Mówi się, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. W przypadku pułtuskich ogrodów działkowych "Polam" przy ul. Mickiewicza, drogę do "mokrego piekła" – a konkretnie do zalanych grządek i zniszczonych altan – wybrukowano kostką betonową. To, co w 2019 roku wydawało się gestem dobrej woli powiatowych drogowców wobec mieszkańców, przerodziło się w trwający siedem lat konflikt administracyjno-prawny, w który zaangażowane zostały wszystkie szczeble władzy: od burmistrza, przez Radę Powiatu, aż po Naczelny Sąd Administracyjny. Dziś, dzięki budowie obwodnicy Pułtuska, pojawia się realna szansa na "szczęśliwe zakończenie", choć droga do niego była wyjątkowo kręta i wyboista.
Pułapka dobrych intencji
Historia zaczęła się siedem lat temu. W 2019 roku Zarząd Dróg Powiatowych (ZDP) w Pułtusku prowadził remont i przebudowę ulicy Mickiewicza na odcinku sąsiadującym z ogrodami działkowymi "Polam". Mieszkańcy i działkowcy, ciesząc się z modernizacji, zwrócili się do przewodniczącego Rady Powiatu z prośbą o stworzenie miejsc postojowych. Problem polegał na tym, że między jezdnią a ogrodzeniem działek biegł rów, kluczowy dla odprowadzania wód opadowych z tego terenu.
Podjęto wówczas decyzję, którą z perspektywy czasu można nazwać pośpieszną i niefortunną: rów zasypano, a w jego miejscu ułożono parking z kostki betonowej. ZDP chciał wyjść naprzeciw oczekiwaniom społecznym, jednak chyba pominięto prawa fizyki i hydrologii. Efekt? Przy pierwszej większej ulewie natura upomniała się o swoje. Woda, która wcześniej swobodnie wypełniała rów, nie mając gdzie ujść, zaczęła zalewać niżej położone tereny ogrodów działkowych. Kolejne lata to historia regularnych podtopień, zniszczonych upraw i narastającej frustracji właścicieli ogródków, dla których te skrawki ziemi są często efektem starań całego życia.
"My ze szwagrem w Pułtusku..."
Zdesperowani działkowcy szukali ratunku u ówczesnego burmistrza Pułtuska, Wojciecha Gregorczyka. Ratusz, reagując na sygnały o naruszeniu stosunków wodnych, powołał biegłego rzeczoznawcę, który miał ocenić przyczynę podtopień. Opinia była miażdżąca dla powiatu: winny był Zarząd Dróg Powiatowych, który poprzez zasypanie rowu i budowę parkingu zmienił tak zwane stosunki wodne, ze szkodą dla gruntów sąsiednich. Opinia biegłego zainicjowała administracyjno-prawną batalię, jednak dziś można uznać, że wydarzyło się wówczas coś bardzo dziwnego... Redakcja "Tygodnika" badając tę sprawę ustaliła, że ekspert wydający kluczową dla sprawy opinię prawdopodobnie nie posiadał wymaganych do tego uprawnień. Sytuacja ta aż prosi się o skojarzenia z klasyką polskiej komedii. Cytując postać Stanisława Anioła z kultowego serialu "Alternatywy 4" Stanisława Barei: "
My ze szwagrem w Pułtusku nie takie numery robiliśmy!"
Niestety, działkowcom, u których fundamenty domków i ogrody stały pod wodą, z pewnością nie było do śmiechu. Mimo dzisiejszych wątpliwości co do warsztatu biegłego, machina urzędnicza ruszyła i przez lata nie potrafiono jej zatrzymać.
Batalia na paragrafy
Na podstawie wspomnianej opinii wszczęto postępowanie administracyjne. Burmistrz Pułtuska 26 września 2022 roku wydał decyzję nakazującą Zarządowi Dróg Powiatowych przywrócenie stanu poprzedniego lub wykonanie urządzeń zapobiegających zalewaniu, konkretnie rowu krytego (kolektora) o średnicy co najmniej 600 mm wraz z tzw. sięgaczami wzdłuż drogi powiatowej. Powiat, nie zgadzając się z tym rozstrzygnięciem, wszedł na drogę odwoławczą. Sprawa przeszła przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze oraz Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Finał nastąpił 20 stycznia 2026 roku, kiedy to Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Powiatu Pułtuskiego. Wyrok stał się prawomocny: prawo i fakty stanęły po stronie działkowców. ZDP został zobowiązany do naprawienia błędu z 2019 roku.
Nowy gracz na mapie: Generalna Dyrekcja i Strabag
W momencie, gdy wyrok zapadł, sytuacja na gruncie skomplikowała się jeszcze bardziej. Odcinek ulicy Mickiewicza, o który toczył się spór, stał się częścią placu budowy największej inwestycji w regionie – obwodnicy Pułtuska. Teren został przekazany Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), a wykonawcą prac została firma Strabag. Dyrektor ZDP w Pułtusku, Marek Kamiński, podczas rozmowy z naszą redakcją, wskazał na przedziwną sytuację prawną: powiat ma sądowy nakaz wykonania prac (budowy kolektora pod parkingiem), jednak od czasu rozpoczęcia budowy obwodnicy teren ten nie jest w jego władaniu. Dokumentacja, którą dysponuje nasza redakcja, w tym oficjalne stanowisko GDDKiA, nie pozostawiała złudzeń. Inwestor obwodnicy kategorycznie odmówił wpuszczenia powiatowych ekip budowlanych na teren budowy. Wskazano też na kwestie gwarancji, bezpieczeństwa ruchu oraz kolizji z projektem obwodnicy, która przewiduje własne rozwiązania w zakresie gospodarki wodnej. Należy podkreślić: teraz to obwodnica, droga krajowa graniczy z płotem działkowców. Po oddaniu obwodnicy do użytku nie będzie tam wolno przez 5 lat nic majstrować, bo to naruszyłoby kwestie gwarancji!
Parking z kostki betonowej, będący zarzewiem konfliktu, został na wstępie budowy obwodnicy częściowo rozebrany przez Strabag, właśnie na odcinku sąsiadującym z podmakającymi działkami. Urzędowy pat wydawał się nie do rozwiązania: sąd nakazuje przebudować, krajowi drogowcy zabraniają wstępu.
Nadzieja w inżynieryjnym porozumieniu co do szczegółów
Przełom przyniósł dialog techniczny. Jak wynika z najnowszych pism skierowanych do redakcji "Tygodnika Pułtuskiego", Zarząd Dróg Powiatowych podjął skuteczne negocjacje z wykonawcą obwodnicy. Firma Strabag, realizując potężną inwestycję, zgodziła się uwzględnić sugestie ZDP i rozwiązać problem działkowców w ramach swoich prac.
Zamiast budować osobny kolektor, co oznaczałoby konieczność podkopywania nowo wykonanego nasypu pod estakadę węzła drogowego, budowniczowie obwodnicy dokonają drobnych, "kosmetycznych" z punktu widzenia skali całej budowy, prac ziemnych przy płocie ogrodów działkowych. Zostaną one skoordynowane z powstającym systemem odwodnienia obwodnicy. Jak zapewnia Dyrektor Marek Kamiński, podejście generalnego wykonawcy daje gwarancję, że problem zalewania zostanie trwale wyeliminowany.
Lekcja na dziś i na przyszłość
W podsumowaniu należy zauważyć, że rozwiązanie konfliktu przyszło z najmniej oczekiwanej strony. Wielka inwestycja, jaką jest obwodnica, która często kojarzy się z utrudnieniami i wywłaszczeniami, w tym konkretnym przypadku staje się "wybawicielem" dla lokalnego, powiatowego problemu. Na fotografiach, które ZDP przedstawiło redakcji, widać tereny ogródków, które przez minione lata były podtapiane. Zdjęcia sprzed kilkunastu dniu, już po roztopach, bez śladów śniegu – ale też bez widocznych śladów podtopień. Śniegu było tej zimy sporo – więc być może problem już jest rozwiązany. Tygodnik będzie się jednak bacznie przyglądał finałowi wszystkich prac w tym miejscu. Mamy nadzieję, że to ostatni rozdział tej sagi, a jedyne "numery", jakie będą się działy w Pułtusku, będą już tylko tymi filmowymi cytatami, wyłącznie do śmiechu.
Na zakończenie refleksja, skierowana do działkowców. Kiedy porówna się obraz waszych działek na geodezyjnych mapach zabudowy z ortofotomapą, na której, na lotniczym zdjęciu widać rzeczywisty obraz zabudowy, to różnice są uderzające. Dachów domków, widocznych na zdjęciu (aktualnym, bo widać już na nim wjazd na wiadukt węzła obwodnicy) jest dużo dużo więcej niż prostokątów oznaczających zabudowania na "prostej" mapie geodezyjnej. Każda połać dachu, każdy wykostkowany na działce chodnik, placyk to powierzchnia, która już nie chłonie wody z deszczu czy roztopów. Kiedy powstają rozlewiska, to tworzy je woda, która w części spłynęła z miejsc, gdzie nie mogła wsiąknąć w ziemię. Ale to już z pewnością działkowcy wiedzą. Życzymy udanego sezonu na działkach, pięknych, dorodnych upraw – i wody dokładnie tyle, ile będzie wam potrzeba.
ZCZ











