A taki mamy klimat, że raz deszczowo, raz chłodno, a raz upalnie, więc mamy dylemat, jak się ubrać? W co się ubrać? Co ze sobą wziąć na wyjazd? Przecież nie chcemy wyglądać, jak ostatnie wakacjuszki, wręcz przeciwnie – chcemy być WIDOCZNE, przyćmić koleżanki, jeśli z nimi jedziemy na odpoczynek, chcemy być w trendach, zgodne z modą, nawet kolorem AD 2026.
No jasne, że nasze szafy nie są puste, pełne są, ale... Ale w telewizji nam mówią i w gazetach nam piszą: "Bądź lepszą wersją samej siebie i Nie żałuj sobie w te wakacje". Co więc robimy? Co myślimy? Myślimy: "Raz się żyje, zmienię więc sobie garderobę, dokupię buciki, dorzucę dodatki. Jakoś to będzie".
I – zdarzył się traf - jedziemy na zakupy, trzymając w torebce swoje oszczędności. W stronę sklepów z drugiej ręki, a jest ich w Pułtusku co niemiara, nawet nie spoglądamy, chociaż to w nich zaopatrujemy się często gęsto i z powodzeniem. To dzięki zakupom w second handach jesteśmy komplementowane, słyszymy:
"Ale szał, ta bluzka w kolorze burgundu, co za cudo!". "Wyglądasz jak z okładki Vogue`a! Te etniczne wzory to hit!". "Ale spódnica! Jakie malarskie kwieciste wzory!!!".
No okey, ale my musimy być NOWE tego lata. Raz się żyje.
I buszujemy po przestrzeniach butików i galerii.
Rozglądamy się. Zachwycamy się. Zerkamy na składy ubrań, a najczęściej na ceny. Spoglądamy też w galeryjne lustra – ze zdziwieniem: wcale nieźle mi jest w tej starej sukience.
Ale te ceny...
Oto sukienka z lnu, czarna, na ramiączka, subtelny krój, żadnych udziwnień – 369 zł; przy niej inna – na białym tle czerwone liście, oversize, do kolan, długi rękaw, przy szyi zebrana troczkiem – 793zł; sukienka COS – to jest coś, granatowa, odcinana w talii, też oversize, midi – 650, ale jest i żółta tej marki, TYLKO za 375 zł. OK. Buciki: klapeczki Gino Rossi 276, 99 zł, na małym obcasiku, jakby kaczuszkowym; rzymianki 469!; baleriny – 200,99 zł; dzianinowe szorty – 301 zł; kapelusik z rafii, ładny w kształcie, zapewne twarzowy – musi być – 199zł; no i kostium plażowy – biały, całościowy, obrobiony szydełkiem – 349.99 zł. Jest i dwuczęściowy – za każdą część osobna kwota – 239,90 + 149 zł.
No i torba plażowa też konieczna, marka rwie oczy – 899 zł. I coś na szyję, i coś na przeguby dłoni – coś, czyli muszelkowe ozdoby, tak modne tego lata. Przydałaby się jeszcze plażowa narzutka na kostium, na drogę do jedzonka. Acha, i jeszcze żakiecik koloru masła na wieczorny chłodek – 799, do niego czarna spódnica 639zł.
Ale... Ale tak jakoś odechciewa się nam zakupków. Jakoś tak...
Do domu przyjeżdżamy z pustą torbą, ładną, markową, ale ze sklepu z drugiej ręki; nowa była. Myślimy: "Wybiorę z szafy, co mam, co mi się podoba, w czym mi dobrze, nawet doskonale. Koniecznie muszę wziąć z sobą kosz - torebkę, który tak podoba się Ali (podobny w galerii kosztuje – uwaga – 1509,90zł), też te klapeczki wypatrzone w jednym z pułtuskich second handów, nowiutkie były, wypisz wymaluj jak birkenstocki".
I nagle mądrzejemy po tej ciuchowej wycieczce, prostujemy sylwetkę, głowę unosimy wysoko i prawie głośno mówimy: "A kto powiedział, że ja muszę być lepszą wersją siebie??? Ja jestem i byłam wcale niezłą wersją siebie!".
GRAża
