Postęp jest naprawdę ogromny. W wielu krajach po ulicach jeżdżą już samochody autonomiczne, przede wszystkim taksówki, w których za kierownicą... nikogo nie ma. Samochód dzięki kamerom, radarom, lidarom i całej masie innych czujników "widzi" otoczenie i potrafi sam zdecydować, gdzie i jak jechać.
Ciekawe tylko, jak taki samochód poradziłby sobie w naszym mieście?
Przykład: centrum Pułtuska, zjazd ze Świętojańskiej w Nadwodną. Samochód zbliża się do wyniesionego przejścia dla pieszych przy kładce z ławeczką zakochanych. I tu można wprost zacytować rozmowę ze starego dowcipu:
– Widzisz?
– Nie widzę.
– A widzisz...
Znak drogowy powinien być dla kierowcy czytelną informacją, a został szczelnie otulony zielenią. W pełnym świetle dnia trudno mieć pewność, co właściwie znajduje się pod liśćmi i pędami. Po zmroku – bez szans. Oczywiście kierowca - Pułtuszczanin jeszcze jakoś sobie poradzi. Zna ulicę, pamięta, że jest tu przejście, zwolni żeby nie zaliczyć "hopki" na poprzecznym wyniesieniu jezdni.
Co zrobiłby samochód z systemem rozpoznawania znaków? Chyba można się założyć o to, że nie zrobiłby nic – bo po prostu niewiele widać. A co zrobiłby samochód autonomiczny, bez kierowcy? Czy systemy sztucznej inteligencji w takich autach potrafią się zdziwić, jak auto podrzuci na "nieoznakowanym" garbie?
ZCZ
