Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 7 lutego 2026 11:30
Reklama

Podziemna bomba pod obwodnicą Pułtuska

Czy urzędnicy przeoczą 200 tysięcy ton toksycznych odpadów?
Takie odpady z oczyszczalni ścieków, ogromnie toksyczne, trafiały w różne miejsca gminy Pokrzywnica, a potem znikały bez śladu. Być może pod ziemią, być może właśnie w miejscach, gdzie teraz budują obwodnicę (zdjęcie z naszego archiwum).
Takie odpady z oczyszczalni ścieków, ogromnie toksyczne, trafiały w różne miejsca gminy Pokrzywnica, a potem znikały bez śladu. Być może pod ziemią, być może właśnie w miejscach, gdzie teraz budują obwodnicę (zdjęcie z naszego archiwum).

Budowa obwodnicy Pułtuska, kluczowej inwestycji drogowej dla regionu, stała się tłem dla jednego z największych skandali ekologicznych ostatnich lat. Choć maszyny budowlane pracują, pod ich kołami kryje się gigantyczna, toksyczna tajemnica. Stowarzyszenie "Nasza Narew" bije na alarm: pod ziemią spoczywa ponad 111 tysięcy metrów sześciennych niebezpiecznych odpadów. Tymczasem urzędowe pisma zdają się sugerować, że problem jest marginalny lub dotyczy jedynie "historycznych zanieczyszczeń". Gdzie leży prawda i dlaczego służby ochrony środowiska dotąd nie zajrzały do kluczowych akt prokuratorskich?

Sprawa nabrała tempa na najwyższych szczeblach państwowych na początku 2026 roku. 7 stycznia do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wpłynął wniosek Stowarzyszenia "Nasza Narew", w którym Prezes Stanisław Wasilewski alarmował o zagrożeniu dla rzeki Narwi. Reakcja była błyskawiczna – już dwa dni później, 9 stycznia 2026 r., KPRM przekazała sprawę do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Następnie, 16 stycznia 2026 r., Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) skierował wniosek o interwencję do Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska (MWIOŚ), nakazując weryfikację i wyjaśnienie sprawy do 23 stycznia.

Urzędowy optymizm i podziemna rzeczywistość

Odpowiedź MWIOŚ z 21 stycznia 2026 r. mogłaby sugerować, że sytuacja jest pod kontrolą. Inspektorat opisuje w niej działania podejmowane od 2022 roku, wspominając o niewielkich "powierzchniowych" zanieczyszczeniach substancjami ropopochodnymi na etapie prac projektowych. Co więcej, MWIOŚ podkreśla, że w sierpniu 2025 r. przeprowadzono oględziny terenu przy użyciu drona, który... nie wykrył żadnych odpadów na powierzchni ziemi.

Dla Stowarzyszenia "Nasza Narew" taka argumentacja jest nie do przyjęcia. Jak wskazuje Stanisław Wasilewski w swojej odpowiedzi, szukanie dronem odpadów ukrytych pod grubą warstwą ziemi maskującej jest działaniem z gruntu nieskutecznym. Stowarzyszenie udostępniło naszej Redakcji treść wniosku, jaki skierowało do Mazowieckiego Inspektora Ochrony Środowiska, w którym czytamy:

"SKŁADAM WNIOSEK o pilne podjęcie przez MWIOŚ działania, polegającego na 

- wystąpieniu do Prokuratury Rejonowej w Pułtusku o dostęp do akt sprawy: sygn. 4027-0 Ds.107.2024, w której postanowienie o wszczęciu śledztwa w dniu 16 stycznia 2024 r. wydała Prokurator Rejonowy Monika Kosińska-Kaim, w sprawie kwalifikowanej z art. 183 § 1 k.k.

- szczegółowej analizie dokumentów zgromadzonych w sprawie, a w szczególności raportu, opracowanego na zlecenie wykonawcy prac budowlanych obwodnicy Strabag sp. z o.o. przez Remea sp. z o.o. , datowanego na luty 2024 r."

Liczby, które przerażają: 111 000 metrów sześciennych trucizny

Istotą sporu jest skala znaleziska, którą MWIOŚ zdaje się bagatelizować, opierając się na informacjach o "historycznym zanieczyszczeniu" sprzed 2007 roku. Stowarzyszenie "Nasza Narew" dysponuje jednak porażającymi danymi z raportu przygotowanego w lutym 2024 r. przez specjalistyczną spółkę Remea na zlecenie wykonawcy obwodnicy.

Z analizy przeprowadzonej przez jedenastu naukowców i wspartej dziesiątkami odwiertów wynika, że:

- Objętość ukrytych w ziemi odpadów wynosi aż 111 282,2 m³.

- Biorąc pod uwagę gęstość nasypową, mowa o około 200 000 ton niebezpiecznych substancji.

- Warstwa odpadów ma grubość od 8 do ponad 16 metrów. 

- Pobrane próbki charakteryzowały się drażniącym zapachem i zielonawą barwą, co pozwoliło zaklasyfikować je jako odpady niebezpieczne (kod 17 09 03*).

Nikomu z naszych Czytelników, śledzących od miesięcy opisywaną sprawę nie musimy przypominać: to gigantyczne składowisko znajduje się zaledwie 300 metrów od brzegu Narwi. Możemy być pewni, że trucizny przenikają do wód rzeki, a z Zalewu Zegrzyńskiego wodociągiem północnym czerpie wodę blisko 1,5 miliona mieszkańców aglomeracji warszawskiej.

Apel o prawdę: Akta Prokuratury kluczem do sprawy

Stowarzyszenie "Nasza Narew" w swoim ostatnim wystąpieniu do MWIOŚ stawia sprawę jasno: urzędy nie mogą udawać, że problemu nie ma, tylko dlatego, że odpady są głęboko pod ziemią. Kluczowe dowody znajdują się w Prokuraturze Rejonowej w Pułtusku, która od 16 stycznia 2024 r. prowadzi śledztwo w tej sprawie (sygn. 4027-0 Ds.107.2024). W piśmie do Inspektoratu Stowarzyszenie pisze wprost:

 

 "Katastrofalny problem, z którym Stowarzyszenie Nasza Narew zwróciła się do Premiera RP i do Urzędu Marszałkowskiego, dotyczy nielegalnego składowiska, ujawnionego po rozpoczęciu zasadniczych prac budowlanych na przełomie 2023/2024 przez Strabag – wykonawcę robót. (...) Stowarzyszenie Nasza Narew oczekuje od MWIOŚ wnikliwego zapoznania się z przywołanym wyżej materiałem dowodowym, pozostającym w aktach sprawy Prokuratury Rejonowej w Pułtusku".

 

Co dalej z obwodnicą i Narwią? 

 

Obecnie sytuacja wygląda na impas urzędniczy. MWIOŚ w swoich wyjaśnieniach z 21 stycznia 2026 r. informuje o "planie remediacji zatwierdzonym przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska" (RDOŚ), który ma zakończyć się do końca 2026 roku. Plan ten przewiduje m.in. usunięcie warstwy gleby do 25 cm oraz "remediację wgłębną" za pomocą mieszanek cementowo-popiołowych. To oznacza wprost: nie zamierzamy wydobyć, wywieźć i unieszkodliwić 200 tysięcy ton niebezpiecznych odpadów – planujemy pozostawić je w ziemi... Jednak zdaniem społeczników, proponowane metody mogą być niewystarczające wobec skali odkrycia opisanego w raporcie Remea. Czy przykrycie ogromnego złoża toksycznych odpadów betonem zatrzyma odciekanie trucizny do Narwi - czy to jedynie próba "zamiecenia pod dywan" gigantycznego problemu ekologicznego? 

Plan "remediacji" ustalono dla "odpadów powierzchniowych". Próbujemy to zrozumieć: - wyobraźmy sobie pacjenta, który skaleczył się w palec, a w tym samym czasie doznał wylewu krwi do mózgu i rozległego zawału serca. Jakie ma szanse na przeżycie, jeśli lekarze zdecydowali jedynie o naklejeniu plasterka na skaleczenie?

Prezes Stanisław Wasilewski zapowiada, że stowarzyszenie nie odpuści tematu. "Nasza Narew" czeka obecnie na informacje o wynikach kontroli dokumentów w Prokuraturze i zapowiada dalszą walkę o bezpieczeństwo mieszkańców i czystość rzeki, włącznie z przeniesieniem sporu na poziom Komisji Europejskiej. Sprawa obwodnicy Pułtuska to już nie tylko kwestia nowej drogi – to test dla państwowych służb ochrony środowiska: czy staną po stronie przyrody i obywateli, czy utoną w gąszczu powierzchownych procedur.

Do tematu będziemy wracać.
RED.

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
NAJNOWSZE EWYDANIE
Tygodnik Pułtuski
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
OtoDrobne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama