Czy Pułtuskowi grozi brak wody?
To pytanie wcale nie jest dziś przesadą. Po wiosennych problemach z dostawami wody, spadku poziomu wód i trwających inwestycjach PWiK, warto spojrzeć nie tylko na to, co dzieje się w miejskich studniach, ale również na szerszą sytuację hydrogeologiczną. A najnowsza prognoza Państwowej Służby Geologicznej nie daje powodów do beztroski.
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?
Tym razem nie chodzi o narodowe czytanie "Dziadów". Chodzi o to, co władze miasta i kierownictwo miejskich wodociągów wiedzą na temat hydrologicznej sytuacji Pułtuska.
31 sierpnia Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy opublikował "Prognozę sytuacji hydrogeologicznej w strefach zasilania i poboru wód podziemnych" na wrzesień 2026 r. Dokument nie jest wróżeniem z fusów. PSG analizuje pomiary z punktów sieci obserwacyjno-badawczej, położenie zwierciadła wód, poziom rezerw zasobów oraz możliwość wystąpienia tak zwanej "niżówki hydrogeologicznej". Prognoza uwzględnia również dwa scenariusze pogodowe, przy czym w części dotyczącej zagrożeń przyjęto wariant B – zakładający deficyt opadów.
W naszym powiecie mamy niestety poważny problem... Na mapie punktów obserwacyjno -badawczych, zamieszczonej w raporcie, nie ma punktu zlokalizowanego w powiecie pułtuskim. W całym 35-stronicowym opracowaniu nie pojawia się żadna informacja, która dałaby możliwość analizowania sytuacji w Pułtusku i okolicy. Nie oznacza to oczywiście, że w Pułtusku wody podziemnej nie ma albo że za chwilę zabraknie jej w kranach. Oznacza coś równie banalnego co niepokojącego: na podstawie tej państwowej sieci monitoringowej nie można powiedzieć, jak na tle przewidywanych zmian zachowuje się poziom wód podziemnych właśnie tutaj. A sytuacja w innych częściach Mazowsza jest daleka od komfortowej. W raporcie wiele punktów oznaczono jako zagrożone w stopniu wysokim, a w części z nich prognozowane położenie zwierciadła wody znajduje się nawet poniżej najniższego poziomu odnotowanego w wieloleciu. Tak jest m.in. w Kamionnie, Grędzicach, Nagoszewie czy Sierpcu. W Wólce Radzymińskiej, w powiecie legionowskim zagrożenie określono jako wysokie, a prognozowany poziom zwierciadła wody znalazł się poniżej najniższego poziomu odnotowanego w wieloleciu. Powiat pułtuski jest natomiast całkowicie poza siecią pomiarów. PSG prognozuje na wrzesień regionalną niżówkę hydrogeologiczną na terenie województwa mazowieckiego, a państwowa służba geologiczna objęła Mazowsze stanem zagrożenia hydrogeologicznego. Raport wskazuje również, że w wielu województwach może wystąpić brak rezerw zasobów w odniesieniu do najniższego poziomu obserwowanego w wieloleciu.
Co więc oznacza brak danych dla powiatu pułtuskiego? Powinniśmy się cieszyć czy raczej niepokoić? Wydaje się, że raczej to drugie. Brak danych nie jest dowodem, że problemu nie ma. Jest wskazaniem, że nie mamy lokalnego pomiaru, który pozwoliłby ten problem ocenić.
Rdzawa woda w kranie. I szybka odpowiedź: "to nie my"?
2 września mieszkańcy kolejny już raz zaczęli publikować w internecie zdjęcia i filmy przedstawiające wodę o niewłaściwej barwie. Nasi wodociągowcy z PWiK opublikowali bardzo sprawnie komunikat, w którym poinformowali, że w ostatnich dniach nie było awarii ani prac na sieci w zgłaszanych rejonach. Mieszkańców poproszono natomiast o kontakt z właścicielem lub zarządcą budynku w celu sprawdzenia, czy problem nie powstał w instalacji wewnętrznej. Sama informacja, że przyczyną problemu może być instalacja budynku, jest oczywiście możliwa. Ale nowe przepisy wymagają czegoś więcej niż wskazania palcem na "instalację wewnętrzną" – czyli faktyczne spychanie prawdopodobnej przyczyny na stan rur już po stronie odbiorców wody. Obowiązujące od 24 czerwca 2026 r. rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi wskazuje, że barwa i mętność są parametrami wskaźnikowymi – woda ma być akceptowalna dla konsumentów i bez nieprawidłowych zmian. Co ważniejsze, § 15 rozporządzenia nakłada na dostawcę wody obowiązek pobrania dodatkowych próbek w przypadku niezgodności, w celu potwierdzenia niezgodności oraz ustalenia miejsca i przyczyny problemu. Z kolei § 16 przewiduje, że właściwy inspektor sanitarny, w porozumieniu z dostawcą wody i właścicielem wewnętrznego systemu wodociągowego, dąży do ustalenia podmiotu odpowiedzialnego za nieodpowiednią jakość wody. I właśnie tutaj pojawia się pytanie do PWiK: jakie konkretnie działania przeprowadzono po zgłoszeniach mieszkańców? Jakie próbki pobrano? Z ilu miejsc? Czy porównano wodę na ujęciu, po uzdatnieniu, w sieci i w punktach, w których mieszkańcy zgłaszali problem? Czy wykonano badania pozwalające rzeczywiście ustalić miejsce i przyczynę zmiany barwy? Bo "nie było awarii i nie prowadziliśmy prac" nie jest jeszcze ustaleniem przyczyny. Wodociągowcy mają ustawowe obowiązki w tym zakresie! Tymczasem z komunikatu wynika przede wszystkim: to może być instalacja w budynku, prosimy zgłosić problem zarządcy. Przy obowiązujących od czerwca przepisach warto więc zapytać, czy za tym komunikatem poszły również te działania, które przepisy wprost przewidują. Jeśli oczywiście nasze PWiK wykonało szczegółowo wszystkie wymagane prawem badania i analizy – to czapki z głów, to musiało być nieprawdopodobnie ekspresowe tempo. Jednak narzuca się nieco inny obraz: mieszkańcy publikują zdjęcia i filmy rdzawej wody, a kilka godzin później pojawia się komunikat: "to nie my". Kurtyna. Sprawa załatwiona?
Nowe studnie – więcej wody czy raczej obietnica bez pokrycia?
Tygodnik Pułtuski kilka tygodni temu pisał o budowie dwóch nowych studni na ujęciu Rybitew. PWiK podpisał umowę na ich wykonanie jeszcze w kwietniu. Co istotne, dokumentacja miasta mówi wprost o studniach zastępczych na terenie ujęcia wód podziemnych z utworów czwartorzędowych. To oczywiście ważna informacja. Nowe odwierty mają zwiększyć możliwości poboru wody, ale czy rzeczywiście poprawią sytuację, jeśli problemem jest pogarszająca się sytuacja całego systemu wodonośnego. Czy nowe studnie będą korzystały z dokładnie tej samej warstwy wodonośnej, z której obecnie korzystają miejskie ujęcia? Tego bez szczegółowej dokumentacji hydrogeologicznej nie ocenimy.
Raport państwowej służby geologicznej pokazuje, że sytuacja hydrogeologiczna w najbliższych miesiącach może się pogarszać. A powiat pułtuski pozostaje białą plamą w sieci punktów, na których opiera się prognoza. Co należałoby z tym zrobić? Władze miasta i PWiK powinny zwrócić się do Państwowej Służby Geologicznej o objęcie wskazanych pułtuskich otworów monitoringiem i przekazać dokumentację hydrogeologiczną oraz zapewnić dostęp do punktów pomiarowych. Podstawą jest art. 380 i art. 381 Prawa wodnego, które powierzają państwowej służbie geologicznej prowadzenie i rozwój sieci obserwacyjno-badawczej wód podziemnych. No – chyba, że wolimy nie wiedzieć i żyć w błogim przeświadczeniu, że będzie dobrze... Po poprzedniej naszej publikacji nie było żadnego odzewu ani reakcji – ani ze strony władz miasta, ani ze strony naszych wodociągowców. Zobaczymy, czy po przeczytaniu tego artykułu będziemy mieli jakieś oficjalne komentarze. A może któryś z naszych radnych postanowi zapytać wodociągowców o zdanie na ten temat?
Czy dwudziestotysięczne miasto może zostać sparaliżowane z dnia na dzień?
To nie będzie scenariusz filmu katastroficznego. 10 września, w Sandomierzu mieszkańcy dowiedzieli się, że woda z miejskiego wodociągu nie nadaje się do picia ani nawet do celów higienicznych. Powodem było stwierdzenie w wodzie enterokoków kałowych. W praktyce oznaczało to, że wody z kranu nie wolno było pić, używać do przygotowywania posiłków, mycia warzyw i owoców, kąpieli, mycia zębów czy naczyń – można jej było używać wyłącznie do spłukiwania toalet. I nagle okazało się, jak bardzo codzienne funkcjonowanie dwudziestotysięcznego miasta zależy od czegoś tak oczywistego jak woda płynąca z kranu. Miasto musiało w pośpiechu organizować zastępczą dystrybucję wody w cysternach.
Nie chodzi nam w żadnym wypadku o "straszenie mieszkańców". Rzeczywistość pokazuje, że sytuacje kryzysowe nie zapowiadają się z kilkudniowym wyprzedzeniem. Informacja pojawia się nagle, a mieszkańcy z godziny na godzinę muszą zmienić plany, porządek dnia - i korzystać z organizowanej naprędce pomocy. W Sandomierzu po upływie kilku godzin od publikacji wyników badań wszystko "stanęło na głowie". Dlatego tak ważne jest nie tylko to, czy wodociąg działa prawidłowo, ale również to, jak szybko i skutecznie działają procedury kryzysowe. Kto pierwszy otrzymuje informację? Jak szybko dociera ona do mieszkańców? Kto podejmuje decyzję o uruchomieniu beczkowozów? Czy służby mają gotowy plan działania, czy dopiero w chwili kryzysu zaczynają go tworzyć?
W Sandomierzu pojawiły się również pytania o szybkość przekazania informacji pomiędzy Sanepidem a urzędem miasta. Według niepotwierdzonych oficjalnie informacji, pojawiających się jednak w przestrzeni publicznej, dokument dotyczący skażenia miał zostać przekazany przez e-doręczenia i odczytany przez urzędników z opóźnieniem kilku godzin...
Warto o tym mówić również w Pułtusku. W ostatnich miesiącach wielokrotnie pojawiały się publikowane w mediach społecznościowych informacje mieszkańców o wodzie o nietypowej, rdzawej barwie. Pułtuskie PWiK niekiedy reaguje na te informacje i wskazuje, że w zgłaszanych miejscach nie było awarii ani prowadzonych prac na sieci, sugerując konieczność sprawdzenia instalacji wewnętrznej budynku. Czy po takim komunikacie wszyscy Pułtuszczanie rzeczywiście mogą już odetchnąć z ulgą? Czy możemy mieć pewność, że problem został zidentyfikowany, a nie tylko "odepchnięty od siebie"?
Miejmy nadzieję, że w Pułtusku nigdy nie będziemy musieli przeżywać tego, co spadło nagle na mieszkańców Sandomierza. Wypada wierzyć, że miejskie służby są przygotowane również na najbardziej nieprzewidziany scenariusz – taki, w którym mieszkańcy znienacka dowiadują się, że wody z kranu nie wolno używać. Bo w takiej sytuacji nie ma już czasu na zastanawianie się, co zrobić. Trzeba po prostu sprawnie, skutecznie działać.
ZCZ

