A co usłyszałam? Ano to, że ów serocki burmistrz, gdy wyjeżdża w podróż służbową czy prywatną, zawsze ma przy sobie aparat fotograficzny. I gdy zobaczy coś godnego uwagi, a związanego z estetyką, zaraz cyk i robi zdjęcie. I bywało tak, że to co uchwycił aparatem, przenosił potem na serockie ulice i serockie place.
Tak, drogie władze samorządowe, podglądactwo w służbie estetyki to pożądana czynność. Wszyscy znamy przysłowie UCZYĆ SIĘ CHOĆBY OD DIABŁA, co znaczy, że powinniśmy być gotowi do czerpania wiedzy z każdego źródła, nawet od wroga, bowiem najważniejsza jest zdobyta wiedza, zdobyty pomysł i wprowadzenie jednego i drugiego w życie.
Owszem, są w naszym mieście miejsca piękne, wyróżniające nas spośród innych miasteczek mazowieckich, np. scena rodzajowa związana z książką "Wspomnienia niebieskiego mundurka" Wiktora Gomulickiego. I idąc tym pięknym tropem, warto byłoby dołożyć miastu więcej... Gomulickiego, chociaż popiersie pisarza już mamy. Dobrze, jeśli w estetyce jest jakaś ciągłość, kontynuacja, nasycenie czymś, czym miasto STOI albo mogłoby STAĆ. Więc ławeczka z... Witoldem Sprężyckim, alter ego Gomulickiego, albo z ikoniczną postacią, belfrem, (może) polonistą Skowrońskim.
Za mało mamy tego Gomulickiego, tych "Wspomnień niebieskiego mundurka"; MAŁEGO MUZEUM PISARZA też się nie dorobiliśmy (a nietrudno było zdobyć "spuściznę" po NIEBIESKICH MUNDURKACH – te kałamarze, ławki, katedra, rękopisy, stare ryciny naszego miasteczka, dawna panorama Pułtuska, dzwonek szkolny, mundurki, kufry uczniowskie, z którymi żacy zjeżdżali do miasta ze wsi, kolejne wydania powieści... Mogłoby przyciągać i młodzież, i dorosłych, ludzi, odnajdujących siebie SAMYCH w obecnym LICEUM SKARGI sprzed lat. Nie mamy też literackiego planu konkretnych ścieżek, którymi chodzili chłopcy w niebieskich mundurkach – Benedyktyńska, Rynek, łąki nad błękitną Narwią, ogrody, pustelnia, cmentarz Świętokrzyski, gdzie przecież grobowiec rodziny Gomulickich.
Oj, ale ja chyba sobie i muzom śpiewam...
Zaczęłam ów felieton od pozytywnego podglądania. Co podejrzałam ostatnio? Ano kosz na śmieci, stabilny, z którego nie widać śmieci i którego nie można KOPNĄĆ, żeby był POCHYLONY. Ale, myślę, że podglądactwo, podglądactwem, a najpierw trzeba się zająć tym, co mogłoby być piękne, a nie jest, np. reliktowym już słupem ogłoszeniowym, tzw. okrąglakiem (tak beztrosko usuwanymi swojego czasu z miejskiej przestrzeni), stojącym przy budynku POCZTY: sprawić mu nowy daszek, może z herbem miasta na jego szczycie, obmurować go na nowo... No, byłby, cymesik. I pytanie, czy samorządowcy czekają, że okrąglak sam się rozleci/rozwali i w jego miejsce postawią landarę z pleksi, w którą na Wielkanoc będą stawiali pisanki i kurczaki, a w Boże Narodzenie choinki i mikołaje?
GRAża
