Jeszcze dwadzieścia czy trzydzieści lat temu kierunek krajowej wewnętrznej migracji był oczywisty. Młodzi ludzie wyjeżdżali ze wsi do miast w poszukiwaniu pracy, studiów i lepszych perspektyw. Ten proces trwa nadal, szczególnie w słabiej rozwiniętych regionach kraju. Jednocześnie od wielu lat obserwujemy zjawisko odwrotne. Coraz więcej mieszkańców dużych aglomeracji kupuje działki lub buduje domy na terenach wiejskich położonych nawet kilkadziesiąt kilometrów od miasta. To klasyczna "suburbanizacja", czyli przenoszenie się mieszkańców miast na tereny podmiejskie i wiejskie, dobrze opisana przez Główny Urząd Statystyczny i od lat widoczna również na naszym Mazowszu. Najszybciej rosną właśnie gminy otaczające większe miasta. Trudno się temu dziwić.
Wieś kusi ciszą, zielenią, większą przestrzenią, czystszym powietrzem i spokojniejszym tempem życia. Po latach spędzonych w korkach, wśród betonu i hałasu wielu marzy o porannej kawie na tarasie z widokiem na pola.
Problem zaczyna się wtedy, gdy okazuje się, że...
wieś naprawdę jest wsią. Bo na wsi pracują kombajny. Na wsi jeżdżą ciągniki. Na wsi rozwozi się obornik i gnojowicę. Na wsi pracuje się również wieczorem, nocą i w niedzielę, jeśli właśnie wtedy pogoda pozwala uratować plony. Rolnictwo od wieków funkcjonuje według kalendarza natury, a nie według godzin urzędowania czy ciszy nocnej. Dzisiaj szczególnie dobrze widać to podczas żniw. Pogoda zmienia się z godziny na godzinę. Kilka godzin bez deszczu może decydować o jakości całorocznych zbiorów. Dla rolnika nie ma znaczenia, czy jest wtorek, sobota czy druga w nocy. Liczy się to, że zboże trzeba skosić wtedy, kiedy pozwala na to pogoda. Jak pokazuje praktyka, dla mieszkańca miasta takie realia bywają jednak zaskoczeniem. I właśnie wtedy pojawiają się konflikty: pretensje o hałas, skargi na zapachy, zawiadomienia do urzędów. A czasami nawet pozwy o odszkodowania za uciążliwości wynikające z normalnego prowadzenia gospodarstwa rolnego.
Ministerstwo Rolnictwa uznało, że problem narasta.
Dlatego przygotowało projekt ustawy o ochronie rolniczych funkcji produkcyjnych wsi. Jego podstawowym celem jest ograniczenie sytuacji, w których osoby świadomie przeprowadzające się na tereny rolnicze próbują później ograniczać działalność gospodarstw tylko dlatego, że przeszkadza im to, co na wsi jest całkowicie naturalne. Projekt przewiduje m.in. wzmocnienie ochrony legalnie prowadzonej działalności rolniczej przed roszczeniami wynikającymi z typowych uciążliwości związanych z produkcją rolną.
Jakieś skojarzenia? Kilka tygodni temu opisywaliśmy inwestycję Apartamenty Wiśniowa w Pułtusku. Przyszli mieszkańcy będą mieli za sąsiadów składy opału, złomu, punkty handlu hurtowego i firmy prowadzące działalność logistyczną. Nietrudno przewidzieć, że dostawy będą odbywały się także we wczesnych godzinach porannych, a czasem również nocą. To po prostu specyfika tej części miasta. Można się spodziewać, że z czasem pojawią się pretensje, skargi i roszczenia nowych mieszkańców. Kupią nowe mieszkania - płacą i będą wymagać...
Podobny problem od lat występuje wokół lotniska Poznań-Ławica. Choć lotnisko cywilne funkcjonuje tam od 1921 r., właściciele niedawno wybudowanych przy lotnisku nieruchomości zaczęli dochodzić odszkodowań za hałas. Spory sądowe doprowadziły do wypłaty wielomilionowych rekompensat, a działalność lotniska została objęta dodatkowymi ograniczeniami wynikającymi z przepisów dotyczących obszaru ograniczonego użytkowania.
Wieś może stanąć przed podobnym wyzwaniem.
Dotychczas tego rodzaju procesy należały do rzadkości. Co więcej, spraw, w których sądy zasądzały od rolników odszkodowania lub zadośćuczynienia wyłącznie z powodu typowych uciążliwości związanych z prowadzeniem gospodarstwa, było jak dotąd niewiele. Zdecydowana większość podobnych pozwów kończyła się oddaleniem powództwa, ponieważ sądy konsekwentnie wskazywały, że na terenach wiejskich "należy liczyć się z normalnymi immisjami" – hałasem maszyn rolniczych, sezonowymi pracami polowymi czy zapachami towarzyszącymi produkcji rolnej – o ile nie przekraczają one tzw. przeciętnej miary, o której mowa w art. 144 Kodeksu cywilnego. Sytuację zmienił jednak głośny wyrok Sądu Najwyższego z maja 2025 r., który utrzymał zasądzenie 120 tys. zł zadośćuczynienia od właściciela chlewni za ponadprzeciętne uciążliwości zapachowe. Choć była to sprawa bardzo nietypowa, wywołała w środowisku rolniczym obawy przed kolejnymi pozwami. To właśnie tego rodzaju przypadki stały się jednym z impulsów do przygotowania przez Ministerstwo Rolnictwa nowych przepisów mających lepiej chronić legalnie prowadzoną działalność rolniczą.
Bo trudno oczekiwać, że rolnik przestanie kosić zboże dlatego, że nowemu sąsiadowi przeszkadza dźwięk kombajnu. Albo że zrezygnuje z nawożenia pól, ponieważ ktoś uznał zapach obornika za niezgodny z wyobrażeniem sielskiego życia. Nowe przepisy nie mają nikomu odbierać prawa do spokojnego życia. Ich założenie jest inne. Państwo chce wyraźnie powiedzieć, że rozmyślnie decydując się na zamieszkanie na terenach rolniczych, trzeba zaakceptować specyfikę miejsca. Tak samo, jak kupując mieszkanie przy torach kolejowych trudno później oczekiwać, że pociągi przestaną jeździć.
Czy nowe przepisy zatrzymają napływ mieszkańców miast na wieś?
Raczej nie – i oby się to sprawdziło. Wieś potrzebuje nowych mieszkańców, nowych inwestycji i nowych podatników. Warunek jest jednak jeden. Przeprowadzając się na wieś, warto pamiętać, że nie przeprowadzamy się do parku krajobrazowego ani skansenu. Wieś jest przede wszystkim miejscem produkcji żywności, a dopiero w drugiej kolejności przestrzenią do realizacji marzeń o sielskim życiu . I właśnie tę podstawową funkcję produkcyjną przygotowywana ustawa ma chronić.
ZCZ
