Sprawa rzekomych nieprawidłowości w Szkole Podstawowej nr 3 w Pułtusku ciągle jest tematem burzliwych rozmów w pułtuskiej przestrzeni społeczno - medialnej. Pisaliśmy o tym w poprzednim numerze: rodzice podnieśli alarm, dyrekcja i pracownicy placówki odpowiedzieli stanowczo: naruszane są nasze dobra osobiste! Na tle emocjonalnych dyskusji o bezpieczeństwie dzieci i wytkniętego braku wsparcia, toczy się równolegle spór o granice słowa. Gdzie kończy się prawo rodzica do troski, a zaczyna zniesławienie nauczyciela?
Wyjaśniamy zawiłości kodeksu karnego na przykładzie "Trójki".
Nikt nie chce być pomawiany o rzeczy, których nie zrobił. W zawodzie nauczyciela, opartym na zaufaniu i autorytecie, oskarżenia o zaniedbania są szczególnie bolesne. Dyrektor Izabela Trzcińska w oficjalnych komunikatach podkreśla, że kontrola kuratorium nie stwierdziła uchybień proceduralnych, a zalecenia mają charakter ogólny. Z drugiej strony mamy rodziców, którzy czują, że bezpieczeństwo ich dzieci jest zagrożone w klasie, gdzie na 24 uczniów przypada czworo dzieci z orzeczeniami o autyzmie i jeden nauczyciel wspomagający. Czują i wyraźnie to zgłaszają – a w odpowiedzi pojawia się widmo odpowiedzialności za przestępstwo opisane w artykule 212 kodeksu karnego – czyli przepisów o zniesławieniu.
Czym jest zniesławienie w świetle prawa?
Zgodnie z art. 212 § 1 kk, zniesławienie (pomówienie) polega na przypisaniu komuś takiego postępowania lub właściwości, które mogą poniżyć tę osobę w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu. Jeśli rodzic publicznie zarzuca nauczycielowi np. celowe ignorowanie agresji czy brak kompetencji, a nie ma na to dowodów, naraża się na odpowiedzialność karną. Warto wiedzieć, że jeśli takie oskarżenia padają w internecie (środki masowego komunikowania), sprawcy grozi nawet do roku pozbawienia wolności (art. 212 § 2 kk). Warto wiedzieć, że o ile znieważenie nauczyciela (np. użycie wobec niego wulgaryzmów) jest ścigane z urzędu, o tyle zniesławienie (czyli oskarżenie o konkretne czyny, które niszczą dobrą opinię) nadal odbywa się w trybie oskarżenia prywatnego. Nauczyciel w przypadku pomówień z art. 212 § 2 kk, będąc funkcjonariuszem publicznym, sam (często przy wsparciu dyrekcji) musi wystąpić do sądu, by bronić swojego imienia.
Kiedy "zniesławienie" nie jest przestępstwem?
Kluczem do zrozumienia każdej sytuacji podobnej do tej w SP3 jest jednak artykuł 213 kodeksu karnego. To on stanowi tarczę dla osób, które mówią prawdę w interesie publicznym. Prawo mówi jasno: nie popełnia przestępstwa zniesławienia ten, kto publicznie podnosi prawdziwy zarzut dotyczący osoby pełniącej funkcję publiczną (a nauczyciel podczas pracy nim jest) lub służący obronie społecznie uzasadnionego interesu.
Jeśli więc rodzice twierdzą, że "sytuacja w klasie jest trudna" i podpierają to konkretami – np. faktem, że przez pewien czas brakowało asystenta nauczyciela (co potwierdziła dyrekcja, wskazując na przerwę) – to mówią o faktach. Jeżeli zarzuty oparte są na dającej się zweryfikować prawdzie, to nawet jeśli są dla szkoły bolesne, nie mogą być uznane za zniesławienie. Czyli jeśli podajemy prawdę, to możemy "równo pojechać" po osobie pełniącej funkcje publiczne? To zależy, jak to zrobimy...
Forma ma znaczenie: pułapka artykułu 214
Nawet jeśli rodzic ma rację i sytuacja w szkole obiektywnie wymaga naprawy, nie może on sformułować swoich uwag w dowolny sposób. Tu wkracza art. 214 kk. Mówi on, że prawdziwość zarzutu nie zwalnia z odpowiedzialności za zniewagę. Dla laika oznacza to tyle: możesz napisać prawdę, że w szkole brakuje kadry wspomagającej, ale jeśli nazwiesz przy tym nauczyciela lub dyrektora słowem powszechnie uznanym za obelżywe, nadal możesz stanąć przed sądem. Prawda merytoryczna nie jest "przepustką" do używania wulgarnego języka czy poniżania drugiego człowieka.
Ryzyko powództwa wzajemnego
Oburzenie funkcjonariuszy publicznych (nauczycieli, urzędników), którzy czują się zniesławieni i grożą rodzicom sądami, może być obosiecznym mieczem. Niestety często obserwujemy sytuację, w której mieszkaniec, słusznie zarzucając urzędnikom błędy słyszy w odpowiedzi "czujemy się zniesławiani". To oczywiste uciekanie od odpowiedzialności i zastraszanie. Który zwykły Kowalski nie będzie miał obaw, że go urzędnicza machina zawlecze przed trybunał? Jeśli jednak mieszkaniec, lub w omawianym przypadku rodzic, oskarżony przez szkołę o zniesławienie, udowodni przed sądem, że jego zarzuty były oparte na prawdzie, sytuacja prawna może się odwrócić. Oskarżony o kłamstwo rodzic, który wykazał swoją rację i prawdziwość sformułowanych przez siebie zarzutów, może poczuć się pomówiony przez funkcjonariusza o to, że "bezzasadnie przypisano mu czyn karalny" (czyli kłamstwo). To dziwna, ale nieodosobniona sytuacja "pomówienia o pomawianie". W takiej sytuacji może dojść do powództwa wzajemnego. To scenariusz, w którym osoba "broniąca swojego dobrego imienia" sama może zostać skazana, jeśli jej oskarżenia wobec mieszkańca okazały się bezpodstawne.
Staropolskie powiedzenie "bodaj byś cudze dzieci uczył"
Zwane niekiedy "nauczycielskim przekleństwem", w dosadny sposób oddaje ogromny ciężar i częstą niewdzięczność tego zawodu. Sugeruje ono, że branie odpowiedzialności za rozwój i zachowanie młodych ludzi, nad którymi nie ma się naturalnej więzi rodzicielskiej, to jedna z najtrudniejszych ról społecznych, wymagająca tytanicznej cierpliwości. W dzisiejszych realiach brzmi to jak gorzka przestroga, przypominająca, że praca pedagoga to nieustanny taniec między wysokimi oczekiwaniami otoczenia a brakiem zrozumienia dla trudów pracy. Pracy nie tylko wyłącznie polegającej na przekazywaniu wiedzy – mówimy też o pracy z cudzymi emocjami i charakterami.
Refleksje na koniec
Próby wyciszania afer i kneblowania publicznych głosów poprzez zastraszaniem pozwem o zniesławienie to niestety dość powszechna praktyka. Bywało, i to nie raz, że gdy w naszym mieście rozchodziła się informacja o kontrowersyjnych sprawach, w których pojawiały się nazwiska znane w Pułtusku, to zanim jeszcze zabraliśmy się do pisania, już dzwoniły w redakcji telefony, żeby absolutnie niczego nie opisywać, bo... zostaniemy pozwani o zniesławienie. Jak zatem opisywać rzeczywistość, często niewygodną dla kogoś ważnego? Sytuacja w SP3 pokazuje, jak cienka jest granica między walką o dobro dziecka a naruszaniem cudzej godności. Dla funkcjonariuszy i nauczycieli wydaje się bardzo znaczące przyznanie, że "sytuacja jest niezwykle trudna", jak zrobiła to dyrekcja szkoły. Jednak zamiast zasłaniać się wyłącznie brakiem uchybień proceduralnych, warto czasem uznać subiektywny lęk rodziców za fakt, z którym trzeba pracować. Przyznanie się do błędów lub ograniczeń kadrowych to nie słabość, a fundament do odbudowania zaufania. Stawianie rodzicom zarzutu o zniesławianie nie wydaje się właściwym działaniem w zestawieniu z zaleceniami kuratorium, zwłaszcza w kwestii "poprawy relacji szkoły z rodzicem".
Ważne dla rodziców: ważcie słowa. Skupiajcie się na faktach i dokumentowaniu nieprawidłowości, unikając osobistych wycieczek i inwektyw. Nie zakładajcie z góry złych intencji, niekompetencji i wrogości. Emocje są uzasadnione, gdy chodzi o bezpieczeństwo dzieci, ale to chłodna argumentacja i dowody są najlepszą ochroną przed artykułem 212.
W sporze o "Trójkę" chodzi o to, jak oddzielić merytoryczną troskę od emocjonalnej agresji.
ZCZ











