Podobno wszystko zaczęło się od zderzenia z rozpędzoną hulajnogą. Tak przynajmniej niesie pułtuska wieść gminna. Czy rzeczywiście tak było – nie wiemy. Mamy za to szczerą nadzieję, że nastolatek (a może więcej niż jeden..?) wyszedł z tej kolizji bez większego uszczerbku na zdrowiu.
Niestety, tego samego nie można powiedzieć o drzewku. Ono swojej walki nie wygrało. Wystarczy podejść kilka kroków. Korona jest całkowicie sucha – ani jednego liścia, choć środek lata. Pień rozszczepiony niemal na całej długości, z odchodzącą korą i odsłoniętym drewnem. Nie trzeba być dendrologiem, aby stwierdzić, że tutaj nie ma już na co czekać. Soki nie zaczną nagle krążyć, cudowne ozdrowienie nie nastąpi. To po prostu martwe drzewo.
I właśnie obok tego smutnego drewnianego nieboszczyka co dzień przechodzą mieszkańcy oraz turyści spacerujący po pułtuskim Rynku. Można oczywiście powiedzieć, że są sprawy ważniejsze. Zawsze są. Tylko że dbałość o miasto nie polega wyłącznie na wielkich inwestycjach, efektownych wizualizacjach i fotografowaniu się z dwumetrowymi makietami "czeków na dotacje". Składa się przede wszystkim z dziesiątek drobnych decyzji podejmowanych na co dzień. Czasem wystarczy przejść się po mieście z otwartymi oczami.
Od miesięcy słyszymy o planowanej rewitalizacji i zazielenieniu tej części Rynku. Chyba wszyscy Pułtuszczanie czekają na to z niecierpliwością. Ale czy naprawdę trzeba czekać na wielką inwestycję, aby usunąć jedno martwe drzewo i posadzić w jego miejsce nowe, takie samo jak pozostałe w szpalerze? Takie samo jak jego sąsiedzi. Żywe, zielone i dające nadzieję, że Rynek jest miejscem, o które ktoś rzeczywiście dba.
Przy dużych, wyczekiwanych miejskich inwestycjach słyszymy, że największym problemem jest brak pieniędzy. Jak widać przy naprawie drobiazgów najwyraźniej kłopot w tym, że trzeba po prostu dostrzec, że problem istnieje. Bo jeśli suche, martwe drzewo z rozłupanym pniem może przez wiele miesięcy stać w samym sercu miasta, na tle Ratusza - i nikogo to nie niepokoi, to znaczy, że coś jest nie tak z systemem codziennego doglądania miejskiej zieleni. Dlatego pozwalamy sobie na ten krótki apel do odpowiedzialnych za utrzymanie przestrzeni publicznej. Mamy w urzędzie wydział zajmujący się sprawami środowiska, a także już dwie spółki komunalne zajmujące się takimi tematami. Może to za mało, żeby "ogarnąć temat"?
ZCZ
