Wchodzimy w przestrzeń wypełnioną przedmiotami, które budują ten klimat, a dominują i dopełniają wystrój kwiaty i anioły, które zdają się czuwać nad każdym kątem. To nie jest "placówka opiekuńcza" – to dom, w którym czas płynie nieco wolniej, spokojnie, dając równe miejsce przeróżnym zajęciom rekreacyjnym i rehabilitacyjnym. A sercem całego mechanizmu jest Sylwia Ochenkowska – kobieta, która z opieki nad drugim człowiekiem uczyniła swoją życiową misję.
"Moi Dziadkowie"
Spotykamy się w salonie, gdzie na ścianie widnieje wymowny napis: "Dom jest tam, gdzie kochamy" (Where we love is HOME). Sylwia uśmiecha się choć wiem, że jej praca to codzienny poligon emocjonalny. Przed zadaniem pierwszego pytania jest dla mnie jasne, że Marion, nazywany "Domem pod Dobrym Aniołem", to miejsce, które powstało z potrzeby serca. Zwłaszcza w ostatnich dniach mieliśmy okazję przekonać się, jak ważne jest to, co robią ludzie mający potrzebę pomagania. Jednocześnie wiem, że Marion dziś mierzy się z wyzwaniami, o których rzadko mówi się głośno – trudami znalezienia ludzi, dla których praca z seniorem to coś o wiele więcej niż tylko "idę do pracy na osiem godzin". Zapraszamy do lektury rozmowy, która odsłania kulisy życia Seniorów w Gzowie.
Tygodnik Pułtuski (TP): Pani Sylwio, Marion to "Dom pod Dobrym Aniołem". Skąd wzięła się ta nazwa i jaka osobista historia stoi za decyzją, by stworzyć miejsce opieki dla seniorów właśnie tutaj, w Gzowie?
Sylwia Ochenkowska (SO):
Ta nazwa nie wzięła się z przypadku. Tak naprawdę wymyślił ją mój mąż – mówił, że jestem aniołem dla tych ludzi. Często słyszę to również od rodzin moich podopiecznych; mówią, że jestem dla ich bliskich kimś, kto czuwa i daje poczucie bezpieczeństwa. To bardzo piękne słowa, które mocno mnie budują i dodają sił. W gruncie rzeczy jest w tym dużo prawdy, bo ta praca to przede wszystkim bycie przy drugim człowieku – troska, cierpliwość i serce. Opieką zajmuję się od kilkunastu lat; to dla mnie nie tylko praca, ale drugie życie. Nazwa stała się więc czymś bardzo osobistym i wyjątkowym.
TP: Co jest dla Pani najważniejsze, gdy rano wchodzi Pani do Mariona? Jaki widok daje Pani poczucie, że to, co Pani robi, ma głęboki sens?
SO: Najważniejsze jest dla mnie poczucie, że moi podopieczni są spokojni, bezpieczni i otoczeni troską. Ich uśmiech i spokój serca dają mi pewność, że to, co robię, ma sens. Z wdzięcznością przyjmuję każdy kolejny dzień, który możemy przeżyć razem.
TP: Gdyby miała Pani szczerze i "bez lukru" opisać jeden dzień z życia opiekunki w Marionie – jak on wygląda? Z jakimi wyzwaniami te kobiety muszą się mierzyć?
SO: Dzień zaczyna się wcześnie – od porannej pomocy w higienie, karmienia i podawania leków. Ale mówiąc o "braku lukru", musimy spojrzeć prawdzie w oczy. Ta praca to także codzienność, o której rzadko mówi się wprost. O ile niemal każda kobieta z naturalną łatwością przechodzi przez zmianę pieluszki swojemu dziecku, o tyle opieka nad seniorem wymaga wejścia na wyższy poziom empatii i przełamania pewnych barier. Nie każdy jest gotów zmierzyć się ze starością, która bywa fizycznie trudna. Nasza praca to codzienna, intymna pielęgnacja: mycie, przebieranie, smarowanie obolałych czy zmienionych chorobą ciał, dbałość o to, by zapobiegać odleżynom. To wszystko wymaga niezwykłej delikatności i szacunku do drugiego człowieka. Właśnie dlatego tak wielu bliskich powierza nam opiekę nad swoimi seniorami – bo sami, mimo ogromnej miłości, nie byliby w stanie udźwignąć tego ciężaru fizycznego i logistycznego. Opiekunka w Marionie, choć nie jest personelem medycznym w ścisłym tego słowa znaczeniu, musi mieć w sobie "gen anioła". To trochę jak bycie matką dla kogoś, kto w swojej kruchości może liczyć wyłącznie na Twoją dobroć, oddanie i odpowiedzialność. Mamy w zespole fizjoterapeutkę, panią Magdę, oraz terapeutkę zajęciową, panią Paulinę, które dbają o ducha i ciało. O bezpieczeństwo medyczne naszych mieszkańców dba wykwalifikowana pielęgniarka, obecna w Domu całodobowo, która czuwa nad procesem leczenia i kondycją zdrowotną podopiecznych. Dzięki temu opiekunki mają zawsze profesjonalne wsparcie merytoryczne w codziennej pracy przy łóżku. Staram się, aby każdy dzień był dobrze zorganizowany, a to właśnie ta codzienna, cicha praca przy podopiecznym, wspierana wiedzą medyczną, buduje nasze relacje.
TP: Często słyszy się, że do tej pracy trzeba mieć "to coś". Czym dla Pani jest to mityczne "powołanie" w opiece? Czy można się tego nauczyć?
SO: To praca, której kręgosłupem jest szacunek, która wymaga ogromnej empatii, cierpliwości i wrażliwości na drugiego człowieka. Wiele umiejętności technicznych można nabyć w trakcie nauki czy pracy, ale najważniejsze pozostaje podejście do ludzi i chęć niesienia pomocy – dla mnie to misja. Znalezienie takich pracowników bywa trudne, bo wiąże się to z ogromną odpowiedzialnością, a nie każdy ma tego świadomość. To piękna, ale wymagająca droga, która potrzebuje ludzi z sercem. Mieszkańcy nie lubią częstych zmian, to nie jest zajęcie "na chwilę".
TP: Jako właścicielka ponosi Pani pełną odpowiedzialność za bezpieczeństwo mieszkańców. Jakie cechy u pracownika są dla Pani absolutnie dyskwalifikujące?
SO: Szczególnie niepożądane są brak empatii i wrażliwości, ponieważ seniorzy wymagają zrozumienia. Dyskwalifikujące są także brak cierpliwości, agresja, obojętność czy nieodpowiedzialność, które mogą zagrażać bezpieczeństwu. Równie ważna jest umiejętność pracy z ludźmi – jej brak utrudnia wykonywanie tego zawodu. Zdarza się, że muszę być stanowczym szefem, bo dobro mieszkańców i dobre imię domu są wartością nadrzędną. Ważne jest egzekwowanie zasad, choć kluczowe pozostają szacunek i sprawiedliwe podejście do personelu.
TP: Jak radzi Pani sobie z emocjami, gdy pracownica, która odeszła bo nie sprostała tym wymaganiom, w swoim rozczarowaniu próbuje uderzać w Panią osobiście?
SO: Staram się zachować spokój i profesjonalizm. Jestem po długiej terapii, która nauczyła mnie, jak radzić sobie w trudnych momentach i zachować równowagę. Zawsze powtarzam, że dobro wraca, a prawda się obroni – tylko czasem potrzeba na to czasu.
TP: Marion to nie mury, to ludzie. Czy jest jakaś historia podopiecznego, która szczególnie zapadła Pani w pamięć?
SO: Tak, historia pewnego pilota, człowieka światowego i znanego, który – kiedy z nami zamieszkał, początkowo był pełen żalu i arogancji. Ta relacja nauczyła mnie jeszcze większej pokory, bo zrozumiałam, że za trudnym zachowaniem często kryje się samotność. W ostatnich dniach jego życia nastąpiła w nim ogromna zmiana – stał się spokojniejszy i wdzięczny. To pokazało mi, jak wielką siłę ma obecność i rozmowa.
TP: Jak buduje się zaufanie z rodzinami seniorów?
SO: Na szczerości i stałym kontakcie. Staramy się zawsze znaleźć czas, by odpowiedzieć na pytania i rozwiać wątpliwości. Zaufanie rodzi się naturalnie, gdy rodzina widzi zarówno profesjonalizm opieki medycznej, jak i serce wkładane w codzienną opiekę.
