To stare różnorodne przedmioty, wśród nich dużo porcelany. Obok kartonów, na stoisku, wystawione są kryształy, też szlachetna porcelana, szkło, bibeloty. – Tu jest wszystko, powiem tak: cuda na kiju. To przedmioty z Niemiec, Belgii, Holandii i Polski – rzeczy z Włocławka, Bolesławca czy Ćmielowa.
Jak mówi pan Mirosław, Pułtuszczanie przyzwyczajają się do penetrowania kartonów. Coraz więcej kobiet, a i mężczyzn zatrzymuje się i przy stoisku, i przy kartonach, w których bywa też biżuteria. Zdarza się, że panowie przywożą nawet po dwa/trzy kartony z biżuterią. – Raz w miesiącu jesteśmy cały weekend na pchlim targu w Kiermusach, więc w każdy piątek poprzedzający pierwszą niedzielę miesiąca nie ma nas w Pułtusku – oznajmia wystawca.
Ale... Ale za dwa tygodnie osoby buszujące w kartonach będą miały okazję przejrzeć nowy towar, bogaty. – Postaramy się – obiecuje sprzedawca, który w PCHLIM BIZNESIE pracuje już kilka lat. Bywał też na pułtuskich giełdach staroci przed laty. A co ma w swoim domu, co go cieszy? – Jedynie jedną rzecz z tych tysięcy, które miałem, mam w domu. To kogut z MURANO z 1956 roku. Nikomu się nie podoba, a barwy ma piękne. Jest niesłychanie wielobarwny, wielkości czterdziestocentymetrowej. Dla mnie jest prześliczny, ale ludzie mówią, że brzydal. Zrobię zdjęcie, pokażę pani – mówi pan Mirek.
GMD
