Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 14 maja 2026 04:48
Reklama
PTA - K 2025. Po premierach

PIERWSZA PREMIERA PTA-K-a AD 2025

TEATR TO ZWIERCIADŁO LUDZKIEGO ŻYCIA, W KTÓRYM JEST MIEJSCE NA ŚMIECH I ŁZY, I NA REFLEKSJE

BRAĆ"  – to tytuł komedii kryminalnej TEATRU NIE Z TEJ KULISY z Jabłonny w reżyserii Tomasza Mitrowskiego. I już na początku lakoniczna recenzja sztuki: KAWAŁ SOLIDNEGO TEATRU. 

Ów TEATR (tu w znaczeniu  SZTUKA TEATRALNA) tworzy kilkuosobowa  grupa, a to: Marcin Turek (Karol) i Sebastian Budnicki (Jan) – aktorzy o szerokim wachlarzu scenicznych emocji oraz bogactwa i zróżnicowania stanów emocjonalnych, autentyczni  w  swoich rolach do szpiku kości; Daniel Składanek (scenografia-minimalna, pozwalająca widzowi na skupieniu się na grze i fabule sztuki); Hanna i Piotr Kubaccy (muzyka/udźwiękowienie – krótki splot dźwięków optymistycznych prowadzących do totalnego pesymizmu). Wszyscy godni siebie. Wspaniali. 

Ale od początku. Oto mieszkanie, w nim dwaj przyrodni bracia – Jan, mąż Marty, ojciec pasożytniczego młodzieńca, niezły manipulant i Karolek, nauczyciel o niespełnionych marzeniach (lot na Wyspy Kanaryjskie), samotny, z rodzinną etykietą niepraktykującego homoseksualisty, jedyny opiekun leżącej po udarze matki. Spotkali się, by podzielić majątek wciąż żyjącej matki. Każdy z braci ma swój pomysł i na podział pieniędzy, i na ich zagospodarowanie. Wiadomo – spadek, podział wcale niemałych  pieniędzy, wyciąganie z przyszłości rodzinnych tajemnic to mocno stresująca sprawa - kłótnia więc murowana. Obraźliwe słowa fruwają w powietrzu, atmosfera gęstnieje z minuty na minutę, jest tak, że w powietrzu można zawiesić topór.

Co na to widz? Widz raz współczuje Karolkowi - pielęgniarzowi matki, raz zamyśla się nad trudną sytuacją biznesową Jana. Z każdym wybuchem emocji, złości, nawet nienawiści, oskarżeń i argumentów zaprzeczających logice, pada pomysł, by przyśpieszyć odejście matki z ziemskiego padołu. Przecież jest w ciężkiej sytuacji zdrowotnej, leży jak kłoda, no i kiedyś trzeba przecież... umrzeć. Ale tu ręce braci JEDNAK opadają; z pomocą przychodzi im opatrzność - matka umiera. A spadek? O, ten przechodzi braciom koło nosa.

Dynamiczna, sugestywna, perfekcyjna gra aktorów z wykorzystaniem całego wachlarza środków artystycznego wyrazu spowodowała, że widownia poczuła się jakoby w samym centrum owej braterskiej dramy. 

Opuszczając pułtuski TEATR trudno było nie przywołać z pamięci choćby dwóch przysłów, które – jak wiemy – są mądrością narodów: Pieniądze szczęścia nie dają i Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Ale... Ale głębsze refleksje nad sztuką prowadzą do głębszych prawd życiowych, takich jak ta, że PRZESZŁOŚĆ rodziny ma wpływa na jej TERAŹNIEJSZOŚĆ – jeśli ta pierwsza wyjdzie na jaw. 

A poza tym? Diapazon emocji wśród aktorów (też widowni) był tak olbrzymi, że obawiać się można było, że panowie - Marcin i Sebastian nie  udźwigną ciężaru... kwiatów i mocnych braw po spektaklu. 

Udźwignęli! "BRAĆ" do zakochania!!! 

Grażyna Maria Dzierżanowska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
NAJNOWSZE EWYDANIE
Tygodnik Pułtuski nr 19
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
OtoDrobne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama