Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 9 lipca 2026 19:42
Reklama
Reklama

ZATRZYMUJE MNIE PIĘKNO ŻYCIA

Z BARBARĄ PARZYCHOWSKĄ - "Poetką z potrzeby serca", z której poezji "emanuje afirmacja życia i pogodna mądrość", jak pięknie zauważyła recenzentka jej pierwszego tomiku ŻYCIE NIE PYTA O ZGODĘ Wanda Koniecka – Pieńkos - rozmawia Grażyna M. Dzierżanowska.

Wywiad traktuje o poezji AUTORKI, ale i o ukochanym synu Macieju, o życiu...

***

Życie, nam piszącym, podaje tematy jak truskawki na deserowym talerzyku...

Moje wiersze to moje przemyślenia, a życie mam całkiem zwyczajne.

Pamięta Pani pierwszy wiersz?

Pamiętam, był bardzo osobisty, nie publikowałam go, a napisałam po odejściu mojego męża. Nie wiedziałam, co czuję, nie wiedziałam, że tak bardzo dotknie mnie jego śmierć, byłam przybita. Później zaczęłam pisać wiersze z pozycji kobiety, której może nie wszystko się udało. Jeszcze później łapałam chwile, próbowałam wniknąć w to, co czuję. A dziś to w zależności od tego, co mnie zachwyci albo zatrzyma – jakiś obraz, jakieś słowa, jakaś chwila albo zdziwienie... Wczoraj napisałam utwór o hortensjach. To przepiękne kwiaty.

To zatrzymanie...

Zatrzymuje mnie piękno życia i staram się na tym skupić, żeby za bardzo nie wchodzić w wir życia, w ból, w to, co dotyka najbardziej. Ja jestem mamą, całe życie jestem mamą i całe swoje życie nią będę. Maciek potrzebuje mnie cały czas, 24 godziny na dobę, ale jestem też kobietą...

... o wielkim harcie ducha i wielu przymiotach.

Maciek jest cudownym człowiekiem i mimo swojej niepełnosprawności ma w sobie bardzo dużo radości. I potrafi mi tę swoją radość oddać. Są takie chwile, że śmiejemy się do łez. Jest bardzo ciepły, potrafi mi powiedzieć, jak bardzo mnie kocha. Przebywanie z nim to jest po prostu przyjemność, nie kara. Ja mam sprzęt, podnośnik do przenoszenia syna, wózek, mieszkanie dostosowane na tyle, na ile można do naszych warunków, by codzienność nie była uciążliwa i dla niego, i dla mnie. Żyje nam się spokojnie.

I zapewne wciąż uczycie się siebie i od siebie...

Nie wolno jest przy nim krzyczeć, nie wolno głośno mówić, to specyfika choroby, Maciek się wówczas boi. Więc zawsze jesteśmy spokojni, niezniecierpliwieni. Problem jest, jeśli syn jest chory, ale zawsze mam pomoc, spotykam się ze zrozumieniem lekarzy, personelu medycznego – nasze miasto jest małe, znamy się...

Doprawdy piękne to słowa o synu, o byciu z nim i Pani matczynej miłości. A czyta mu Pani swoje wiersze?

Czytam. On w ogóle korzysta z mediów społecznościowych, ma mnie u siebie na FB i śledzi te moje wiersze. Jeśli trafi na taki, który mu się podoba, to przekazuje go dalej, swoim kolegom, żeby sobie czytali. Piosenkę razem napisaliśmy o tym, jak okulary zgubiłam (śmiech). AI dokomponował nam melodię do tekstu i ok, puszczamy ją dalej, jest na YT.

Ale czegoś zapewne nie lubi...

Nie lubi, kiedy wychodzę. Nie wiem, czy to jest spowodowane tym, że boi się o mnie, żeby mi się coś nie stało...Mam taką koleżankę, z którą kończyłyśmy szkołę średnią, później razem żeśmy pracowały, razem odeszłyśmy na emeryturę... Zaprosiła mnie na herbatkę. Minęło parę dni i Maciej pyta: "Nie mamy herbaty w domu, mamo?" (wybuchamy śmiechem). Ja mówię: "Mamy, ale ja chodzę do Ani pogadać, nie na herbatę".

Na jaki okres przypada Pani rozkwit talentu?

Zaczęło się z końcem roku 2024 i początkiem 2025. Wcześniej próbowałam i pisałam do szuflady. Niektóre wiersze z szuflady, poprawione, weszły do tomiku, mają tam swoje miejsce, ale tak naprawdę zaczęłam później. Na Instagramie jest taki pan, który jest krytykiem literackim, pan Piotr Jemioło. Publikuje swoje utwory i opiniuje innych twórców. Powiedziałam panu Piotrowi, że też piszę, ale nie mam śmiałości publikować. On na to, żebym publikowała, że zawsze się znajdują jacyś odbiorcy... I ja te wiersze swoje gdzieś zaczęłam wstawiać. Usłyszałam, że całkiem nieźle jest... No i zaczęłam pisać, publikować.

Te wiersze z szuflady... One miały swoich cichych czytelników?

Nie, nie, nie, one były tylko dla mnie.

A jakie były te Pani pierwsze wiersze?

Były bardzo krótkie, nie tytułowane. Pisałam takie czterowersy, zawierały jedynie główną myśl. Teraz się nauczyłam rozwijania myśli, nauczyłam się, na przykład, że można pisać o hortensjach jak o kobietach...

Pani pierwszy wydany tomik nosi ciekawy tytuł – ŻYCIE NIE PYTA O ZGODĘ.

Tak, bo i wiersze moje są o takiej tematyce, życie nie pyta o zgodę, niesie nam rzeczy, których nie zawsze chcemy...

Kiedy ów tytuł przyszedł do Pani?

Nie ja go wymyśliłam, to cytat z mojego wiersza, ale tytuł dla tomiku zaproponowała pani Wandzia Koniecka-Pieńkos. Mój pierwszy pomysł to PO WEWNĘTRZNEJ STRONIE DUSZY, też cytat z mojego utworu (autorka czyta ów wiersz na głos).

Pani kiedyś myślała, by posługiwać się prozą poetycką?

Pisałam te swoje wiersze z wyczucia, po swojemu, nic nie wiedząc o formie, o stylu. Rymy? Mnie rymy zupełnie nie wychodzą. A niektóre rymowane wiersze są po prostu piękne, np. Michała Matejczuka, podziwiam go, ale ja tak pisać nie potrafię.

Wiele wytłumaczyła mnie Wandzia. A z tym tomikiem to było tak, że przyszła do mnie Donia Nalewajk i spytała, czy nie chciałabym tych wierszy z mojego FB wydać w tomiku. Pomyślałam, że chyba nie, że gdzie tam takie wiersze, że one się nie nadają do publikacji w książce. A Aldonka powiedziała, że jej się podobają. No i poprosiłam ją o wybranie wierszy do książki i dodałam, że potem porozmawiamy. A potem to już spotkałyśmy się we trzy - z dwiema polonistkami o dużej klasie - i pomyślałam, że może to moje pisanie to jednak poezja. Oczy otworzyłam szeroko. Pracowałyśmy nad tomikiem w zasadzie od stycznia czy lutego i skończyłyśmy do kwietnia. Co ciekawe, moje wiersze nie miały tytułów. One były nadane dopiero do tomiku, siadłam i zatytułowałam je. Zmobilizowałam się.

I tak wiersze Pani spałyby w szufladzie, gdyby nie dobre i mądre dusze...

Spałyby. Ja nie jestem taka ambitna, nie miałam potrzeby zaistnieć, ja jestem mamą. Jestem tym wszystkim zaskoczona.

Pani jest świetną mamą dwóch synów, ale szuflada się ożywiła i zapewne będzie Pani kontynuować twórczą pracę.

Nie wiem, ile jeszcze będę pisać. Nie wiem. Wszystko zależy od tego, jak ja się będę czuła. Mam takie momenty, że chcę się na chwilę zatrzymać i pomyśleć, co to będzie, jak przestanę pisać. Swoje najgłębsze smutki i żale opisałam, a teraz zatrzymuje mnie piękno natury, zasłyszane piękne myśli, jak ta z filmu, który zaczęłam oglądać: "Kiedy znajdziesz tę jedną osobę, która łączy cię ze światem, stajesz się innym człowiekiem, lepszym, a kiedy ktoś ci ją odbiera, kim stajesz się wtedy?".

Kończymy naszą rozmowę wierszem autorstwa PANI BARBARY pt. "Hortensja". Czyta mi go sama twórczyni. Jest bajecznie barwny i niezwykle plastyczny.

Dla naszych Czytelników, którzy jeszcze nie znają twórczości AUTORKI tomiku ŻYCIE NIE PYTA O ZGODĘ zamieszczamy wiersz z jej Facebooka.

Sen

Byliśmy sobie bliscy

jak dwa brzegi

we śnie

Gdyby los

Połączył je mostem,

nie wiem,

czy poznalibyśmy się

po przebudzeniu

PODZIĘKOWANIE 

Barbara Parzychowska, autorka tomiku ŻYCIE NIE PYTA O ZGODĘ wyraża szczere podziękowania państwu: Wandzie Konieckiej-Pieńkos (recenzentka, redaktorka wydania), Aldonie Nalewajk (wybór wierszy do tomiku), Monice Komorowskiej (interpretatorka wierszy podczas spotkania w Lelewelu), dyrekcji BIBLIOTEKI (Bożena Potyraj i zast. Aldona Nalewajk), Stanisławowi Rudnickiemu (autor muzyki do tekstu p. Barbary i teledysku).

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama