Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 3 sierpnia 2026 17:52
Reklama
Reklama
WAKACYJNE WYCIECZKI PO MAZOWSZU

PCHLE TARGI

ZA PÓŹNO, CO BYŁO CIEKAWE, JUŻ WYKUPIONE

Moda na bywanie na pchlich targach, na zakupy, nie maleje. Wręcz przeciwnie, zarówno duże jak i małe miasta niemal za honor poczytują sobie mieć na swoim targowisku miejskim kiermasze antyków i starych przedmiotów. Pułtusk takiego nie ma, a szkoda. Próby jednak były i nasze targi staroci miały swoich klientów. Pułtuszczan, co ciekawe, można spotkać na wielu mazowieckich pchlich targach, gdzie – jak wiedzą bywalcy – można kupić wszystko, a jeśli ma się szczęście to i za niezbyt wygórowane ceny.

Jako wysłanniczka TYGODNIKA i miłośniczka niebanalnych przedmiotów z duszą, wybrałam się ostatnio w dwa miejsca oferujące starocie; stosunkowo niedaleko Pułtuska. Najpierw do Grodziska Mazowieckiego, gdzie kiermasze odbywają się w każdą trzecią niedzielę miesiąca, potem do Pruszkowa, gdzie również na targowisku miejskim pchle targi mamy w każdą drugą i ostatnią niedzielę miesiąca.

Zanim przejdę do opinii targowisk i artefaktów oferujących przez sprzedawców, wskażę na wartości poza zakupowe eskapad na różne pchle targi. Otóż są one przyjemnością, odpoczynkiem od codzienności, na świeżym powietrzu, też możliwością ciekawych rozmów ze sprzedającymi o oferowanych przedmiotach, o sztuce, a i o życiu.

Jedni więc penetrują pchle targi, odpoczywając i z ciekawością, co one oferują. Jasne, że jeśli wpadnie im w ręce coś, co powoduje przyśpieszone bicie serca, kupują to coś. Drudzy jeżdżą na targi, nawet w odległe miejsca od Pułtuska, by przywieźć z nich wymarzone meble, obrazy o ulubionej tematyce czy porcelanę angielską lub niemiecka, a może polską. Nawet na Śląsk.

Ja, zarówno do Grodziska, jak i do Pruszkowa pojechałam bez celów zakupowych. Ot, dla przyjrzeniu się, co między mrowiem przedmiotów... piszczy. I tak w Grodzisku kupiłam okolicznościowy, bożonarodzeniowy, piękny talerz Rosenthala z bajecznie barwnym aniołem. Zapłaciłam za niego 75 złotych, ale co ciekawe, w Pruszkowie wyceniony był na 150 zł. Wniosek? Zanim coś kupisz, pochodź po targowisku, popatrz, może inne stoisko oferuje ten sam przedmiot po niższej cenie.

Jako miłośniczka dawnej, chociaż nie zabytkowej biżuterii, bo ta droga, wypatrzyłam (chyba) szklane korale w kolorze głębokiej zieleni, a tę zieleń kocham, to ozdoba blisko szyi. Zapłaciłam za nią 15 zł. Polowałam na czasopisma modowe sprzed kilkudziesięciu lat, ale tych raczej jak na lekarstwo. Pocieszyłam się tygodnikiem "Kobieta i życie" sprzed 50 lat, ale raczej mało miałam z niego przyjemności. W Grodzisku, gdzie targi duże, bogate w artefakty, z wysmakowanymi przedmiotami i mnóstwem kartonów kryjących wcale ciekawe szkła i porcelanę, kryształy (podobno "nie chodzą"), też biżuterię i torebki, sztućce i książki można się po prostu zatracić. Na stoiskach wyborne przedmioty z porcelany i szkła, żyrandole, lampy witrażowe, miedziane donice, srebrne sztućce i akcesoria stołowe, artystyczne obrusy, serwety, też antyczna biżuteria – srebrna i złota.

W Pruszkowie mniej gwarnie, więcej ubrań z drugiej ręki, chińskich różności, szczególnie dla dzieci. Dwa stoiska szczególnie zapadły mi w pamięci: pani, która między innymi oferowała biały porcelanowy jakby puf, ale nie do siedzenia, raczej do dizajnu ciekawego pomieszczenia, zarówno nowoczesnego jak i urządzonego zabytkowymi meblami. Drugie stoisko, artystyczne, prowadzone zresztą przez artystę, Artura Gajewskiego – TWÓRCZY GAJ; Instagram GAARTceramik - mogło zauroczyć tych, którzy doceniają niebanalność i artyzm.

A co nabyłam w Pruszkowie, gdzie pojechałam bez spinki, na luzie, dla przygody? Estetyczną mis(k)ę o nierzeczywistym zdobieniu i kolorze. Wygląda jakby była majolikowa(?). Z kartonu, za 20 złotych.

Jakaś pruszkowska ciekawostka? Zakup przez jedną z pań sukienki z drugiej ręki, pięknej, lnianej, ozdobionej artystycznym haftem za... 10 zł. – Czy sprzeda mi pani za 7 złotych? Nie? A za osiem? – pytała sprzedającą.

Jakieś rady dla poszukiwaczy skarbów na pchlich targach? Jest ich kilka. Wybrany przedmiot bacznie oglądamy ze wszystkich stron, szukając ewentualnych pęknięć, sklejeń czy obtłuczeń, obrzeża ze szkła i porcelany uważnie "przejeżdżamy" palcami. W celach zakupowych starajmy się dotrzeć na targowisko raczej wcześniej niż później. Ja, o godzinie dziesiątej usłyszałam od przechodniów: - Oj, za późno przyjechaliśmy, co ciekawe już wykupione. I jeszcze jedna rada – nie rezygnujcie z obecności na małych pchlich targach, jak ten w miejscowości Błonie – druga niedziela miesiąca – gdzie kupiłam piękną broszę (portret damy w kapeluszu) za 30 złotych.

Dodam, że na niedzielnym targowisku na Grabówcu też mieliśmy możliwość pobuszowania w licznych kartonach z różnościami. Niestety, jak wieść głosi, nie było przestrzeni targowej na tego rodzaju sprzedaż.

 

 

GRAŻYNA M. DZIERŻANOWSKA


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama