polu wyróżnia się zdecydowana aktywność Radnej Małgorzaty Dąbrowskiej z Rady Miasta i Gminy Pułtusk. Radna od dłuższego czasu głośno domaga się wyjaśnień i nie boi się wytykać zaniedbań. W swoim szeroko komentowanym wpisie w mediach społecznościowych zapowiedziała posiedzenie komisji (13 maja) poświęconej wyłącznie dramatycznej sytuacji z zaopatrzeniem w wodę. Radna Dąbrowska wskazała na konieczność rozliczenia wieloletnich opóźnień inwestycyjnych i postawienia prezesowi PWiK kluczowych pytań. Ta determinacja starań o dostęp do rzetelnej informacji stanowi ważny głos podnoszony w imieniu zdesperowanych mieszkańców, którzy oczekują konkretów, a nie kolejnych uspokajających komunikatów pisanych urzędowym żargonem. Zadawaliśmy ostatnio naszym Czytelnikom proste pytanie: - czy uważasz, że zarząd miejskiego wodociągu i władze urzędu miasta kontrolują sytuację zaopatrzenia mieszkańców w wodę? Wyrażanych opinii taktownie nie będziemy przytaczać - każdy może się domyślać: pułtuszczanie są rozgoryczeni, zrezygnowani i po prostu przerażeni. Co będzie, jak nadejdą letnie upały?

Aby w pełni zrozumieć, przed jakimi wyzwaniami stoją w Pułtusku wodociągowcy, warto odwołać się do historycznego przykładu z Warszawy. Bo niespodzianek w publicznym wodociągu może być więcej, niż można sobie wyobrazić. Około 2010 roku warszawskie Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji (MPWiK) zaczęło wprowadzać do rutynowych kontroli specjalistyczne, samojezdne kamery inspekcyjne. Wpuszczano je do wnętrza podziemnych rur magistralnych, aby badać ich stan techniczny od środka. Kamery te, poza oceną korozji, ujawniły jednak inną, głęboko skrywaną rzeczywistość: masowe, nielegalne "wcinki". Okazało się, że setki podmiotów, bez zawarcia umów, bez projektów i bez wnoszenia jakichkolwiek opłat pobierało gigantyczne ilości wody. W niektórych rejonach stolicy te dzikie przyłącza stanowiły aż 20% całej sieci!

Czy pułtuska spółka PWiK dysponuje dziś podobną technologią? Jaką udokumentowaną wiedzę – a nie tylko pobożne życzenia i domysły – mają nasi wodociągowcy na temat stanu technicznego rur rozprowadzających wodę pod pułtuskimi ulicami? Jakie są rzeczywiste "różnice bilansowe", czy tzw. "uchyby wodomierzowe"? Co na ten temat wiedzą nasi radni, którzy powinni sprawować nadzór właścicielski nad poprawnym funkcjonowaniem podstawowych, życiowych funkcji infrastruktury miasta?

Kto nie był na posiedzeniu Komisji Rady 13 maja 2026 roku osobiście, ten nie dowie się z oficjalnych kanałów absolutnie niczego.

Transmisja wideo z tego kluczowego spotkania jest w systemie transmisji z sali Rady Miasta absolutnie niedostępna, a w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP), gdzie obowiązkowo muszą być publikowane protokoły z obrad komisji... nie znajdziemy żadnego śladu po protokole. Oficjalne, publiczne rejestry obnażają kompromitujący stan cyfryzacji i jawności w naszym urzędzie: ostatni opublikowany w BIP protokół z posiedzeń jakiejkolwiek komisji zamieszczono 30 kwietnia 2026 roku, ale dotyczy on spotkania, które odbyło się... 3 grudnia 2025 roku! Półroczne opóźnienie w informowaniu opinii publicznej jasno pokazuje, z jakim zaangażowaniem urzędnicy dbają o to, by mieszkańcy byli na bieżąco powiadamiani o sprawach najwyższej wagi. Mętna woda w pułtuskich kranach idealnie współgra z mętną polityką informacyjną magistratu. Mieszkańcom pozostaje więc jedynie cierpliwie czekać – zarówno na czystą kranówkę, jak i na protokoły, które przeczytamy prawdopodobnie dopiero wtedy, gdy na ziemię spadnie pierwszy zimowy śnieg. A przed nami, być może, upalne lato, brak opadów i pogłębienie suszy hydrologicznej.

Do radnej Małgorzaty Dąbrowskiej kierujemy prośbę o obszerne informacje dotyczące wyników i ustaleń z ostatniego posiedzenia Komisji Rady w sprawie zaopatrzenia naszego miasta w wodę.

ZCZ


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
NAJNOWSZE EWYDANIE
Tygodnik Pułtuski nr 21
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
OtoDrobne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama