Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 stycznia 2026 16:30
Reklama

Czy Sobolewo nas czegoś nauczyło?

Sumienie na łańcuchu

W ostatnich dniach media społecznościowe i ogólnopolskie serwisy informacyjne zapłonęły. Wszystko za sprawą bezkompromisowej akcji prozwierzęcej, której twarzą stała się Dorota "Doda" Rabczewska, a którą ramię w ramię wsparł poseł Łukasz Litewka. Ich wspólna walka o godność tych, którzy sami o pomoc nie poproszą, doprowadziła do wydarzenia przełomowego: zamknięcia schroniska w Sobolewie. Dla postronnego obserwatora to tylko kolejny news, dla tysięcy psów – koniec wieloletniego koszmaru.

O patologiach w Sobolewie wiedzieli wszyscy, którzy chcieli wiedzieć. To miejsce, prowadzone przez prywatnego przedsiębiorcę, nastawionego na zysk, od lat cieszyło się ponurą sławą. Psy tam nie "mieszkały" – były tam głodzone, wegetowały, chorowały, umierały w męczarniach, a według wielu relacji były wręcz systemowo uśmiercane. Nie bez powodu do miejsca tego przylgnął najstraszniejszy z możliwych przydomków: "Auschwitz dla psów".

Warto w tym miejscu uderzyć się w piersi i przypomnieć fakty, o których niektórzy woleliby zapomnieć. Jeszcze nie tak dawno bezdomne czworonogi odławiane na terenie Pułtuska również trafiały właśnie do Sobolewa. Przez lata nasze publiczne pieniądze finansowały haniebny proceder, a psy z naszych ulic stawały się więźniami tego piekła. Jeśli dziś Pułtusk nie miał już podpisanej umowy z tą placówką, to raczej nie stało się to dzięki nagłemu przypływowi empatii urzędników, lecz dzięki tytanicznej pracy, determinacji i ogromnym naciskom lokalnych wolontariuszy oraz fundacji. To oni, kładąc na szale własny czas i emocje, wykrzyczeli prawdę, której w urzędowych gabinetach długo nie chciano słyszeć.

Mentalność urzędnicza zmienia się opornie, ale w tym mroku widać wreszcie światło w tunelu. Zaczynamy rozumieć, że dobrostan zwierząt nie jest "fanaberią miłośników piesków", ale miarą naszego człowieczeństwa. Jednak problem nie kończy się na bramach schronisk. On zaczyna się na naszych podwórkach.

Jako Redakcja, poruszeni sygnałami o psach "właścicielskich" cierpiących w czasie ostatnich mrozów, zwróciliśmy się do kilku urzędów z konkretnym pytaniem: czy uwiązanie psa do starego pługa za stodołą, czy rozpadającej się na podwórku budy, na kilkunastostopniowym mrozie, bez żadnej osłony, to znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem? Zapytaliśmy też, co my – jako sąsiedzi, obywatele – powinniśmy w takiej sytuacji zrobić.

Jako pierwsze na nasze pytania odpowiedziało Biuro Prasowe Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, a treść wyjaśnień raczej nie pozostawia złudzeń:

"Panie Redaktorze, MSWiA dostrzega wagę kwestii dotyczącej sprawowania właściwej opieki nad zwierzętami, która jest obowiązkiem właściciela wynikającym z ustawy o ochronie zwierząt. Zgodnie z art. 9 ustawy o ochronie zwierząt, kto utrzymuje zwierzę domowe, ma obowiązek zapewnić mu pomieszczenie chroniące je przed zimnem, upałami i opadami atmosferycznymi, z dostępem do światła dziennego, umożliwiające swobodną zmianę pozycji ciała, odpowiednią karmę oraz stały dostęp do wody. Niewłaściwe sprawowanie takiej opieki, trzymanie zwierząt na mrozie i opadach bez możliwości schronienia i ogrzania się, bez dostępu do posiłków i wody, może ewentualnie wypełniać znamiona znęcania się, za co grozi kara nawet do trzech lat pozbawienia wolności.

Natomiast kwalifikacja prawna czynu uzależniona jest od indywidualnej oceny danej sprawy. W przypadku uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa tego rodzaju zawiadomienie można zgłosić do najbliższej jednostki Policji lub pod nr 112. Dodatkowo, w ramach Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa dostępnej pod adresem https://mapy.geoportal.gov.pl/iMapLite/KMZBPublic.html, wśród kategorii zdarzeń możliwych do zgłoszenia online są również przypadki znęcania się nad zwierzętami. Aplikacja została stworzona, aby zdecydowanie poprawić komunikację i przekazywanie informacji pomiędzy obywatelami a Policją. Każdy mieszkaniec, który w swoim najbliższym otoczeniu dostrzega niepokojące zjawisko wymagające interwencji, może zamieścić na mapie jego dokładną lokalizację i opis. Przypominamy, że w okresie zimowym właściciele zwierząt powinni wykazać się szczególną troską, ponieważ mrozy mogą stanowić realne zagrożenie dla zdrowia i życia zwierząt.

 

Czy to wystarczy? Prawo to tylko litery na papierze. Prawdziwa zmiana zachodzi wtedy, gdy przestajemy odwracać wzrok. Sobolewo zostało zamknięte, bo ktoś przestał milczeć. Może czas, byśmy i my na naszym lokalnym podwórku przestali godzić się na "tradycję" psa na łańcuchu przy pługu. Bo mróz nie wybiera, a sumienia – w przeciwieństwie do psa – nie da się uwiązać na stałe.

Ta zmiana świadomości idzie jednak znacznie dalej i dotyczy nie tylko łańcuchów, ale i naszej rozrywki. Kolejne polskie miasta, jak Wrocław czy Radom, podejmują odważne uchwały o całkowitym, całorocznym zakazie odpalania fajerwerków – zarówno na terenach publicznych, jak i prywatnych. Choć w Szklarskiej Porębie wojewoda dolnośląski uchylił taką uchwałę (głównie ze względów proceduralnych), kierunek zmian jest nieodwracalny.

Argumenty samorządowców i ekologów są mocno osadzone w prawie. Ustawa o ochronie przyrody jasno zakazuje bowiem umyślnego płoszenia wolno żyjących zwierząt. Huk petard dla ptaków czy leśnej zwierzyny to nie zabawa, lecz śmiertelne zagrożenie. Czy zatem potrafimy cieszyć się wolnością i świętami bez terroryzowania innych istot? Domyślam się komentarzy oburzonych zakazami odpalania fajerwerków argumentujących, że to zamach na ich wolności obywatelskie. Komentarz do takich pretensji jest prosty: Tak – masz prawo do wolności, jak każdy. A Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się moja wolność. Tam, gdzie zaczyna się wolność innych – ludzi, psów, ptaków. Zbuduj sobie dźwiękoszczelny bunkier, kup tonę fajerwerków, zaproś znajomych przed którymi chcesz się popisać fantazją i swoim bogactwem – i bawcie się dobrze, jednak w takiej sytuacji proponowałbym nie zrzucać kosztów leczenia, rehabilitacji i protetyki na NFZ.

A tak na poważnie: dane Głównego Urzędu Statystycznego i Stowarzyszenia Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki zwalają z nóg: w latach 2024 i 2025 co roku fajerwerki kupowało ponad 9 milionów Polaków, a kupiliśmy ich ponad 13 milionów sztuk... Do września 2025 r. zaimportowano do Polski ponad 42.000,- ton fajerwerków! Co roku puszczamy z dymem od 500 do 700 milionów złotych. Kto bogatemu zabroni? Do tego oczywiście Polacy budują chińską gospodarkę – brawo my! Wiesz o tym, że po zabawie fajerwerkowej stężenie pyłów zawieszonych nad polskimi miastami przekracza dopuszczalne normy od 1000% do 3000%? Kolorowe iskry na niebie to trujące związki baru, strontu, litu, a do tego tony rozpylonego mikroplastiku. Na zdrowie.

Przykład Sobolewa pokazuje, że presja społeczna ma sens. Może czas by i w Pułtusku refleksja nad losem braci mniejszych na stałe zagościła w urzędowych decyzjach i naszych domach. Powtórzę zatem raz jeszcze: sumienia – w przeciwieństwie do psa – nie da się uwiązać na stałe. A empatię, współczucie i współodpowiedzialność bardzo trudno ująć w treści ustaw i rozporządzeń.

ZCZ


Podziel się
Oceń

Reklama
NAJNOWSZE EWYDANIE
Tygodnik Pułtuski
Reklama
Reklama
Reklama
OtoDrobne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama