Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 10 września 2026 12:45
Reklama
Reklama

Prezydent zawetował ustawę o transporcie publicznym

Co to oznacza dla nas?

Tygodnik Pułtuski z zasady skupia się na sprawach lokalnych. Staramy się nie zajmować "wielką polityką", bo znacznie bardziej interesuje nas to, co dzieje się w Pułtusku, powiecie pułtuskim i naszych gminach. Tym razem jednak trudno całkowicie pominąć skutki decyzji podjętej przy Krakowskim Przedmieściu. Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o publicznym transporcie zbiorowym, która miała zmienić zasady organizowania komunikacji w całej Polsce. A transport publiczny to przecież codzienność mieszkańców Pułtuska, Winnicy, Pokrzywnicy, Zator, Obrytego, Gzów czy Świercz.

W 2026 roku Powiat Pułtuski otrzymał dofinansowanie od rządu z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na 24 linie autobusowe o łącznej długości 1647,3 km. Połączenia obejmują wszystkie gminy powiatu, a część tras wychodzi również poza jego granice – m.in. do Zegrza, Zegrza Południowego i Ciechanowa. Dlatego warto wiedzieć, co właśnie zostało zablokowane.

Co miała poprawić nowa ustawa?

Projekt przygotowywany przez Ministerstwo Infrastruktury przez dwa lata miał przede wszystkim walczyć z tzw. wykluczeniem komunikacyjnym. Według ministra Dariusza Klimczaka, problem dotyczy około 10 mln Polaków, którzy mają utrudniony dostęp do autobusu lub innego transportu publicznego. Najważniejszą zmianą miał być ogólnopolski minimalny standard komunikacji. W dni robocze miały być zapewnione co najmniej cztery pary połączeń, a w dni wolne – dwie pary, między stolicą województwa a siedzibami powiatów oraz między siedzibami powiatów i gmin. Miało to oznaczać, że autobus nie byłby już wyłącznie dobrą wolą lokalnego organizatora. Dla mieszkańców naszego powiatu miało to poprawić sytuację choćby wtedy, gdy ktoś z małej miejscowości musi dostać się do Pułtuska do lekarza, urzędu, szkoły czy pracy, a później wrócić do domu.

Drugim rozwiązaniem był transport na żądanie. W najmniejszych miejscowościach, gdzie utrzymywanie regularnego autobusu byłoby nieopłacalne, gmina mogłaby organizować przejazd samochodem osobowym po wcześniejszym zgłoszeniu. Koszt takiego rozwiązania miał być częściowo pokrywany z rządowego funduszu.

Kolejna zmiana dotyczyła koordynacji całego systemu. Większą rolę miał otrzymać marszałek województwa, który miał integrować rozproszone dziś przewozy autobusowe i kolejowe. Chodziło m.in. o ograniczenie sytuacji, w której kilka różnych linii dubluje się na jednej trasie, podczas gdy kilka kilometrów dalej mieszkańcy nie mają żadnego autobusu. Projekt przewidywał również cyfrowe schematy sieci i lepsze powiązanie różnych środków transportu.

Ustawa miała także wprowadzić określone standardy bezpieczeństwa, w tym wymagania dotyczące wieku autobusów i wyposażenia ich w pasy bezpieczeństwa. Brzmi dobrze? Owszem. Ale prezydent uznał, że ustawa ma poważne wady.

Co nam zostaje po prezydenckim wecie?

Najważniejszy problem pozostaje bez zmian: nadal nie ma przepisów gwarantujących, że mieszkaniec małej miejscowości będzie miał autobus do powiatu, a mieszkaniec powiatu – połączenie z województwem. Nie będzie również nowego systemu transportu na żądanie, finansowanego w ramach reformy. Nie będzie lepszej koordynacji i integracji przewozów przez marszałków. Pozostaje więc obecny, rozproszony system, w którym gmina, powiat i województwo organizują swoje przewozy, a część linii funkcjonuje dzięki dopłatom z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych.

I tutaj dobrze widać pułtuską rzeczywistość. Powiat organizuje połączenia na terenie powiatu oraz kolejne w porozumieniu z sąsiednimi powiatami. Gmina Pułtusk ma natomiast własną komunikację miejską. Jak to działa dobrze wiemy, a z pewnością wymaga stałego dogadywania się, pieniędzy i pilnowania, aby konkretna linia nie zniknęła.

Dobrym przykładem jest choćby poranny autobus z Pułtuska do Warszawy o godz. 4.15. W kwietniu miasto informowało, że udało się go utrzymać właśnie dzięki podjętym działaniom. Dla "systemu" przewozów to jedna linia w rozkładzie. Dla mieszkańca pracującego w Warszawie – często jedyna możliwość dotarcia do pracy.

Prezydent blokując ustawę wskazał między innymi na problem stabilności finansowej przewoźników. Zawetowana ustawa skracała maksymalny okres umów z przewoźnikami z obecnych 10 do 5 lat. Zdaniem Kancelarii Prezydenta może to utrudnić inwestowanie w nowy tabor, bo przewoźnik nie będzie miał odpowiednio długiej gwarancji, że będzie wykonywał przewozy. Prezydent argumentował również, że ustawa osłabiała pozycję gmin, które "są najbliżej mieszkańców i najlepiej wiedzą, gdzie potrzebny jest autobus".

Ministerstwo odpowiada, że pięć lat wystarczy do amortyzacji autobusu, a krótsze umowy pozwolą samorządom częściej zmieniać trasy i dostosowywać je do potrzeb mieszkańców.

Miało być łatwiej, będzie jak było

Weto oczywiście nie oznacza, że od jutra w Pułtusku albo w którejś z naszych gmin przestanie jeździć autobus. Nie spowoduje też automatycznie likwidacji obecnych linii.

Oznacza coś bardziej prozaicznego: problemy, które miała rozwiązać nowa ustawa, nadal pozostają nierozwiązane. Nie ma ustawowej gwarancji minimalnej liczby połączeń. Nie ma nowego mechanizmu transportu na żądanie. Nie ma zapowiadanej silniejszej koordynacji całej sieci. Nadal trzeba będzie walczyć o pieniądze, utrzymywać poszczególne linie i przekonywać samorządy, że autobus do małej miejscowości jest potrzebny, nawet jeśli nie zawsze się finansowo "spina".

A przed naszymi samorządowcami rosną kolejne problemy i coraz trudniejsze zadania do rozwiązania. W sprawie transportu miało być łatwiej. Ale najwyraźniej będzie jeszcze trudniej.
ZCZ

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama