CO BYŁO, TO BYŁO, CO JEST, TO JEST!
Oto więc pierwsza konkursowa premiera – CHŁOPCY Stanisława Grochowiaka w reżyserii Adama Gadomskiego i w wykonaniu TEATRU pod DĘBEM. I reżyser GADOMSKI, i zespół TEATRU pod DĘBEM – znani, lubiani, nagradzani.
Bohaterami dramatu Grochowiaka są mieszkańcy domu spokojnej starości, a to: Kalmita, Jan Nepomucen Pożarski, Jo-jo, Smarkul, Profesor i Hrabina de Profundis. I już od pierwszych scen sztuki widz orientuje się, że ani dom starości (a fe, co to za nazwa!) nie jest spokojny, ani bohaterowie nie stoją jeszcze nad grobem. Pozostali pod opieką zakonnic: Siostry Przełożonej - która sama – jak to się mówi – z powodzeniem mogłaby być pensjonariuszką przytułku-przechowalni dla ludzi podeszłego wieku, oraz despotycznej Siostry Marii, nie popadli w starczy marazm. Wręcz przeciwnie – starają się być wolnymi, odnajdywać w nie swoim domu małe radości, też buntować się przeciwko zakazom, ba, też płatać figle swoim opiekunkom.
Nie, absolutnie nie są stetryczali; odcięcie od środowisk, w którym żyli, od ludzi, których kochali, nie spowodowało, że stali się figurami czekającymi na ostateczność w swoich łóżkach – trumnach. Nie zgadzają się na samotność i odizolowanie, chcą zaznawać szczęścia, uczuć, emocji, których często szukają, w powrocie do czasów młodości.
Dramat Grochowiaka to istne pole do popisu dla zespołu Adama Gadomskiego i dla niego jako reżysera i aktora. Zespół, sprawnie prowadzony ręką reżysera, pokazał cały wachlarz ludzkich charakterów. Aktorzy, doskonale obsadzeni w danych rolach, sprostali zdaniu nakreślonemu przez autora CHŁOPCÓW. I to jak!
AKTORZY.
Refleksyjny, kontemplujący, ze spokojny smutkiem na twarzy, rozgoryczony w ostatniej scenie sztuki to Kalmita, w którego wcielił się Józef Dyga. Józek teatralnego bakcyla połknął na full i to dawno temu. Oszczędnymi środkami wyrazu zagrał mężczyznę dystyngowanego, ale zgorzkniałego, noszącego w sobie smutek i nostalgię.
Jan Nepomucen Pożarski – Wojciech Szydłowski zaprezentował postawy niezgody na odejście młodości. Wejście w CHŁOPIĘCOŚĆ, której trzymają się psikusy, dawała mu poczucie zatrzymania czasu, też zainteresowanie płcią piękną... A inni? Profesor – Andrzej Michalik – stworzył wiarygodną postać erudyty, mężczyzny z dużą kulturą osobistą, osoby uciekającej w ironię, traktującej starość jako więzienie. Narcyza Kalmitowa wcieliła się swobodnie w rolę egocentryczki, łaszącej się do męża gestami pełnymi zatroskania. Jakże ona skupiała się na sobie, tak zachowując pozory atrakcyjności. Manipulantka na 102. Siostra Przełożona - Elżbieta Gierek, naczelna aktorzyca TEATRU – zagrała dobroduszną zakonnicę, z humorem i... lukami w pamięci często przynależnymi podeszłemu wiekowi. W jej grze wiele było momentów humorystycznych – stworzyła rolę z dużym poczuciem humoru, z dobroduszną, z ludzką twarzą. Mądra kobieta, w tym sęk, że bierna. Siostra Maria – Anna Jeż, przekonująco wcieliła się w postać zakonnicy osoby zdecydowanej, rygorystycznej, pełnej ochoty ujarzmianie "chłopców"; to ich antagonistka, czarny charakter – bez empatii. Smarkul? Zagrał ordynansa Jo-jo, wycofanego i nieśmiałego, najbardziej uległego z wszystkich `chłopców`. Bywało, że bywał emocjonalny. Hrabina de Profundis – Agnieszka Łempicka świetnie zagrała dystyngowaną damę, kobietę nie dająca sobie zabrać namiastek niezależności. Wiktoryna – Zofia Kubicz to młodziutka aktoreczka doskonale radząca sobie na scenie, grająca ze swobodą, bez wysiłku i cienia tremy, świeża, prawdziwa w swojej roli. No i Jo-jo, Adam Gadomski, wychwytujący wszystkie emocje postaci nakreślonej przez Grochowiaka, a najpiękniejszy był w swojej CHŁOPIĘCOŚCI, w przedrzeźnianiu, w mimice i ruchach. Gadomski na scenie to konglomerat odcieni charakteru - zgryźliwości, złośliwości, ironii, ale też koleżeństwa i honoru, walki o swoje.
Idealna to obsada, profile osób, które odmówiły uczestnictwa w starzeniu się – bardziej myśli niż ciała. I to gdzie? W miejscu dojmująco smutnym, z którego nie ma ucieczki.
- Jestem powalony! – usłyszałam – tuż po spektaklu – od mężczyzna z pierwszego rzędu.
A ponadto zasługą aktorów i ich artystycznego kunsztu było, że widzowie wychodzili z TEATRU z refleksjami nad starością, z sercami pełnymi emocji, związanymi z człowieczą jesienią życia. Z myślą o samotności seniorów, o ich ograniczeniu wolności osobistej i braku samostanowienia. Z myślą o wyalienowaniu. Z nieliczeniem się z potrzebami starych ludzi. Z tymi, którzy dla dużej części społeczeństwa są przezroczyści.
I wychodzili, miejmy nadzieję, z myślą, że ktoś w podeszłym wieku to też człowiek... tylko starszy.
PO PROSTU JESTEM ORADCOWANA
Drugi dzień świętowania PTA-K-a, 25 września, przyniósł premierę komedii RADCY PANA RADCY Michała Bałuckiego w wykonaniu grupy teatralnej UCHO OD ŚLEDZIA w reżyserii Karoliny Ambroziak – Sawickiej i Sylwii Grzesiak. Pań już sławnych.
Moja najkrótsza recenzja? Jestem zakochana. Jestem oczarowana. Po prostu jestem... ORADCOWANA. Powiem górnolotnie. Kreacje aktorskie piękne jak krople rosy, jak brzask poranka. Do smakowania jak najlepsza słodycz. Wszystkich razem i każdego z osobna. Barwna mozaika ludzkich charakterów i zachowań, a postaci pełnokrwiste, jakby wprost wyjęte z mieszczańskiego, XIX-wiecznego domu pana radcy. A aktorzy i aktorki jak adepci najlepszych szkól teatralnych.
Na walory artystyczne premiery, na jej urok i zabawę widowni wpłynęła i reżyseria utalentowanych pań, i galeria przednich aktorek i aktorów, powiązanych rodzinnie. Bo oto mamy Pawła Grzywacza (to Piotr) i jego córkę Olgę Grzywacz (Helenka), Sylwię Grzesiak (Ewa, żona Piotra) i jej córkę Blankę Grzesiak (Służąca), Karolinę Ambroziak-Sawicką (Eufrozyna) i jej męża Stanisława Sawickiego(Muzyk). W tym rodzinnym zespole doskonale się znaleźli: Michał Żuk (Zdzisław), Dawid Wielgo (Karol), Apolonia Ambroziak(Muzyk, siostra p. Karoliny).
Humor, jako narzędzie wielce pożądane, spełnił swoją artystyczną rolę w sztuce pani Sylwii i pani Karoliny; humor ma bowiem wielką moc. I tego humoru, śmiechu jest w sztuce zatrzęsienie. Wynika on z gry aktorskiej – z mimiki, tańca, gestów i ruchów, oraz z komedii pomyłek/omyłek, na których fabuła sztuki się zasadza. Na serii nieporozumień i zbiegów okoliczności, prowadzących do totalnego zamieszania, które to aktorzy zagrali w sposób olśniewający.
A najwyraźniej i brawurowo zagrali: rozedrgana emocjami Sylwia Grzesiak (dykcja klarowna i czysta) - wygrała przywary swojej postaci: ekscytację, znudzenie mężem, romans ze Zdzisławem. Też jej sceniczny mąż - Paweł Grzywacz (porywający w stanie upojenia alkoholowego), ów nieudacznik życiowy siedzący pod pantoflem żony, naiwny konformista. Też Olga Grzywacz, najpierw figlarka - jeszcze dziecina, żywiołowa, potem mądra, rozsądna dziewczyna, przedstawicielka młodego pokolenia, wygłaszająca długie monologi z nienaganną dykcją, perfekcyjną i bez cienia tremy i zawstydzenia liczną widownią.
Talenty na miarę scenicznych desek dużych miast.
Nie do zapomnienia są i ONI...Różnorodnie utalentowana Karolina Ambroziak – Sawicka, wcielająca się w rolę Guwernantki, starej panny marzącej o miłości, subtelnie i wiarygodnie poprowadziła swoją rolę. Była zakochana, szczęśliwa, trochę tym szczęściem rozćwierkana. Michał Żuk - Zdzisław, pokazany jako cyniczny łowca posagów, zmienny w uczuciach i Dawid Wielgo, chętnie przyjmujący dobro, które przyniósł mu los.
No i Blanka Grzesiak, służąca Dziszewskich z impetem oddająca się pracom domowych... To młodziutka aktoreczka z dużym potencjałem, która swoją rolę w RADCACH wygrała mimiką, grą twarzy i ciała. Artystycznym nerwem.
Ponadto: scenografia udana, kostiumy przednie, pomysł z włączeniem w fabułę wstawek: muzyki, śpiewu, tańca niebanalny.
Ciąg dalszy nastąpi.Grażyna Maria Dzierżanowska
