Zanim przejdziemy do meritum, czujemy się w obowiązku postawić wyraźną grubą kreskę: redakcja Tygodnika Pułtuskiego daleka jest od powielania plotek, a tym bardziej od stawania się tubą dla anonimowych oskarżeń, które mogą zostać uznane za pomówienia. Misją dziennikarską jest jednak odnotowywanie faktów, a faktem jest, że w ostatnich dniach skrzynki mailowe w całym powiecie rozgrzały się do czerwoności. Tajemnicza wiadomość, podpisana zbiorczo przez "społeczników i mieszkańców", trafiła do szerokiego grona odbiorców: od biur poselskich (w tym biura posła Halickiego), przez Departament Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego, aż po zarządy niemal wszystkich miejskich spółek – PEC, ECO, PWiK czy TBS. List trafił także do radnych, lokalnych mediów oraz podmiotów prywatnych i kancelarii prawnych. Dalej "wszyscy" przesyłają treść tego maila, w tajemnicy – do kolejnych "wszystkich", jedni traktują odczytywaną treść jako paszkwil, inni jako objawioną prawdę i zapowiedź następstw których należało się po pułtuskich samorządowcach spodziewać. Trudno więc udawać, że tematu nie ma, skoro o treści tego maila szeptano w kuluarach urzędów częściej niż o uchwałach okołobudżetowych.
W pułtuskim samorządzie od wyborów w 2024 roku mamy do czynienia z niezwykle kruchą układanką.
Rady – zarówno miejska, jak i powiatowa – stały się polem szachowym, na którym swoje figury rozstawiły trzy główne siły: PSL, PiS oraz komitet Krzysztofa Nuszkiewicza, uzupełnione o głosy radnych z Pułtuskiego Forum Samorządowego i Koalicji Obywatelskiej. Ta układanka właśnie zaczęła się sypać na naszych oczach. Rozpad klubu Krzysztofa Nuszkiewicza w Radzie Miejskiej, nagła dymisja starosty Jana Zalewskiego czy rezygnacja wiceprzewodniczącego Rady Powiatu to nie są ruchy przypadkowe. To symptomy głębszego przesilenia, którego mieszkańcy – patrząc na to z boku – kompletnie nie rozumieją. Co jest celem tej kadrowej karuzeli? Odpowiedź, choć nieoficjalna i ubrana w formę anonimowego alarmu, zdaje się wyłaniać z krążącej korespondencji.
Kadrówka w cieniu wielkiej polityki
Z treści maila, do którego dotarliśmy, wyłania się obraz politycznej kuchni, w której doprawiane są dania wyjątkowo ciężkostrawne dla przeciętnego wyborcy. Autorzy listu twierdzą, że za sznurki pociąga wpływowy parlamentarzysta z naszego regionu, który – według ich relacji – ma planować wielką ofensywę kadrową. W planach ma być rzekomo powołanie członka rodziny owego polityka na płatne stanowisko w zarządzie powiatu, co miałoby być elementem budowania politycznej sukcesji. Co więcej, ta personalna zmiana ma mieć drugie dno – narrację wymierzoną w lokalną służbę zdrowia, co autorzy maila nazywają "odwetem za przegrane wybory w 2018 roku".
Ale to dopiero początek personalnej wyliczanki. Na giełdzie nazwisk, którą anonimowi informatorzy rozesłali do najważniejszych instytucji, pojawia się postać nowej niedoszłej wiceburmistrz Pułtuska. Osoba ta, według treści maila, jest lojalna wobec lokalnego lidera partyjnego i ma za sobą karierę w urzędach sąsiednich gmin oraz instytucjach rolniczych. Jej zadaniem – jeśli wierzyć autorom listu – nie byłaby jednak praca nad poprawą infrastruktury miejskiej, lecz "zbieranie papierów" na obecne kierownictwo ratusza, co w konsekwencji miałoby doprowadzić do przedterminowego referendum i odwołania obecnej burmistrz. Powodem do takiego kroku miałby być zły stan finansów miasta.
W wizji nakreślonej w mailu pojawiają się kolejne postacie: zaufani urzędnicy z innych gmin, osoby z przeszłością w administracji leśnej borykające się z problemami prawnymi, czy potencjalni nowi prezesi spółek komunalnych. Wszystko to ma składać się na obraz "skoku na stanowiska", gdzie lojalność partyjna i towarzyska jest jedyną liczącą się walutą.
Pułtusk na krawędzi – komu potrzebny drugi wiceburmistrz?
W tym całym politycznym teatrze najmniej mówi się o samym mieście, a sytuacja Pułtuska jest – delikatnie mówiąc – umiarkowanie optymistyczna. Przypomnijmy, że nasze miasto znajduje się na niechlubnej liście 139 ośrodków w Polsce tracących znaczenie społeczno-gospodarcze. Powiat również nie bryluje w rankingach finansowych. W tym kontekście wizja powołania drugiego zastępcy burmistrza, o której wspomina mail, wydaje się mieszkańcom nie tyle kontrowersyjna, co wręcz absurdalna. Jeśli faktycznie dojdzie do takiej nominacji, mieszkańcy będą mieli prawo oczekiwać precyzyjnych wyjaśnień. Jakie to nadzwyczajne, nowe zadania pojawiły się w gminie, które wymagają utrzymywania kolejnego wysokiego urzędnika? Czy w dobie kryzysu i konieczności szukania oszczędności, Pułtusk stać na finansowanie politycznych układanek? W odczuciu społecznym, które coraz głośniej wybrzmiewa na forach i w rozmowach: kompetencje, doświadczenie i merytoryczna wiedza nie decydują o zatrudnieniu w strukturach samorządu. Liczy się to, kto komu przesyłał informacje z urzędów i kto figuruje na "liście do zatrudnienia" ustalanej w zaciszu gabinetów, w ramach wewnętrznych targów, układów i wzajemnych przysług.
Gra o wszystko i zmęczenie materiału
Z treści maila bije jeszcze jeden niepokojący ton – personalne ataki mające na celu zniechęcenie aktywnych samorządowców do dalszej pracy. Autorzy wspominają o radnej, znanej z oddania sprawom miasta, która ma być "męczona psychicznie", byle tylko zrezygnowała z kandydowania w przyszłości. To brudna gra, która zniechęca do samorządu ludzi z pasją, zostawiając pole jedynie dla partyjnych aparatczyków.
Niezależnie od tego, ile w tym "szumie wierzb" jest prawdy, a ile politycznej złośliwości, sam fakt powstania i masowej wysyłki takiego maila świadczy o jednym: w pułtuskim samorządzie panuje chaos i głęboki brak zaufania. Jeśli jedynym wzorem do naśladowania – jak sugerują autorzy apelu – ma być włodarz sąsiedniej gminy Świercze, stawiany za wzór honoru, to dla pułtuskiej klasy politycznej jest to gorzka pigułka do przełknięcia.
Mieszkańcy mają prawo czuć się oszukani.
Omawiany mail zaczyna się od słów: "jako mieszkańcy miasta i powiatu pułtuskiego wyrażamy stanowczy sprzeciw koalicji PiS-PSL..."
Dwa lata po wyborach, zamiast wiarygodnej, rzetelnej strategii rozwoju, otrzymują serial o kadrowych roszadach. Czy pułtuscy politycy znajdą w sobie dość odwagi, by odnieść się do tych rewelacji? Czy może dalej będą udawać, że maila nie dostali, podczas gdy miasto powoli dryfuje w stronę całkowitego braku sterowności? Śpiewanie patriotycznych pieśni, składanie kwiatów pod pomnikami, organizowanie festynów, nie buduje poczucia zaufania do władzy – zwłaszcza, kiedy przedstawiciele tej władzy na oczach mieszkańców skaczą sobie do oczu, oskarżają, ośmieszają lub przeciągają na swoją stronę bardzo nieczystymi sposobami.
Pułtusk – nowoczesne miasto z tradycjami. W świetle tego, co opisano w rozsyłanym mailu, nasza tradycja to konsekwentne zadłużanie miasta i bezwzględna walka o stołki dla siebie i dla swoich. Co do "nowoczesności" to już niech tam każdy Pułtuszczanin coś sobie wyobrazi – bo Władze naszego Miasta do dziś nie odpowiedziały, co jest w Pułtusku tak bardzo nowoczesnego, żeby z tego zrobić hasło przewodnie. Nad powiatem pułtuskim od lat wisi sakramentalne pytanie: po co nam w samorządzie polityka i politycy? Może nasi Czytelnicy w komentarzach podpowiedzą, co dobrego przyniosło Pułtuszczanom "uprawiania polityki"?Jedno jest pewne – "Tygodnik" będzie się tej sprawie przyglądał, bo jak mówi stare przysłowie: w każdej plotce jest ziarno prawdy, a w Pułtusku te ziarna padają ostatnio na grunt bardzo wrażliwy, już chyba lekko wulkaniczny...
ZCZ












