"Święta, święta i po świętach" – to znane powiedzenie nabiera w polskich domach nieco przygnębiającego znaczenia. Gdy emocje świątecznego nastroju i biesiadowania opadają, a goście odjeżdżają, zostajemy z lodówkami wciąż wypełnionymi żurkiem, wędlinami, sałatką jarzynową i mazurkami. Zostajemy z jeszcze jednym poczuciem: sytości, przejedzenia, niekiedy lekkiego jadłowstrętu. Niestety, dla znacznej części tego jedzenia kolejnym przystankiem za kilka, kilkanaście dni nie będzie stół, lecz śmietnik. Dlaczego mimo rosnącej świadomości i cen, wciąż marnujemy na potęgę?
Temat marnowania żywności wrócił do debaty publicznej w te święta m.in. za sprawą ekspertów z Banków Żywności oraz aktywistów "zero waste" - tłumaczone z angielskiego jako bezodpadowość, ograniczenie marnotrawstwa. Wnioski płynące z tych dyskusji są alarmujące: Polska pozostaje w niechlubnej czołówce państw Unii Europejskiej pod względem wyrzucanego jedzenia. Rocznie jako naród marnujemy blisko 5 milionów ton żywności. Co najbardziej uderza – to nie wielkie sieci handlowe czy restauracje odpowiadają za ten stan rzeczy. Aż 60% strat generujemy my sami, w naszych prywatnych kuchniach i gospodarstwach domowych.
Ile pieniędzy wyrzucamy do kosza?
Marnowanie jedzenia to nie tylko kwestia etyczna, to przede wszystkim bolesny cios w nasz portfel. Szacuje się, że statystyczny Polak wyrzuca żywność o wartości około 1000 złotych rocznie. Dla czteroosobowej polskiej rodziny oznacza to, że co roku w błoto (do śmietnika) trafia 4000 złotych. To równowartość solidnych wakacji lub kilku rat kredytu. W okresie świątecznym to zjawisko przybiera na sile – kupujemy "na zapas", "żeby nie zabrakło", ulegając marketingowej presji i tradycyjnej polskiej gościnności.
Warto jednak zauważyć światełko w tunelu. Dane statystyczne pokazują, że nasze podejście powoli się zmienia. Jeszcze pięć lat temu aż 56% respondentów deklarowało, że przed Wielkanocą kupi żywności "pod dostatkiem", by z pewnością jej nie zabrakło. W tym roku ten odsetek spadł do 36%. Czy to efekt rosnącej świadomości ekologicznej, czy raczej twardej mikroekonomii domowego budżetu? Zapewne jedno i drugie, ale trend jest wyraźny: zaczynamy liczyć i planować.
Pułapka "daty ważności" i prawny absurd
Jednym z najpoważniejszych problemów, o których alarmują fundacje pomagające potrzebującym, jest wadliwe prawo. Ustawa o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, choć przełomowa, od ponad pięciu lat czeka na kluczową nowelizację. Obecne przepisy generują absurdalną sytuację: z chwilą upływu daty przydatności podanej na opakowaniu następuje magiczne "pstryk" i pełnowartościowe jedzenie formalnie staje się "odpadem". To formalnie blokuje możliwość jego legalnego przekazania przez sklepy czy banki żywności tym, którzy go potrzebują. Kluczem do racjonalnego zarządzania lodówką jest zrozumienie różnicy między dwoma oznaczeniami, które często mylimy.
"Należy spożyć do" (termin przydatności do spożycia) - to radykalna granica bezpieczeństwa. Stosowana przy produktach nietrwałych, jak mięso, ryby czy nabiał. Po tej dacie produkt może być niebezpieczny dla zdrowia.
"Najlepiej spożyć przed" (data minimalnej trwałości) - to obietnica producenta co do najwyższej jakości. Po tej dacie produkt (np. ryż, makaron, mąka, konserwy) nadal jest zdatny do spożycia i bezpieczny, może jedynie stracić nieco na smaku, zapachu czy konsystencji.
Nowelizacja ustawy powinna urealnić te definicje, pozwalając na ratowanie tysięcy ton żywności, która dziś ląduje na wysypiskach tylko z powodu biurokratycznego podejścia do kalendarza.
Co zrobić z poświątecznym nadmiarem?
Można oczywiście powtarzać nieszczęsne "jedz, bo się zmarnuje" i zmuszać się do kolejnej porcji sałatki, warto zastosować kilka sprawdzonych metod z nurtu zero waste.
Zamrażarka to twój sojusznik. Większość świątecznych potraw świetnie znosi mrożenie. Wędliny, pieczone mięsa, a nawet niektóre ciasta (serniki, baby) można z powodzeniem zamrozić i wykorzystać za dwa tygodnie na obiad.
Kuchnia kreatywna (recykling dań). Pozostałe wędliny i pieczenie to idealna baza do bigosu, zapiekanek makaronowych czy domowej pizzy. Nawet z czerstwego mazurka lub baby można przygotować smakołyki w typie bajaderki.
Podziel się z innymi. Jeśli wiesz, że nie przejesz zapasów, rozejrzyj się wokół. Możesz po prostu zapakować porcję jedzenia i przekazać ją komuś potrzebującemu w sąsiedztwie lub zostawić w jadłodzielni przy pułtuskim MOPS.
Apel o rozsądek
Święta to czas radości, a nie stresu związanego z przejedzeniem i wyrzutami sumienia przy wynoszeniu śmieci. Tegoroczna Wielkanoc jest świetną okazją, by sprawdzić, ile z naszych zakupów było realną potrzebą, a ile nawykiem. Pamiętajmy, że każda wyrzucona kromka chleba to nie tylko zmarnowana praca rolnika i piekarza, ale także litry zużytej wody i energia, za którą wszyscy płacimy. Patrząc na produkty, które kupiliśmy i które okazały się zbędne, odpowiedzmy sami sobie: jakie chwyty marketingowe skłoniły nas do tych nietrafionych zakupów – i zapamiętajmy tę naukę na przyszłość.
Niech tegoroczne "święta, święta i po świętach" będą początkiem nowej tradycji – tradycji szacunku do jedzenia i własnych pieniędzy. Rozsądek na talerzu to najlepszy prezent, jaki możemy sprawić sobie i planecie.
ZCZ










