KRZYSZTOF PIEKARSKI:
- Wyspecjalizowaliśmy się w działalności edukacyjnej, kulturalnej i sportowej. Jeśli chodzi o sportową, mam tu na myśli BIEGI IRENY SZEWIŃSKIEJ, od kilku lat międzynarodowe, przyciągające zawodników polonijnych.
GRAŻYNA MARIA DZIERŻANOWSKA:
OK, ale zacznijmy naszą rozmowę od DIALOGU GWAR, proszę.
Projekt DIALOG GWAR wymyśliłem i napisałem wczesną wiosną ubiegłego roku. I tak sobie leżał z różnych powodów. I nagle okazało się, że Instytut Rozwoju Języka Polskiego im. św. Maksymiliana Marii Kolbego ogłosił konkurs, w którym mógłby zaistnieć nasz projekt. Cel DIALOGU GWAR – POLSKIE DŹWIĘKI, POLSKIE SŁOWA był dwutorowy. Chodziło nam, żeby lokalnej młodzieży pokazać, że są różne gwary, że gwary nie są czymś wstydliwym ani śmiesznym i że gwary należy kultywować. Dzięki temu celowi i spotkaniu z profesorem Jerzym Bralczykiem uczniowie pytali, dlaczego nie uczą się w szkołach gwary kurpiowskiej. I także chodziło nam o to, czy Polak z Zaolzia dogada się z Polakiem z Wilna. Co ciekawe, wszystkim uczestnikom DIALOGU GWAR, rodakom z Kresów, daliśmy możliwość zaprezentowania swoich gwar. I tak naszej młodzieży daliśmy wiedzę, gościom możliwość zaprezentowania swojej gwary.
No to było naprawdę udane spotkanie, o bogatym programie, pierwsze takie na naszym terenie.
Tak. Zaprosiliśmy profesjonalnych muzyków, żeby w koncercie interpretowali dzieła Chopina na ludowo. Rodacy z Kresów, muzycy w szczególności, jadąc do nas, uważali, że to będzie OBRONA CZĘSTOCHOWY, a okazało się, że młodzież niezwykle chętnie słuchała koncertu, gwary, że współpracowała z gośćmi. Na spotkaniu znalazł się i słynny Kurp Czarek Kuczyński, wystąpił solo, i Anna Adamowicz z Wilna (CIOTKA FRANUKOWA) nauczycielka, przewodniczka, kobieta-orkiestra, mówiła gwarą wileńską, ale nie tylko. Przyjechała młodzież z GIMNAZJUM Jana Pawła II w Wilnie. Krzysztof Łachmański nawiązał z nimi współpracę, przed laty, kontakty mamy bardzo dobre, a notowanie Krzysztofa są tam bardzo wysokie. Był Krystian Heczko, czyli KAPELA LIPKA z Zaolzia. Oni tam na Zaolziu chcą być Polakami, na każdym kroku podkreślają swoją polskość. No bo tak: Polonia, to ci, którzy wyemigrowali, a oni to są Polacy za granicą, oni nigdzie nie wyjeżdżali, tylko granica się przesunęła. To samo Litwa, Białoruś, Ukraina – oni mówią, że się nie ruszali z ziemi od wieków.
No i był profesor Bralczyk.
Och, profesor Bralczyk... Człowiek się przy nim spina, bo czuje respekt, ale on nie jest tym, który wytyka błędy. Założenie było takie, że profesor się odniesie tego DIALOGU GWAR, do tego jak się te gwary rodziły. Ale odniósł się i do tematów bieżących, było więc i o szponceniu - cwaniaczeniu. Co ciekawe, profesor postawił taką tezę, że modne słowa roku, po ich ogłoszeniu, błyskawicznie przestają być modne. Do rozmowy o gwarach zaprosiliśmy Polaka z Zaolzia, dziennikarza GŁOSU, polskiej gazety w Czechach, to Tomasz Wolff. No i powstały pomysły na dalszą współpracę. Jest poważna szansa, że jeśli Instytut Rozwoju Języka Polskiego pozytywnie się ustosunkuje do tego pilotażowego spotkania, to – myślę – pociągniemy temat.
Pomówmy o innej płaszczyźnie działalności STOWARZYSZENIA w naszym mieście, płaszczyźnie bliskiej Tobie, Krzysztof, czyli KRESOWEJ DUSZY.
No to jest moja miłość i Krzysztofa, tak, to KRESOWA DUSZA, która od czasów dyrektora Grzegorza Russaka gdzieś funkcjonowała. Co to jest ta KRESOWA DUSZA... W ubiegłym roku to był festiwal zawierający plener malarski, wernisaż wystawy malarskiej, trzy koncerty – zespół FOLK VIBES z Litwy, projekt CHOPIN – REYMONT ŹRÓDŁA, INSPIRACJE, KOLĘDA PO KRES w bazylice. W tym koncepcie CHOPIN – REYMONT ŹRÓDŁA, INSPIRACJE podkreślenia wymaga nazwisko Marii Pomianowskiej, profesor, która nauczyła się grać na suce biłgorajskiej – budową przypomina skrzypce - i instrumencie zwanym fidel płocka, to stare instrumenty, sprzed wieków. Pani Maria na nich tu grała i o nich opowiadała. I był też człowiek, Sebastian Wypych, kompozytor, kontrabasista, który grał na dafie. Daf to tradycyjny irański bęben obręczowy. Obłęd! Grał z żoną Anną Wandtke – Wypych (skrzypaczka, kameralistka), profesorem muzyki. To ludzie gruntownie wykształceni muzycznie.
Ciekawa jestem, co ci utalentowani, ciekawi ludzie, goście absolutnie pięknej KRESOWEJ DUSZY mówią o Pułtusku, o zamku, o imprezach towarzyszących KRESOWEJ DUSZY...
Pierwsze to bardzo im się podoba Pułtusk. I to wszystkim, oni tu chętnie wracają. Znajdują u nas pozytywne wibracje KLENCZONOWSKIE, amfiteatr Krzysztofa Klenczona... Co jeszcze, podoba się im atmosfera, jaką tworzymy, zamek, nasza gościnność. To oczywiście nie dzieje się samo z siebie, ale kuchni swojej nie sprzedajemy. Trzeba działania, żeby ludzie powiedzieli, że TU JEST JAK W DOMU, stąd artyści do nas wracają, nawet cztery razy w ciągu roku, na różne imprezy. A Polakom z POŁUDNIA, z Zaolzia, niezmiernie podoba się Narew.
Tak mi na myśl przyszła Ewa Farna...
Ewa Farna pochodzi z miejscowości związanej z KAPELĄ LIPKA. A KAPELA LIPKA znana jest z pielęgnowania tradycji polskiej społeczności żyjącej na terenach historycznie związanych z Kresami. Rodzice Ewy byli na turnieju tenisowym w Pułtusku, pod koniec zeszłego roku, w grudniu. To był zimowy turniej tenisowy, fantastyczny, okazał się być większy, niż planowaliśmy, graliśmy i w Pułtusku, i w Grabówcu, i w Serocku. Jak górale z Zaolzia przyjeżdżają w sezonie wiosenno-letnio-wczesnojesiennym, to nie ma takiego pobytu, żeby oni nie wypożyczyli sobie łódek z zamku i nie popłynęli Narwią, naturalną, dziką, naszą AMAZONKĄ. No i oni już tu mają wszystkie sklepy wędkarskie "obcykane"...Wielu tu artystów przygarnęliście do serca, oni już jak nasi... Tak. Giennadij Pitsko się u nas zadomowił, już jest nasz, to malarz, który musiał uciekać z Białorusi, nie miałby życia, zostawił tam ziemię, dom, kawałek rodziny. Jego miłością było morze, Sopot, ale osiadł najpierw w Białymstoku, teraz mieszka w Rumii. Bliski kolega Jacka Karnowskiego. No i wielki artysta Andrzej Filipowicz, urodzony w Grodnie, prezentujący nie raz swoje obrazy na krużgankowych wystawach.
Krzysztof, poświęćmy chwilę na niedawny, bo bożenarodzeniowy koncert kolęd i pastorałek w bazylice. Jeszcze nam przecież kolędy dźwięczą w uszach...
To był koncert na góralską nutę, KOLĘDA PO KRES, zorganizowany przez Stowarzyszenie WSPÓLNOTA POLSKA, oczywiście. Odbył się w ramach, FESTIWALU KRESOWA DUSZA. Pułtuszczanie oklaskiwali więc KAPELĘ LIPKA z Zaolzia oraz Hankę Rybkę z zespołem góralskim. Taka ciekawostka... Do Hanki podeszła jakaś pani w bazylice i powiedziała, że miała takie marzenie, żeby zaśpiewać z zespołem, ale śpiewała sobie tylko z ławki, stwierdziwszy, że to nie jej poziom śpiewania, zbyt wysoki. Hankę Rybkę na kolędowanie w 2024 roku przywiózł Sebastian Wypych, człowiek-orkiestra. Powiedział, że przywiózł nam góralkę, że to po prostu sztos! Z Hanką gra Paweł Trebunia Tutka, był w Pułtusku. Każdy z tych muzyków, czy to z KAPELI LIPKA, czy zespołu, w którym śpiewa Hanka, to albo geniusz samorodny, albo geniusz po szkole muzycznej, mający pasję i miłość do muzyki. No i tak w bazylice wystąpili: RYBKA, LIPKA I GÓRALE.
Pasja, miłość, mówisz, a Twoja satysfakcja?
Satysfakcję to dają spotkania z ludźmi. To zawsze bardzo miłe, serdeczne spotkania, czasami siedzimy do późnej nocy i rozmawiamy. Jest jeszcze drugie źródło satysfakcji... Ta praca od początku roku nad KRESOWĄ DUSZĄ, snucie pomysłu, składanie wątków, splatanie ich w całość i ta satysfakcja, że się połączyło wszystko, że wyszło to, co się zaplanowało. Taki smaczek.
A może jeszcze jakaś kolejna ciekawostka, właśnie smaczek?
Proszę. Anna Adamowicz z Litwy powiedziała mi, że u nich się gości WITA, ale nie ŻEGNA. U nich się WITA i ROZWITA. Na koniec jest ROZWITANIE, gwarowe powiedzenie. A dalsze ciekawostki? Powiem o projekcie LATO Z POLSKĄ, czyli o FESTIWALU KULTUR, sprzed lat. Zapraszaliśmy do nas młodzież z całego świata: z Litwy, Łotwy, Estonii, z Węgier, z Kanady, z Ameryki, nawet z Singapuru, mieszaliśmy wszystkich w tym międzynarodowym tyglu. Były to grupy nawet dwustuosobowe. Cały myk polegał na tym, że najpierw ich integrowaliśmy, a przedostatniego dnia pobytu w Pułtusku, oni występowali dla nas, pokazując swoje talenty: tańczyli, śpiewali... I przygotowywali swoje dania razem z szefem zamkowej kuchni – każdy mógł posmakować tych dań. I proszę sobie wyobrazić... W zeszłym roku był taki duży zjazd młodzieży POLONIA CAMP, impreza z rozmachem. I był taki moment, że szedłem sobie przez plac na SGGW w Warszawie, było tam ze dwa tysiące osób. I ciągle słyszałem: CZEŚĆ I DZIEŃ DOBRY... Tak witali się ze mną byli uczestnicy LATA Z POLSKĄ, którzy chętnie przyjeżdżają do Polski. Ciągnie ich do niej, tym bardziej że obecnie stawia się na młodzież polonijną, na młodą POLONIĘ. I tak mamy pomysły związane z KRESOWĄ DUSZĄ na przyszły rok – wniosek już jest złożony w Senacie, zobaczymy, jak zostanie oceniony, jak dofinansowany... Dodam, że ostatnio została powołana MŁODZIEŻOWA RADA POLONIJNA przy Senacie i jest w niej kilka osób, które przewinęły się przez Pułtusk.
I jeszcze coś ciekawego?
Tak, profesora Bralczyka do Pułtuska przywiózł syn aktora Jerzego Zelnika, Mateusz.A sprawcą całej tej miłości KRESOWEJ jest Krzysztof Łachmański.
***
Chcesz się dowiedzieć jeszcze więcej o FESTIWALU KRESOWA DUSZA 2025? Obejrzeć zdjęcia? Wejdź na stronę Polonijnej Agencji Informacyjnej /PAI/. Zdjęcia Mariusz Pawłowski.














