Dziś nawet nie wspomnę o zaśmieconych ulicach, o znikomej ilości koszy na śmieci, o nagminnie leżących na tzw. trawnikach (które są ubitymi psami ziemi, często miejscami postojowymi dla aut), "małpkach", małych butelkach po najróżniejszych alkoholach. Ani o nieusuwaniu liści z trotuarów i pobrzeży jezdni.
Dziś wspomnę jedynie o tzw. zawieszkach ulicznych, różnej wielkości i zawartości – widniejących na ogrodzeniach, poręczach schodowych, zaporach przyulicznych. Co zawierają zawieszki, to już zależy od zawieszających je: nieprzydatne buty, niepotrzebne ubrania, śmieci domowe, nawet śniadania (podejrzewamy, że uczniowskie). Naganne w tym procederze są dwie sprawy – wieszanie zawieszek i... ich nieusuwanie, dlatego niektóre – letnie buty – wisiały przy ulicy Mickiewicza tygodniami.
Wspomnę też o felernych schodach z Widok na Daszyńskiego, które od kilku przynajmniej tygodni nie są sprzątane. Z czego? Ze zdziczałych gruszek i liści. Gruszki już prawie rozdeptali przechodnie, narażając się na poślizgnięcie, liście z zielonych zrobiły się już brązowe...
Ale leżą.
GMD
