Ile razy zdarzyło się nam stanąć przed dylematem: naprawiać urządzenie, które "padło" tuż po upływie gwarancji, czy kupić nowe? Zazwyczaj odpowiedź była bolesna. Okazywało się, że uszkodzony został niewielki element, przysłowiowy "wichajster" wbudowany w duży moduł, a serwis twierdził, że wymienić trzeba całość i wyceniał naprawę na 80% wartości nowego sprzętu. Wybór był prosty: urządzenie kupione 3-4 lata wcześniej na złom i wymuszony zakup nowego sprzętu. Wszystko wskazuje na to, że ten absurdalny cykl "postarzania produktów" powoli przechodzi do historii. Postarzanie produktów to celowe projektowanie urządzeń tak, aby zużyły się i zaczęły szwankować tuż po upływie gwarancji.
Unia Europejska mówi: "naprawiajmy nie wyrzucajmy"
Od 31 lipca 2026 r. wchodzą w życie kluczowe przepisy, które mają zmienić podejście producentów do projektowania sprzętu elektronicznego i AGD. To nie są tylko pobożne życzenia, a konkretne wymagania wynikające z unijnych regulacji, m.in. Rozporządzenia (UE) 2023/1542. Głównym celem jest zakończenie ery urządzeń, które są projektowane jako nienaprawialne "jednorazówki". Nowych wymagań jest wiele, jak choćby to, by baterie w telefonach, smartfonach oraz drobnych sprzętach domowych były zaprojektowane tak, aby użytkownik mógł je samodzielnie, łatwo, tanio i bezpiecznie wymienić. Koniec z wklejaniem akumulatorów na stałe, co w praktyce często oznacza śmierć urządzenia w momencie, gdy bateria utraciła swoją wydajność. Teraz producent będzie musiał umożliwić nam wymianę ogniwa bez konieczności wizyty w specjalistycznym, drogim serwisie czy rozbijania obudowy młotkiem. To fundament prawa do naprawy – jeśli kupuję telefon czy odkurzacz, to powinien on mi służyć latami, a nie tylko do momentu wyczerpania cykli ładowania baterii.
Wiecznie niezadowoleni już wieszczą katastrofę
Jak zawsze przy okazji wprowadzania zmian ograniczających samowolę korporacji, odezwały się głosy malkontentów. "Będzie drożej!", "Koszty produkcji wzrosną, a zapłacimy my, konsumenci!" – alarmują sceptycy, wieszcząc koniec taniej elektroniki.
Pozwólmy sobie na chwilę refleksji i odrobinę chłodnej kalkulacji. Rynek, na którym działają producenci sprzętu, to arena niezwykle silnej konkurencji. Każda firma, która chce utrzymać się w grze, "wychodzi ze skóry", by zaoferować produkt lepszy, bardziej funkcjonalny i – co kluczowe – konkurencyjny cenowo. Teoria, że nagle wszyscy producenci podniosą ceny tylko dlatego, że muszą ułatwić nam dostęp do baterii, jest po prostu nietrafiona. Rynek bez problemu poradzi sobie z nowymi wymaganiami, a producenci, którzy zrozumieją, że "naprawialność" to nowa wartość rynkowa, tylko na tym zyskają.
Zmiany to realne oszczędności
Oszczędność, o której mówimy, nie wynika z faktu zakupu "taniego sprzętu" w sklepie, ale z całkowitego, sumarycznego kosztu posiadania urządzenia w skali 5 czy 10 lat. Dzisiaj wielu z nas wpada w pułapkę "taniości przy zakupie, drożyzny przy eksploatacji". Kupujemy coś za kilkaset złotych czy za 1,5 tysiąca - a po dwóch latach, gdy psuje się drobiazg – jesteśmy zmuszeni wydać kolejną taką samą kwotę. Dziś to czysty zysk dla producenta, a ogromna strata dla naszego domowego budżetu i obciążenie środowiska naturalnego.
Nowe przepisy, wymuszające łatwy dostęp do części zamiennych i możliwość samodzielnej wymiany komponentów, realnie przełoży się na pieniądze, które zostaną w naszych kieszeniach. Rzadziej będziemy musieli kupować nowe urządzenia tylko dlatego, że stare "zakończyło żywot" z błahego powodu. Jeśli jako konsumenci staniemy się świadomi swoich praw i zaczniemy wybierać sprzęty, które można serwisować, producenci będą musieli się do tego dostosować. Mechanizm jest prosty: świadomy klient to klient wymagający, a wymagający klient to taki, którego nie da się już oszukać obietnicą "nowości" za cenę utylizacji starego, sprawnego urządzenia.
Bądźmy zatem czujni. Wprowadzenie nowych przepisów to krok w dobrą stronę, ale diabeł tkwi w szczegółach – jak zawsze chodzi o egzekwowanie tych przepisów. W najbliższym czasie przekonamy się, jak rynek reaguje na nowe wymogi i czy producenci faktycznie ułatwią nam dostęp do wymiany baterii, czy też spróbują "obejść" przepisy, tworząc wymyślne, choć teoretycznie wymienne, systemy. Trzeba mieć na uwadze także to, że rozporządzenie unijne opublikowano w 2023 r. – producenci liczyli się z nieuchronnością nowych regulacji i przygotowywali się na nowe przepisy od ponad dwóch lat – nie może być mowy o zaskoczeniu.
Drodzy Czytelnicy, zachęcamy do weryfikacji zakupów. Czytajcie instrukcje, sprawdzajcie możliwości serwisowe jeszcze przed wyciągnięciem karty płatniczej. To my, kupujący, mamy ostateczną władzę nad tym, co trafi do naszych domów. Era bezrefleksyjnego wyrzucania sprzętu musi się skończyć – dla dobra naszych portfeli i wspólnego otoczenia.
ZCZ
