Pani Paulino, znam Panią z różnych aktywności manualnych, twórczych, ale nie znałam tej związanej ze sztuką/techniką haftu krzyżykowego. Od kiedy jest Pani z nią zaprzyjaźniona?
Moja przygoda z haftem krzyżykowym rozpoczęła się pod koniec szkoły podstawowej. To wtedy pierwszy raz wzięłam do ręki kanwę i spróbowałam postawić pierwszy krzyżyk. Początki, jak to zwykle bywa, były pełne potknięć. Nitki plątały mi się pod palcami, krzyżyki wychodziły nieco krzywe, a materiał ściągał się pod wpływem zbyt mocnego naciągu nitki. Internet nie był jeszcze wtedy codziennością i skarbnicą wiedzy. Nikt nie słyszał o blogach pełnych porad czy tutorialach, które krok po kroku prowadziłyby za rękę. Uczyłam się zatem metodą prób i błędów oraz z czasopism hafciarskich. Dość szybko opanowałam jak prawidłowo prowadzić igłę. Dowiedziałam się, jakie wybierać kanwy oraz muliny, a także po które tytuły miesięczników z wzorami najlepiej sięgać.
W pamięci zapadło mi też pewne lato, które spędzałam u dziadków na wsi. Odwiedziła nas wtedy siostra mojej babci. Była zachwycona moją pasją, ponieważ sama haftem krzyżykowym wyszywała przepiękne obrusy. Podczas kolejnej wizyty podarowała mi niezwykły prezent. Były to piękne, kolorowe muliny, takie, których w Pułtusku nie można było kupić. Ten upominek sprawił mi mnóstwo radości i dał motywację do dalszej pracy
Pierwsza Pani praca? Potem następne i następne? Jakie to były obrazy, co przedstawiały?
Moją pierwszą ukończoną pracą był wróbel. Choć dzisiaj nie ma już go ze mną, doskonale pamiętam, jak bardzo był toporny. Nie potrafiłam wtedy jeszcze dobrać grubości nici do gęstości kanwy. Mimo swoich niedoskonałości, ta praca miała dla mnie charakter pionierski. To na niej, krzyżyk po krzyżyku uczyłam się cierpliwości.
Kolejnymi pracami były tygrys, następnie seria grzybów oraz pejzaże.
Oj, to różna tematyka! A ciekawa jestem, jakie prace zdobią Pani dom.
(śmiech) Tutaj trafiła pani w punkt! W większości pomieszczeń naszego mieszkania wiszą moje obrazy i powoli zaczyna brakować wolnych ścian. W przedpokoju królują dwa tryptyki z kolorowymi, abstrakcyjnymi kotami, w kuchni natomiast tryptyki z grzybami. Sypialnię dekorują moje stare pejzaże oraz (prezentowane podczas zeszłorocznej wystawy "Teraz Pułtusk") kolorowy kogut, lis w liściach, trzmiel na plastrze miodu. U córki w pokoju jest największa różnorodność prac. To właśnie z myślą o niej powstało ich najwięcej. Tam tematyka zmieniała się razem z jej dorastaniem i kolejnymi zainteresowaniami. Zaczynałyśmy od uroczych dinozaurów, sówek i kotów, a dziś dumnie wisi tam wyszyte godło Slytherinu z Harry`ego Pottera. Śmieję się czasem, że nasze mieszkanie to taka mała, prywatna galeria sztuki.
Już ją widzę oczami duszy, tę Pani domową galerię...
Jednak nie wszystkie moje prace wiszą u nas. Część trafiła w ręce członków rodziny oraz przyjaciół. Dla siostry wyhaftowałam dwa obrazy prezentujące jej ukochane jamniki, z których jeden jest koronkowy, monochromatyczny. Przy tej okazji po raz pierwszy szyłam na czarnej kanwie białą nitką. To było naprawdę trudne i żmudne doświadczenie, ale końcowy efekt dał mi ogromną satysfakcję. Myślę, że takie prezenty, w które włożyło się czas i serce, mają dla obdarowanych wyjątkową wartość.
Niewątpliwie, to wartość! Wielce estetyczna!!! Ale... Ale wymagająca i czasu, i skupienia.
Tak. Najważniejsze dla mnie to wygospodarować wolny czas, ponieważ wyszywanie jest bardzo czasochłonne. Jestem osobą, która nie potrafi usiedzieć w miejscu, ciągle mnie gdzieś nosi. Na co dzień pracuję w Miejskim Centrum Kultury i Sztuki w Pułtusku. Prywatnie jestem mamą, żoną, a wolne chwile najchętniej spędzamy rodzinnie i aktywnie. Latem jeździmy na wycieczki rowerowe, pływamy na kajakach, odwiedzamy parki linowe, pracujemy na działce albo ruszamy w góry. Zimą z kolei częściej zostajemy w domu i spędzamy wieczory przy planszówkach. To wtedy jest też chwila, żeby usiąść i oddać się swoim pasjom.
No i trzeba się bardzo skupić na liczeniu. Pracuję na czystej kanwie (bez nadruku), a to oznacza, że przenoszę wzór na materiał bezpośrednio ze schematu graficznego. Owszem, niektórzy rysują sobie siatki pomocnicze, ja jednak mam tylko zaznaczony narożnik.
Pani pracuje wykorzystując gotowe, zakupione wzory?
Z czasem mój warsztat pracy zaczął ewaluować. Wybór wzorów, według których wyszywam, nie jest przypadkowy, każdy projekt musi mieć "to coś". Przeglądam czasopisma, strony internetowe oraz blogi poświęcone robótkom ręcznym. Szukam na nich inspiracji, przyglądając się zdjęciom m.in. z holenderskich Targów Rzemiosła Artystycznego. Gdy coś wpadnie mi w oko, zaczynam poszukiwania konkretnego wzoru. Czasem trwa to tydzień, innym razem nawet miesiąc. Zdarza mi się też kupować gotowe projekty bezpośrednio od autorów. Tak było z trzmielem, którego szukałam prawie rok. Pracę tę zaprezentowałam podczas zeszłorocznej Zbiorowej Wystawy "TERAZ PUŁTUSK PułtuskART`25" w MCKiS w Pułtusku.
Czy zdarzyło się, że Pani sama opracowała projekt do pracy?
Tak, to były proste wzory zaprojektowane dla córki, którą próbowałam zarazić swoją pasją. Siadałyśmy wtedy razem i dziergałyśmy. Córce udało się wyszyć parę prac, jedną z nich podarowała swojej wychowawczyni. Jednak, w tak młodym wieku zainteresowania szybko się zmieniają. Teraz córka poświęca cały swój wolny czas na treningi piłki nożnej.
Praca na wystawie TERAZ PUŁTUSK w MCKiS jest urzekająca, nigdy nie widziałam tak subtelnego obrazu miasteczka, wykonanego haftem krzyżykowym. Znam obrazy wykonane tą techniką, ale szczelnie zabudowane nitką; jakby ciężkie, a tu taka lekkość... To jak obraz Chagalla...
Dziękuję. Przyznam, że pierwszy raz słyszę porównanie moich prac do twórczości Marca Chagalla, a właściwie do dzieł jakiegokolwiek innego artysty. To dla mnie niezwykle miły komplement.
W wielu tradycyjnych haftach tło wyszywa się w całości, co daje dywanowy efekt. W większości swoich prac stawiam na minimalizm. Dzięki temu, że część kanwy pozostaje pusta, cały obraz zyskuje przestrzeń i nabiera lekko baśniowego klimatu. Świetnym dopełnieniem są backstitche, które służą do tworzenia wyraźnych, gładkich konturów, a przy tym podkreślają detale.
Czy Biała cisza nad miastem to dzieło powstałe z myślą o tegorocznej wystawie?
Zupełnie nie. Prace "Biała cisza nad miastem" i " Ulica radosnych odcieni" powstały w latach 2019 - 2021. Wtedy jeszcze nie sądziłam, że kiedykolwiek pokażę je szerszej publiczności.
Choć na co dzień współtworzę wystawy w Galerii MCKiS, nigdy nie pomyślałam, żeby pokazać tam własne prace. Wydawało mi się, że nie są wystarczająco dobre. Poza tym mało kto wiedział o moim hobby, więc nikt mnie do tego też nie namawiał. Wszystko zmieniło się rok temu, kiedy dwie koleżanki z pracy wspomniały, że wezmą udział w wystawie. Wtedy pomyślałam "A może i ja spróbuję?". I stało się, wypełniłam formularz zgłoszeniowy i przyniosłam trzy prace. Do dziś pamiętam zaskoczenie moich koleżanek i kolegów z biura, że potrafię wyszywać.
Co składa się na warsztat osoby haftującej techniką krzyżykową?
Zaczynając przygodę z haftem, miałam tylko kanwę, muliny, igły, wzór, nożyczki i linijkę. Z czasem mój warsztat nieco się powiększył, choć myślę, że w porównaniu z innymi hafciarkami wciąż pracuję na dość minimalistycznym zestawie. Zwykłą igłę zamieniłam na taką z tępym czubkiem, żeby nie ranić palców. Zamiast nożyczek używam wygodnych obcinaczek do nitek, a mulinę kupuję od innego producenta.
Każdy ma swoje własne, wypracowane metody. Niektórzy nie wyobrażają sobie pracy bez krosna czy tamborka. Ja natomiast "miętoszę" kanwę w dłoniach.
Co obecnie na warsztacie artystki parającej się haftem krzyżykowym?
Tryptyk "Małego Księcia" - pierwsza część jest już gotowa, a reszta czeka na stole w salonie... Wzory te kupiłam w sklepie internetowym. Nie korzystam z gotowych zestawów, wybieram jedynie wzory w formacie pdf. Sama dobieram też muliny i gęstość kanwy, od której zależy to, jak duży będzie gotowy obraz.
Gdyby nie haft krzyżykowy, to jaki rodzaj sztuki uprawiałaby Pani z równą pasją?
Haft krzyżykowy to nie jedyne moje hobby. Ostatnio pasjonuję się składaniem book nooków, czyli dioram w formacie książki. To jak małe okno do innego świata, które po złożeniu wsuwa się na półkę pomiędzy ulubione lektury. Składa się je z precyzyjnie wyciętych elementów, podobnie jak puzzle 3D, a niesamowity efekt końcowy podkreśla delikatne oświetlenie LED. Wolne chwile lubię też wypełniać innymi wyciszającymi zajęciami. Z przyjemnością układam klasyczne puzzle i czytam, a ponieważ nie mam wrodzonego talentu plastycznego, swoje malarskie pasje realizuję, malując po numerach.
Ależ to ciekawe! Jak to, czy są w kraju lub na świecie galerie/muzea prezentujące dzieła haftu krzyżykowego?
Sztuka ta w Europie ukształtowała się już w XI wieku. Sam haft krzyżykowy to tylko jeden z wielu istniejących gatunków. Wyróżnia się cztery podstawowe grupy haftu są to: płaski, ażurowy, wypukły i nakładany. Ponadto każda z nich dzieli się na kolejne odmiany. Technika, którą ja się posługuję, należy do grupy haftów płaskich.
Z tego co wiem, nie ma w Polsce muzeum dedykowanego wyłącznie haftowi krzyżykowemu. Prace z tej dziedziny można za to podziwiać w ramach ekspozycji czasowych. Na pewno warto odwiedzić Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, które prezentuje różnorodne obrazy i tkaniny hafciarskie; Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie posiadające bogate zbiory polskiego rękodzieła i strojów ludowych czy mniejsze Muzeum Regionalne "Na Grapie" w Jaworzynce, gdzie znajdziemy elementy poświęcone rękodziełu.
Jeśli chodzi o świat, to tu ciekawostka, współczesna artystka Severija Inčirauskaitė-Valiukevičienė pokazuje, że haft krzyżykowy nie zmusi być oczywisty. Tworzy instalacje artystyczne, wykorzystując różnorodne gotowe przedmioty: wiadra, pojemniki na amunicję, łopaty czy hełmy, które zdobi tradycyjnym haftem krzyżykowym.
Jak to świetnie, że poprosiłam Panią o wywiad!!! Dziękuję.