TP: Czego moglibyśmy Pani życzyć? Jakiego wsparcia najbardziej potrzebuje dziś Marion?
SO: Potrzebujemy zrozumienia i docenienia tego, jak ważną pracę wykonujemy. Każde dobre słowo ma ogromne znaczenie. Dom jest otwarty na społeczność – nasi mieszkańcy kochają gości, dlatego zapraszamy szkoły, koła gospodyń czy przedszkola. Chciałabym też podziękować księdzu proboszczowi oraz szkole w Dzierżeninie za ich obecność i serce.
TP: A co powiedziałaby Pani kobietom, które myślą o pracy w opiece?
SO: Jeśli czujesz potrzebę pomagania i masz wrażliwość na drugiego człowieka, to może być Twoja droga. To praca pełna sensu, która uczy tego, co w życiu naprawdę ważne.
Refleksja redakcyjna: Czy masz w sobie "Gen Dobrego Anioła"?
Przykład, który często przytacza Sylwia, doskonale obrazuje istotę problemu: opiece nad seniorami to nie jest alternatywny pomysł na pracę. Jeśli ktoś poszukując zajęcia zastanawia się: "a może pójść na kasę w supermarkecie? a może załatwić sobie jakąś pracę w biurze? a może pracować w domu opieki dla dziadków?..." to ma poważne szanse na rozczarowanie. Z całym szacunkiem dla handlu, biur i podobnych zajęć zawodowych: tam raczej nie oczekuje się pracowników z poczuciem misji i poświęcania się dla dobra drugiego człowieka. Opiekun lub opiekunka w domu seniora (właścicielka Mariona powiedziała nam, że w jej Domu starsze panie mniej krępują się przy opiekunkach, z kolei panowie też wolą być zaopiekowani przez kobiety), to zupełnie inna kategoria zawodowego spełnienia. Jeśli kandydat szuka zajęcia, które po prostu pozwoli "przetrwać" 8 godzin bez emocjonalnego zaangażowania, rzeczywistość domu opieki szybko to zweryfikuje. Tu oczywiście szuka się rąk do pracy, ale kluczowe jest serce, które udźwignie ciężar cudzej starości.
Problem pozyskania osób do opieki, z którym mierzy się większość takich domów jak Marion, często wynika właśnie ze zderzenia braku powołania z twardą rzeczywistością obowiązków. Osoby, które nie czują misji, odchodzą rozgoryczone, zapominając, że w Marionie najwyższą wartością jest godność i dobrostan seniora, i to winno być podstawą satysfakcji pracowników, począwszy od opiekunek i całodobowego nadzoru pielęgniarskiego, przez rehabilitantkę, terapeutkę zajęciową, pracownice kuchni – po pracowników obsługi technicznej.
Marion oferuje coś, czego nie da żadna korporacja: wdzięczność, która ma twarz konkretnego człowieka, anegdoty, których nie usłyszysz nigdzie indziej, i poczucie, że Twój dzień naprawdę zmienił czyjeś życie. Dla pracowników z daleka czeka nawet możliwość zamieszkania – bezpieczna przystań dla tych, którzy chcą zacząć od nowa.
Zanim wybierzesz numer do Sylwii, rozglądając się za pracą, zrób krótki "Test Dobrego Anioła":
Czy widok uśmiechniętej starszej osoby daje Ci więcej satysfakcji niż poprawnie wypełniona tabela w Excelu?
Czy potrafisz cierpliwie, z uśmiechem wysłuchać historii, która jest opowiadana po raz trzeci tego samego dnia?
Czy szukasz miejsca, w którym Twoje imię będzie kojarzone z pomocą i dobrocią, a nie tylko z tym, że tam "przychodzisz do pracy?
Jeśli na wszystkie pytania odpowiedziałaś "tak", Marion czeka na Ciebie z otwartymi ramionami i zapachem domowego obiadu. Czeka bardzo odpowiedzialna i ciężka praca, której efekty potrafią uszczęśliwiać - bo tutaj opieka to nie zawód – to sposób na życie.
Dziękujemy Pani Sylwii Ochenkowskiej za spotkanie i rozmowę. ZCZ










